Sport.pl

Po wpadce dopingowej Kornelii Marek: EPO nie bierze się samemu

Nie można iść na bazar i kupić sobie EPO - mówi członek komisji ds. zwalczania dopingu przy PKOl
Polska narciarka jest jedyną olimpijką z Vancouver, którą przyłapano na dopingu. W piątek ogłoszone zostanie badanie próbki B, które ma potwierdzić stosowanie niedozwolonych środków. W organizmie biegaczki, która w biegu na 30 km zajęła 11. miejsce, wykryto EPO, substancję podnoszącą parametry krwi. Zdaniem dr. Roberta Pietruszyńskiego, kardiologa, specjalisty medycyny sportowej, lekarza szkolenia olimpijskiego i członka komisji ds. zwalczania dopingu przy PKOl, przy EPO nie ma mowy o pomyłce w badaniu. Kara za jego stosowanie jest wysoka, bo to środek dopingujący z najwyższej półki ryzyka.

Przemysław Iwańczyk: EPO to dopingowa zmora sportów wytrzymałościowych. Jak działa?

Robert Pietruszyński: Jednym z czynników ograniczających wydolność sportowca w dyscyplinach wytrzymałościowych są optymalne wartości morfologiczne. Tym lepszy jest start, tym większe ma szanse na sukces, im większą ma wartość hematokrytu (HCT). Ale na skutek intensywnego treningu codziennie rozpada się znacznie więcej krwi, niż odbudowuje. Oznacza to spadek wydolności. Zawodnicy sięgają po doping, by zbilansować tę stratę nawet przy morderczym wysiłku. Daje szansę nadrobienia tego, co zostało utracone w ekstremalnym obciążeniu.

Są sportowcy, którzy mają naturalny wysoki poziom hematokrytu i nie świadczy to wcale o stosowaniu dopingu. Wtedy obejmuje się ich specjalnym nadzorem, wydaje im certyfikat. Dopuszczalne wartości hematokrytu są niższe u sportowców niż u przeciętnych ludzi. Norma dla mężczyzn środkowej Europy wynosi 54 proc., a w sporcie - 50 proc.

Wysokie wartości hematokrytu jeszcze nie oznaczają dopingu, ale obecność w organizmie EPO, który ten wzrost powoduje, to już dowód na niedozwolone wspomaganie. Erytropoetyna wykrywana jest w moczu od 1996 roku.

Ile kosztuje EPO?

- To środek niedostępny w aptece na receptę. Jest zastrzeżony do lecznictwa zamkniętego, nie do zdobycia dla sportowców. Czarnorynkowo może kosztować kilkanaście tysięcy złotych, zależy od liczby jednostek. Nieoficjalnie informacje sugerują, że środki te pochodzą głównie z Chin i z bloku wschodniego. Na bazarze pan tego nie kupi, ale wystarczy poszperać w internecie.

Można na własną rękę przyjąć EPO?

- To niebezpieczny środek i żaden sportowiec nie odważy się stosować go na własną rękę. Nie pójdzie do supermarketu ani na bazar. Ktoś, kto wpada na tym dopingu, z reguły ma kogoś obok siebie, który nie dość dobrze obliczył czas wykrywalności tego środka. Działanie tego środka polega na przewlekłym procesie odbudowy krwi, jest rozłożone w czasie. Dotychczas najczęściej wykrywano go w okresie niespodziewanych kontroli w okresie przygotowawczym. Tym bardziej dziwi mnie wykrycie EPO u Marek w okresie startowym. EPO to jedna z najstarszych i najprostszych, a mimo to bardzo wyrafinowana strategia dopingu.

Do tego potrzebni są lekarze?

- Lekarz jest po to, by leczyć. Znam historie nagłych zgonów sportowców, którzy dopingowali się EPO. Jego stosowanie u ludzi chorych wymaga regularnej kontroli hematokrytu, który odpowiada za transport tlenu do krwi. Konieczne jest odpowiednie nawadnianie organizmu, bo odwodnionemu sportowcowi, który stosuje doping krwi, podczas wysiłku hematokryt wzrasta od 5 do 10 proc., czyli z krwi - by to zobrazować - robi mu się gęsty sos. Brak kontroli może doprowadzić zwłaszcza przy odwodnieniu do zagrożenia powikłaniami zatorowo-zakrzepowymi.

W Vancouver wykonano 2 tys. testów antydopingowych. Na razie Kornelia Marek jest jedyną, która wpadła.

- Stworzyłem system, by można było tego uniknąć. Moja koncepcja monitorowania sportowców nie może się jednak przebić przez PKOl i Ministerstwo Sportu. Założenie jest proste: zawodnikowi podlegającemu szkoleniu olimpijskiemu co miesiąc bada się wybrane parametry, przede wszystkim morfologię, w tym hematokryt. Komisja informowałaby Ministerstwo Sportu, sportowca, trenera i związek, któremu podlega, czy parametry zawodnika klasyfikują go w gronie sportowców europejskiego, światowego, czy może tylko krajowego formatu. Decydenci, którzy myślą o jak najlepszych wynikach, widzą czarno na białym, na kogo mogą liczyć, w jakiej formie jest finansowany przez nich sportowiec. Nie byłoby problemu pani Marek, bo moglibyśmy lepiej oszacować możliwości zawodnika. Zresztą proponuję prześledzić krzywą morfologii zawodniczki z ostatnich miesięcy, wyszłoby natychmiast, że coś jest nie tak. Myślę, że w obecnym sporcie oprócz wyniku kluczowym problemem jest zmniejszenie ryzyka niepożądanych zdarzeń.

Z wykładu dr. Pietruszyńskiego na temat EPO

"EPO zwiększa liczbę czerwonych ciałek krwi, które transportują tlen do wszystkich części organizmu. Jest używane przez sportowców dyscyplin wytrzymałościowych. Podejrzewa się, że do tej pory wskutek zażywania EPO, leku stosowanego w chorobach nerek, zmarło 18 kolarzy.

Erytropoetyna jest wytwarzana w niewielkich ilościach przez organizm. Jej sztuczne dawkowanie prowadzi do poważnych zaburzeń krwiobiegu, zakrzepów, gęstnienia krwi, podniesienia ciśnienia, a w konsekwencji do ataków serca.

NESP, czyli druga generacja EPO, wymaga zastrzyków tylko raz na dwa tygodnie, w odróżnieniu od staroświeckiego EPO wymagającego codziennych iniekcji. Jest też według australijskich naukowców pracujących nad testami środkiem dziesięć razy silniejszym niż EPO".



Więcej o: