Sport.pl

Polka trenerką ćwierćfinalistki Roland Garros. "Śmiali się, że to szalony wybór"

Petra Martić w wieku 28 lat dotarła w Paryżu do pierwszego ćwierćfinału w Wielkim Szlemie, a chwilę wcześniej wygrała pierwszy turniej WTA. Duża w tym zasługa jej trenerki, Sandry Zaniewskiej. - Kiedy zaczęłam z nią pracować, wszyscy wątpili w moją decyzję. Niektórzy śmiali się i przekonywali, że to szalony wybór. Pytali mnie: "co ja robię?" - wspomina Martić.

Petra Martić przez lata uchodziła za zawodniczkę mocno przeciętną. To się zmieniło od stycznia 2018 roku, gdy zaczęła trenować z Sandrą Zaniewską, byłą polską tenisistką, obecnie trenerką. Efekty ich współpracy są już widoczne. 28-letnia Martić półtora miesiąca temu dotarła pierwszy raz do ćwierćfinału Wielkiego Szlema. Do najlepszej „ósemki” doszła na paryskim Roland Garros. Obecnie jest na 20 miejscu w rankingu WTA – najwyższym w karierze. A jeszcze w grudniu 2017 roku była 90. na świecie.

Najlepszy sezon w karierze

Na zakończonym właśnie Wimbledonie Martić odpadła w 4. rundzie. Ten sam etap rywalizacji osiągnęła w zeszłorocznym Australian Open. Zanim rozpoczęła współpracę z polską trenerką, Chorwatka nigdy nie grała w finale turnieju głównego cyklu. Tymczasem w lipcu 2018 roku wystąpiła w meczu finałowym w Bukareszcie, w którym przegrała z Anastasiją Sevastovą z Łotwy. Jednocześnie w stolicy Rumunii pierwszy raz od dwóch lat przeszła fazę ćwierćfinałową imprezy WTA. Jeszcze lepiej poszło Martić w kwietniu tego roku w Stambule, gdzie sięgnęła po pierwszy tytuł w karierze. W finale pokonała Czeszkę Marketę Vondrousovą.

Ostatnie miesiące to najlepszy okres w karierze chorwackiej tenisistki. WTA nominowała ją kilka dni temu do nagrody w kategorii „Odkrycie czerwca 2019”. Ostatecznie wyróżnienie to zgarnęła Iga Świątek. Sukcesy Martić to w dużej mierze zasługa Zaniewskiej. Polskiej trenerce należą się słowa uznania, bo łatwiej pracuje się z młodą, niedoświadczoną zawodniczką, która dopiero zaczyna przygodę z tenisem i nie ma aż tak wielu przyzwyczajeń. Martić zaś ma już 28 lat, jest nawet o rok starsza od Zaniewskiej. - Kiedy zaczęłam z nią pracować, wszyscy wątpili w moją decyzję. Niektórzy nawet śmiali się i przekonywali, że podjęłam szalony wybór. Pytali mnie: „co ja robię?”. Myśleli, że nie traktuję poważnie swojej kariery, bo biorę taką młodą i niedoświadczoną trenerkę. Ale wiedziałam, co robię. Słyszałam, co ona mówiła o tenisie i wiedziałam, że wie, co robi - wspominała niedawno Martić w rozmowie z portalem wtatennis.com.

Zawód zdominowany przez mężczyzn

Zatrudnienie Zaniewskiej było na pewno zaskoczeniem dla wielu osób, bo w tenisie wciąż jest bardzo mało kobiet pracujących w roli trenera. To zawód zdominowany przez mężczyzn. W top 100 WTA jest tylko pięć zawodniczek trenowanych przez kobiety. W dodatku Polka wcześniej faktycznie nie miała okazji pracować jako szkoleniowiec. Do 2017 roku była zawodową tenisistką. Karierę musiała zakończyć z powodu kłopotów zdrowotnych, bo stale dokuczały jej plecy. W rankingu WTA najwyżej była w sierpniu 2012 roku – na 142. miejscu. Raz miała okazję grać w turnieju głównym Wielkiego Szlema - na Wimbledonie siedem lat temu. Odpadła wówczas w 1. rundzie, po porażce z Chinką Shuai Peng 2:6, 7:6 (3), 3:6.

Zaniewska początkowo nie myślała, że dalej będzie zajmować się tenisem. Rozpoczęła nawet studia biznesowe. - Czułam, że mogę osiągnąć na tym polu więcej niż jako trener. Nie byłam pewna, jak wiele mogę osiągnąć jako szkoleniowiec, ponieważ praktycznie nie ma kobiet na tym stanowisku – przyznała w rozmowie z "New York Times". 

„Śmiały ruch” Martić

Amerykańska gazeta pisząc niedawno o współpracy Martić - Zaniewska podkreślała, że awans Chorwatki do ćwierćfinału tegorocznego Roland Garros był dla niej potwierdzeniem słuszności wyboru trenerki. - W tenisie wybór kobiety jako trenera to wciąż śmiały ruch - stwierdził autor artykułu.

Zaniewską chwali także Martić. - Wiedziałem, że zrozumie moją grę lepiej niż inni trenerzy, którzy mieli większe doświadczenie - mówiła Chorwatka. I dodała: Kiedy Sandra grała w tourze, miała podobny styl do mojego. – Ale szło mi o wiele gorzej niż tobie – wtrąciła Zaniewska.

„Pomogła mi odnaleźć moją tożsamość”

Martić dopiero w wieku 28 lat potrafiła uwolnić swój prawdziwy potencjał. Pomogła jej w tym polska trenerka, która uporządkowała jej grę. - Zawsze miałam w głowie wiele opcji przed dokonaniem kolejnego uderzenia. Wybór tej właściwej bywał dla mnie trudny. Ona zawęziła moje myślenie, dzięki czemu łatwiej jest mi grać. Dzięki niej przez ostatnie dwa lata naprawdę zrozumiałem, czego chcę. Pomogła mi odnaleźć moją tożsamość na korcie – doceniła pracę Zaniewskiej Martić.

Partnerstwo ich siłą

28-latka mówiła także, że kluczem do sukcesu jest partnerstwo między nimi. Często relacje między zawodnikiem, a trenerem cechują się nierównowagą sił: albo szkoleniowiec przybiera postać autorytarnego rodzica, albo tenisista zachowuje się jak surowy pracodawca, który kieruje podwładnym. Martić podkreśla, że istotą ich współpracy jest równość stron. - Myślę, że to najlepszy sposób ułożenia relacji - mówi. I dodaje: Jeśli któraś ze stron próbuje dominować, to to nigdy nie zadziała, bo druga strona będzie wtedy nieszczęśliwa. Oboje jesteśmy ludźmi i staramy się traktować tak samo. Trener i zawodnik to rzecz drugorzędna. Dla nas najważniejszy jest szacunek do siebie, bycie uczciwym i wykonywanie dobrej pracy.

Obie panie dobrze się dogadują na korcie, chociaż jak same podkreślają, mają inne charaktery. - Jeśli coś lubię, to już wiem, że jej się to nie spodoba - uśmiecha się Martić. -Jesteśmy całkowicie inne, ale udaje nam się to połączyć – kończy Zaniewska.

Więcej o: