Sport.pl

Tenis. Dinary Safiny powrót z otchłani

- W styczniu chciałam kończyć karierę. Mama i brat mnie powstrzymali - opowiadała ze łzami Dinara Safina, która wygrała trzy mecze z rzędu po raz pierwszy od 14 miesięcy.
Safina sprawiła sensację, pokonując w III rundzie turnieju w Indian Wells (pula nagród 4,5 mln dol.) rozstawioną z czwórką Australijkę Samanthę Stosur. Dlaczego zwycięstwo Rosjanki jest sensacją? Bo to pierwsza od stycznia 2010 r. impreza, w której Safina zdołała wygrać więcej niż dwa mecze. Były numer jeden kobiecego tenisa, dziś w rankingu WTA zajmuje dopiero 108. miejsce.

Nie było w ostatnich latach bardziej spektakularnego upadku. Safina w 2009 r. była na szczycie - zajmowała pierwsze miejsce na liście WTA, grała w finałach Australian Open i Rolanda Garrosa. Jej zdjęcia wylewały się z ekranu komputera tak, jak dziś wylewają się Karoliny Woźniackiej. Ostry zjazd zaczął się w 2010 r. po Australian Open. Dinara miała problemy z kręgosłupem. Na korcie przełożyły się one na kłopoty z serwisem - potrafiła popełnić 20 podwójnych błędów w meczu! Forma i wyniki nurkowały, a Rosjanka traciła pewność siebie. Zaczęło się błędne koło - im bardziej oczekiwano, że zacznie grać lepiej, tym bardziej się stresowała i grała gorzej. Safina potrafiła przegrać z każdą, wszędzie, w każdych warunkach - z Tajwanką z trzeciej setki, Chinką z drugiej setki, 17-letnią rodaczką, 39-letnią Japonką. Budziła śmiech lub politowanie, bo jej autowe piłki lądowały nie 20 cm, ale 4-5 metrów za linią. Jednak trenerzy załamywali ręce - powodzenie jej stylu gry opartego na mocnym serwisie i ataku, było uzależnione od precyzji.

W styczniu tego roku podczas Australian Open Dinara przegrała w I rundzie z Kim Clijsters 0:6, 0:6. - Myślałam wtedy o zakończeniu kariery. Miałam dosyć - opowiadała Safina. Uratowała ją rozmowa z mamą i treningi z bratem Maratem, byłym triumfatorem US Open i Australian Open, który pokazał jej, jak można serwować, nie narażając pleców na ból i kontuzje.

- Dziś jestem tak szczęśliwa, że nie mogę powstrzymać emocji - mówiła w poniedziałek Dinara przez łzy. - Wszystko siedziało w mojej głowie. Za dużo myślałam nad tym co robię na korcie, zamiast po prostu grać - tłumaczyła 24-letnia Rosjanka.

Niektórzy przestrzegają, że to jeszcze nie musi być powrót na dobre. Prawdziwy test czeka na Dinarę w 1/8 finału, w którym zmierzy się z rodaczką Marią Szarapową.

Więcej o: