Sport.pl

Znicz zapłonął, igrzyska otwarte!!!

Igrzyska zimowe XIX Olimpiady rozpoczęte. Wielką rolę w ceremonii otwarcia odegrał Lech Wałęsa. Znicz olimpijski na stadionie rozpalili hokeiści reprezentacji USA z 1980 roku, sprawcy legendarnego "Cudu na lodzie".
- W imieniu dumnego, zdeterminowanego i wspaniałego narodu Igrzyska w Salt Lake City uważam za otwarte! - zadeklarował przy wiwatach ludzi na Ricce-Eccles Stadium prezydent Stanów Zjednoczonych George Bush.

Wałęsa wśród sław

Prezydent Wałęsa jako jedna z ośmiu wielkich postaci światowego formatu wniósł flagę olimpijską. Razem z nim zrobili to: pastor walczący z apartheidem w RPA Desmond Tutu, słynny kosmonauta John Glenn, syn wielkiego podróżnika Jacquesa Cousteau- również podróżnik Jean Michele, słynny reżyser Steven Spielberg, złoty medalista olimpijski z Grenoble Jean-Claude Killy, złoci medaliści z ostatnich igrzysk w Nagano i Sydney sportowcy Kazuhiro Funaki i Cathy Freeman.

Przypomnijmy, że nasz misja olimpijska dowiedziała się o Wałęsie tydzień wcześniej. - Dzwonił do mnie jego sekretarz i powiedział, że może przyjedzie - mówi szef PKOl Stefan Paszczyk - Może chce jakieś stroje okolicznościowe. Ale nie mamy. Wszystko rozdane.

Flaga z WTC

Ceremonia otwarcia miała swoje wielkie chwile - kiedy na stadion wkroczyli sportowcy, strażacy i policjanci wnosząc "Gwiaździsty Sztandar" wydobyty spod zgliszczy World Trade Center w Nowym Jorku. Wniesieniu flagi toarzyszyli szef MKOl Jacques Rogge i prezydent USA George W. Bush. Na stadionie podczas tej wzruszającej, chwili była kompletna cisza.

Defilada: Polacy bez skoczków

Uczestnicy igrzysk - w przeciwieństwie do poprzednich - pojawili się na stadionie stosunkowo wcześnie. Jako pierwsi - już tradycyjnie Grecy. Za Norwegami na stadion weszli Polacy, w tym 22 polskich sportowców. W polską flagę niósł Mariusz Siudek. Jego żony Doroty Zagórkiej nie było - przyczyną było lekkie zaziębienie. Nie było też skoczków z Adamem Małyszem, ale zabrakło ich także w innych ekipach. Nikt nie chciał ryzykować wysiłku i przeziębienia dwa dni przed konkursem.

prowadzeni przez Mariusza Siudka. Defiladę zamykała ekipa gospodarzy igrzysk.

Poszczególne zespoły prezentowały się niezwykle kolorowo. W strojach ekipy polskiej dominowała barwa czerwona i żółta, reprezentacja Tadżykistanu ociekała kolorem złotym, oryginalny stroje mieli Koreańczycy. Defilowała również reprezentacja Iranu, zaproszona na igrzyska przez MKOl.

Program artystyczny: hołd Indianom

Tradycyjnie organizatorzy olimpiady przygotowali program artystyczny. Tym razem przyświecało im przesłanie "Zapalmy w sobie ogień". To był barwny spektakl, w wykonaniu łyżwiarzy. Postacią symbolizującą ogień był Josef Sabovczik, który w Sarajewie w 1984 roku zdobył brązowy medal dla reprezentacji Czechosłowacji.

Organizatorzy postanowili złożyć w przedstawieniu hołd rdzennym mieszkańcom stanu Utah: plemionom Szoszonów, Paunisów, Navaho, Goszutów i Ute. Wzruszającą pieśń przypominającą, że na ziemi stanu Utah wcale pierwsi nie byli biali osadnicy zaśpiewał Robbie Robertson razem z indiańską grupą Red Road Ensamble.

Potem było już o drodze na zachód. Na lodowisku na środku stadionu w imponującej scenografii niedźwiedzie grizzli polowały na pstrągi i łososie, przez bagna wędrowały łosie i jelenie.

Rogge: Mistrz to ktoś więcej niż tylko zwycięzca!

Wreszcie nastąpiły najważniejsze dla igrzysk momenty.

Szef organizatorów Mit Romney podziękował mieszkańcom Utah za wsparcie i za to, że wspólnie udało się im zrealizować marzenia zorganizowania igrzysk.

- Nie zapominajcie, że prawdziwym mistrzem nie jest ten, co jako pierwszy przekroczy linię mety. Mistrz to ktoś więcej niż zwycięzca. Mistrzem jest ktoś, kto przestrzega zasad, odrzuca doping, i rywalizuje w duchu fair play - powiedział do olimpijczyków szef MKOl Jacques Rogge.

Potem prezydent USA George W. Bush ogłosił igrzyska za otwarte, stojąc wśród amerykańskich zawodników.

Ślubowanie w imieniu zawodników złożył Jim Shea, zawodnik skeletonu, trzeci członek olimpijskiej rodziny Shea. Jego ojciec i dziadek również byli olimpijczykami.

Koniec tajemnicy: hokeiści z 1980 zapalają znicz

Wreszcie nastąpiło rozwiązanie niespodzianki. Od miesięcy głowiono się, kto rozpali w Salt Lake City olimpijski znicz.

Kolejno łyżwiarz Scott Hamilton, alpejczycy Bill Johnson i Phil Mahre, Bonnie Blair i Dan Jensen z łyżwiarstwa szybkiego, Jim i Jimmy Shea, alpejki Picabo Street i Connie Granato kończyły sztafetę olimpijską. Ale znicz, kilkudziesięciometrową kryształową konstrukcję dominującą nad Salt Lake City, zapalili członkowie złotego teamu hokejowego z olimpiady w Lake Placid w 1980 roku, z kapitanem Mike'em Eruzione na czele. Eruzione strzelił gola przesądzającego o pokonaniu ZSRR i zdobyciu przez USA złotego medalu. Była to jedna z największych sensacji w dziejach zimowych igrzysk, do dziś zwana "Miracle on Ice" - "Cudem na lodzie".

Przedstawienie w wielkim stylu zakończył Sting piosenką o delikatności i kruchości struktury człowieka - "Fragile".

W igrzyskach startuje 2531 sportowców z 77 krajów, w tym 30-osobowa reprezentacja Polski.