Sport.pl

Tańce na lodze. Złoto dla Annisiny i Peizerat - korespondencja

Znów tylko jeden sędzia zdecydował o zwycięstwie Francuzów Marii Annisiny i Gwendala Peizerat w parach tanecznych. Piękny oryginalny taniec Rosjan Iriny Łobaczewej i Ilii Awerbucha porwał publiczność, ale nie znalazł takiego uznania u sędziów
Viva la France! - wołał szalony kibic francuskiej pary. Viva la France! - powtarzał, aż wreszcie razem z nim powtarzała cała hala. Ten okrzyk pasował do politycznej manifestacji, apelu o wolność człowieka, jaki przedstawili Francuzi. - Wybraliśmy coś cichego, co ludzie poczuliby w sercu - tłumaczył Peizerat. Jednak ich program wydawał się napuszony i trochę bez wdzięku. Sędziowie uznali inaczej.

Trener Maria Olszewska-Lelonkiewicz powiedziała po starcie Sylwii Nowak i Sebastiana Kolasińskiego, że Polski nie stać na choreografa światowej klasy. Widać było, że Rosjan Irinę Łobaczewą (rozbite kolano) i Ilię Awerbucha stać. Tańczyli do wspaniałej, oryginalnej muzyki; zastosowali kilka oszałamiających efektów specjalnych, kilka kroków, uniesień, pozycji które targnęły publiczność do owacji. Ilia i Irina, prawdopodobnie w wypracowanym geście, ale niech tam, klęknęli przed sobą na kolanach. Sędziów też Rosjanie porwali, ale mniej niż połowicznie. Czterech uznało, że lepsi są Rosjanie. Pięcioro, w tym Polka Halina Gordon-Półtorak, że Francuzi.

O ile walka o złoty medal miała wielki dramatyzm, o tyle walka o brązowy była trzęsieniem ziemi z wstrząsami wtórnymi. Zaczęło się od programu Włochów Barbary Fusar Poli i Maurizio Margalio (przed tańcem dowolnym na trzecim miejscu). W najmniej spodziewanym momencie - podczas pasażu - Maurizio potknął się i przewrócił jak długi. Gdy tylko Włosi skończyli, Barbara kompletnie się rozkleiła. Maurizio, czekając na noty sędziów, schował głowę między kolana, Barbara płakała, hałaśliwie wycierając nos.

Kanadyjczycy Shea Lee Bourne i Victor Kraatz (4. miejsce przed tańcem dowolnym) poczuli, że wreszcie szczęście do nich wraca. Przecież w skandalicznych okolicznościach w Nagano w 1998 roku pozbawiono ich brązowego medalu. Wczoraj pojechali w Delta Center wspaniale. - Myślę, że najlepiej w życiu. Aż do ostatniej sekundy, kiedy straciliśmy kontrolę nad naszym programem - powiedziała Shea.

Przewrócili się przy finałowym podnoszeniu. Ona jeszcze próbowała robić dobrą minę do złej gry po tym wypadku, ale on nie chciał grać w tę grę. Nie chciał zjechać z lodu, potem zejść z ławki, na której czekał na oceny sędziów, potem nie chciał z nikim rozmawiać. - Jest rozczarowany - próbowała usprawiedliwić partnera Shea. Znów po czterech latach zajęli czwarte miejsce.

Polska para pojechała poprawnie. Zachwianie Kolasińskiego na początku drugiej minuty programu chyba nie miało znaczenia dla sędziów, którzy ostatecznie dali Polakom 13. miejsce. Znaczenie musiało mieć to, że ich program nie był efektowny, brakowało w nim iskry bożej. - Jesteśmy bardzo zadowoleni - powiedzieli mimo to po zakończeniu programu, jeszcze ciężko oddychając.

Sebastian cierpi na tajemniczą dolegliwość - mięśniowy ból nóg. Trener Maria Olszewska-Lelonkiewicz uważa, że to wynik stresu. Sam Kolasiński mówi, że to efekt choroby, którą przechodził niedawno. Jednak prawdopodobnie najważniejsze jest to, że Polacy, jeśli chcą zrobić karierę na świecie, muszą mieć choreografa nie za 800 dol., ale za 30 tys.