- Bez trenera Aleksandra Wieretielnego ten wielki sukces Justyny Kowalczyk na igrzyskach w Vancouver byłby niemożliwy. Oni s± jak ogień i woda. Jedno na drugie burczy, rzucaj± w siebie nartami, ale tak naprawdę dogaduj± się ¶wietnie i skoczyliby za sob± w ogień. W tej dyscyplinie trener i zawodniczka spędzaj± ze sob± 300 dni w roku. Gdyby nie było wzajemnego wsparcia i zrozumienia, nie wytrzymaliby ze sob±. Toteż nie ma drugiego takiego sportowca, który, jak Justyna, ofiarowałby trenerowi swój srebrny olimpijski medal. Ona najlepiej wie ile w jej sukcesach jest jego ręki. Dzięki niemu liczyła się w Vancouver we wszystkich biegach - mówi korespondent sport.pl, Robert Błoński