Sport.pl

US Open. Wtorkowe ćwierćfinały kobiet nie zawiodły. Amerykanki powalczą ze sobą o finał

Stany Zjednoczone się cieszą, ponieważ już po pierwszych dwóch ćwierćfinałach US Open wiadomo, że w finale zagra przynajmniej jedna Amerykanka. Będzie to albo doświadczona Venus Williams albo debiutująca w tej fazie w Nowym Jorku Sloane Stephens. Obie panie stoczyły ciężkie bitwy w swoich meczach i aby zwyciężyć, potrzebowały rozegrać tie-breaka w decydującej partii.

Jako pierwsza na kort wyszła Sloane Stephens. Jej rywalką była niespodziewana pogromczyni Marii Szarapowej, Anastasija Sevastova. Rozstawiona z numerem 16 Łotyszka słynie z waleczności i niebywałej regularności w przebijaniu piłek, ale w meczu ćwierćfinałowym trafiła na rywalkę w najwyższej formie.

Powracająca po niedawnej kontuzji stopy Stephens wygrała pierwszą partię 6:3, ale w kolejnym secie do głosu doszła Sevastova. Wygrała go w identycznym stosunku i do wyłonienia zwyciężczyni konieczny był trzeci, decydujący set. Obie zawodniczki przełamywały się nawzajem, ale żadna z nich nie mogła utrzymać prowadzenia do końca. Doszło do tie-breaka, którego lepiej wytrzymała reprezentantka gospodarzy – wygrała go 7:4 i cały mecz 6:3 3:6 7:6(4).

Drugi ćwierćfinał uznawany był za najciekawsze starcie dziewiątego dnia rozgrywek i z pewnością nie zawiódł. Venus Williams i Petra Kvitova stworzyły znakomite widowisko, w którym nie było co prawda tylu spektakularnych wymian, co chociażby w meczu Czeszki z Garbine Muguruzą, ale dramaturgia sięgnęła zenitu.

Williams wygrała pierwszą partię 6:3 po znakomitym pościgu od stanu 1:3. Kvitova wiedziała, że musi wziąć się w garść i jak przystało na dwukrotną mistrzynię Wimbledonu – zrobiła to w wielkim stylu. Drugą odsłonę zakończyła takim samym rezultatem, tyle że na swoją korzyść. Końcówka spotkania była prawdziwą wojną nerwów. Czeszka ponownie prowadziła z przewagą przełamania, ale Amerykanka odrobiła straty i o losach tego seta musiał zadecydować tie-break. Był on popisem starszej z tenisistek – Venus Williams oddała tylko jeden punkt i zakończyła mecz, co ciekawe, idealnym rezultatem jeśli chodzi o gemy jak poprzedni pojedynek na Arthur Ashe Stadium – 6:3 3:6 7:6(1).

Miejscowi kibice są szczęśliwi, ponieważ w półfinale zagrają dwie ich rodaczki i jedna z nich na pewno powalczy o tytuł. A to jeszcze nie wszystko – drabinka ułożyła się w taki sposób, że w drugim półfinale również mogą zagrać dwie Amerykanki. By tak się stało, Coco Vandeweghe i Madison Keys muszą wygrać swoje mecze w środę. Pierwsza z nich zmierzy się z liderką światowego rankingu, Karoliną Pliskovą, druga podejmie kwalifikantkę, Kaię Kanepi.

Jeśli amerykański sen się spełni, w półfinale US Open zagrają cztery reprezentantki gospodarzy. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w 1981 roku, a najlepszą czwórkę rozgrywek tworzyły wtedy Tracy Austin, Martina Navratilova, Chris Evert i Barbara Potter. Tytuł zdobyła pierwsza z nich.

Pół roku i 12 kg mniej. Metamorfoza Magdy, mamy dwójki dzieci

Więcej o: