Sport.pl

Tenis. Robert Radwański: Agnieszka to kulawy twardziel

- Agnieszka jest dorosła, więc w pewnych sprawach nie będę rozdzierał szat jak Rejtan - twierdzi Robert Radwański, trener i ojciec czołowych polskich tenisistek, które mają za sobą rok wzlotów i upadków.
To był trudny sezon dla jego córek. Rozpoczął się od kontuzji Urszuli, zakończył poważnym urazem i operacją Agnieszki. Pierwsza wypadła z czołowej setki światowej rankingu, druga zakończyła na 14. miejscu. Więcej mówiono o kłótniach pomiędzy ojcem i córkami niż o wynikach.

Jarosław K. Kowal, Szymon Opryszek: Czy to był najgorszy sezon w karierze Agnieszki?

Robert Radwański: Pod względem sportowym był bardzo dobry. Punktów nie mogła obronić z wiadomych względów. I tak jest dla mnie twardzielem, bo kulawa doszła do ćwierćfinału turnieju w Pekinie. To ewenement. Inne dziewczyny pocięłyby się za to, by być numerem 14.

Publicznie kłócił się pan z córką.

- To efekt tabloidyzacji mediów. W Paryżu Agnieszka krzyknęła do mnie, a media tak nakręciły sprawę, jakbyśmy mieli się bić. Może nie wszystkie, ale media są skundlone. Dla nich najlepiej jest, jak się kłócimy. Nie chcę, by media pośredniczyły w moich relacjach z córką. Agnieszka parę razy dała się dziennikarzom wciągnąć, bo jest młoda. Media marzą tylko o tym, by dać nam pstryczek. Stąd koronne pytania o zatrudnienie nowego trenera.

Może w pewnym momencie odezwał się w panu nie trener, ale ojciec?

- Być może. Ostatnio wszyscy żyją wyprowadzką córek. Przecież one są dorosłe i stać je na mieszkanie. Mówi się, że syna wychowuje się dla siebie, a córkę dla kogoś innego (śmiech). Taki już los ojca.

Wasze kłótnie wpłynęły na postrzeganie Radwańskich przez kibiców.

- Polska to kraj zawiści. Nie lubi się osób, którym udało się daleko zajść. Najlepszym dowodem jest sędziowanie meczów Pucharu Davisa [po spotkanie Polski z Finlandią w Sopocie na polskich sędziów spadła fala krytyki]. Mecze tych, którym udało się osiągnąć sukces, sędziowali byli zawodnicy, którym się nie udało. Więc wywoływali błędy stóp Łukaszowi Kubotowi. I tacy ludzie piszą na forach. Dlatego zawsze będziemy prześladowani. Zdaniem ludzi ten, kto zrobił karierę w tenisie, jest piękny, bogaty i ma wszystko. A tego się, niestety, nie lubi.

Więcej jest osób, które źle panu życzą?

- Otwarcie wszyscy życzą mi dobrze. Z drugiej strony niemiecka czy amerykańska prasa pisze o nas lepiej niż polska. Tam się docenia ludzi, którzy zrobili karierę i dlatego tam łatwiej jest być sportowcem. Godne uwagi jest to, gdy karierę zrobi się w kraju, gdzie w tenisa gra 200 osób. Ale u nas narzeka się na to, że Agnieszka jest 14.

Mimo ważnej umowy zwolniliście Wiktora Archutowskiego.

- Rozstanie było spowodowane wyczerpaniem możliwości z obu stron. Wiktor miał mocarstwowe plany, wypowiadał się odważnie, a później odbijał się od muru. Za jego sukces uznajemy kontrakt reklamowy z Krakowem. Szukamy następcy Wiktora. Mamy ofertę z agencji menedżerskiej, ale stoimy na swoim stanowisku. Pośrednicy wmawiają nam, że po Krakowie chodzą białe misie i nie traktują nas poważnie. A my wiemy, o co chodzi w tym biznesie.

Agnieszka jeszcze niedawno chodziła o kulach, a pan jest pewnie rozdarty. Jako ojciec wolałby pan, by córka leczyła się jak najdłużej, a jako trener, by szybko wróciła do gry.

- Nie chodzi o to, ale o przepisy. Po zmianie regulaminu federacja wyznacza osiem obowiązkowych turniejów, w których Agnieszka musiała grać. A o tym, w jakich mniejszych imprezach wystąpi, musiała decydować już na początku sezonu, kiedy trudno cokolwiek przewidzieć. To chore. Bo dochodzi do sytuacji, że zawodniczki wychodzą na kort kontuzjowane. Wolimy poczekać, wyleczyć się do końca, by w następnym sezonie móc wybierać turnieje, w których chcemy zagrać.

Sport.pl na Facebooku! Sprawdź nas »

Czy Twoim zdaniem A. Radwańska zdoła wrócić do pierwszej '10' rankingu WTA?
Więcej o: