- Jestem daleki od jakichkolwiek deklaracji. To jest tylko sport i wszystko może się wydarzyć. Liczę i oczekuję jednak od moich zawodników walki i pełnego zaangażowania. Na pewno optymizmem napawają mnie wyniki uzyskane przez nich w tym sezonie, ale łyżwiarstwo to taki sport, że decydują ułamki sekundy. Jeden mały błąd może przesądzić o podium - skomentował
Kowalczyk, który w Vancouver będzie pełnił również funkcję szefa misji olimpijskiej.
Na torze długim Polaków będzie reprezentować sześciu zawodników: Maciej Biega, Zbigniew Bródka, Sławomir Chmura, Sebastian Druszkiewicz, Konrad Niedźwiedzki i Maciej Ustynowicz oraz cztery zawodniczki: Katarzyna Bachleda-Curuś, Natalia Czerwonka, Katarzyna Woźniak i Luiza Złotkowska. To obok ekipy z Polskiego Związku narciarskiego, najliczniejsza grupa sportowców.
- Hala Richmond jest przez naszych reprezentantów lubiana. Znają ją z zawodów Pucharu Świata. Tam zdobyli kwalifikacje olimpijskie, bili rekordy życiowe. Ich postawa w tym sezonie potwierdza tylko wspaniałe przygotowanie - zaznaczył.
Na torze krótkim wystąpi trzech Polaków: Paula Bzura, Patrycja Maliszewska i Jakub Jaworski.
- Wszyscy zaprezentowali się bardzo dobrze w niedawnych mistrzostwach Europy. Na uwagę zasługują dwa czwarte miejsca Bzury. Po raz pierwszy w historii polska zawodniczka i zawodnik znaleźli się w super finale. Jaworski też udowodnił, że nie jest chłopcem do bicia - powiedział.
Najbardziej cieszy dobra dyspozycja Bzury. - Jednak przejście przez ogromną koalicję azjatycką nie będzie łatwe - pokreślił Kowalczyk.
Panczeniści rywalizację w Vancouver rozpoczną 13 lutego, dzień po ceremonii otwarcia, od startu Chmury na dystansie 5000 m. Specjaliści od toru krótkiego na lód wyjdą dzień później.