Sport.pl

Doping Kornelii Marek. Nurowski: "Lekarz powinien powiesić się za pewną część ciała"

Piotr Nurowski, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego ostro skrytykował osoby odpowiedzialne za aferę, która wybuchła po wykryciu w organizmie polskiej narciarki Kornelii Marek niedozwolonych środków.


We krwi Kornelii Marek wykryto EPO, silny doping stosowany w sportach wytrzymałościowych. Test przeprowadzono w czasie igrzysk w Vancouver po biegu sztafetowym 4x5 km, w którym Polki zajęły 6. miejsce. O pozytywnym wyniku próbki A poinformowano tydzień temu środę. 12 marca, na żądanie zawodniczki, w olimpijskim laboratorium w Richmond przeprowadzono badanie próbki B. We wtorek ujawniono jego wynik - pozytywny.

We wtorek wieczorem w Krakowie zwołano nadzwyczajną naradę prezydium Polskiego Związku Narciarskiego, na której obradowano nad karami dla zawodniczki i dalszym trybem postępowania.

- Podjęliśmy wniosek o skreślenie Kornelii Marek z listy kadry narodowej, z grupy szkolenia olimpijskiego i cofnęliśmy jej stypendium - powiedział sekretarz generalny PZN Grzegorz Mikuła.

Sama Marek przyznała, że otrzymywała leki w formie zastrzyków, ale twierdzi, że nie były to zakazane substancje. - Cieszy nas to, że Kornelia zapowiedziała, że zamierza poddać się karze i podejmie walkę o powrót do sportu - dodał Mikuła.

EPO nie bierze się samemu

W organizmie biegaczki wykryto EPO, substancję podnoszącą parametry krwi. Zdaniem dr. Roberta Pietruszyńskiego, kardiologa, specjalisty medycyny sportowej, lekarza szkolenia olimpijskiego i członka komisji ds. zwalczania dopingu przy PKOl, przy EPO nie ma mowy o pomyłce w badaniu. Pietruszyński jest przekonany, że ktoś musiał podać dopingbiegaczce. - To niebezpieczny środek i żaden sportowiec nie odważy się stosować go na własną rękę. Nie pójdzie do supermarketu ani na bazar. Ktoś, kto wpada na tym dopingu, z reguły ma kogoś obok siebie, który nie dość dobrze obliczył czas wykrywalności tego środka - powiedział.



Więcej o: