Sport.pl

Patrycja Sanduska - bliżej Wimbledonu

Z Patrycj± Sandusk± rozmawia Artur St. Rolak/Tenisklub
10.03.2010 16:10
A A A
Jaki ma Pani paszport?

- Polski!

Ale w Polsce nie grała Pani od ponad pięciu lat. Dlaczego?

- Bo moi rodzice zdecydowali się na wyjazd do Wielkiej Brytanii.

A jak często bywa Pani w Polsce na wakacjach albo u rodziny?

- Ostatni raz chyba półtora roku temu. Teraz nadrobię zaległo¶ci. Z Zawady jadę do Krakowa, żeby spotkać się z przyjaciółmi, a w styczniu odwiedzę dziadków.

W całym internecie jest chyba tylko jedna wzmianka o tym, że pochodzi Pani z Pabianic. ¦ladów za sob± chyba Pani nie zacierała?

- Po prostu grałam w bardzo małych turniejach albo nie grałam w ogóle. Prasa nie miała o czym pisać.

Jest jednak pokaĽna galeriazdjęć. Pod względem popularno¶ci w sieci ustępuje Pani chyba tylko Agnieszce Radwańskiej i Marcie Domachowskiej.

- Naprawdę? Nie wierzę

City czy United?

- Oczywi¶cie, że United! To przez Christiano Ronaldo Ale już nie mieszkam w Manchesterze. Rodzice, pod moj± nieobecno¶ć, wła¶nie przeprowadzaj± się do Londynu. Z Polski wrócę do nowego domu. Zreszt± w Wielkiej Brytanii bywam zaledwie kilka razy w roku, ponieważ trenuję głównie we Francji, w pobliżu Nicei.

No to teraz, z domu rodziców, będzie Pani miała bliżej na Wimbledon

- Jak na londyńskie odległo¶ci, nawet całkiem blisko - kilkana¶cie kilometrów.

W 2006 roku miała Pani przerwę w startach. Jaka¶ kontuzja?

- Nie, po prostu nie miałam pieniędzy, żeby jeĽdzić po turniejach.

Kto Pani pomaga? Jaki¶ sponsor, agencja menedżerska, rodzice?

- Sama sobie pomagam. Gram przede wszystkim w lokalnych turniejach we Francji. Tam też trenuję i wynajmuję apartament. A co zarobię, to przeznaczam na starty w zawodach ITF.

Sk±d ten pomysł na Francję? Szkoła? Chłopak?

- Nie, nie... Postawiłam na tenis. Moja była trenerka podpowiedziała mi, że ma znajomego, który mógłby po¶więcić mi więcej czasu niż ona. I tak moim coachem został Yann le Jeune.

Czy kto¶ z LTA namawiał Pani± do gry dla Wielkiej Brytanii?

- Z federacji nikt, ale znajomi - owszem - pytaj±. Odpowiadam, że jestem Polk±.

A jaki¶ telefon albo mail z PZT? Tak dla pewno¶ci, że litery POL pozostan± przy Pani nazwisku?

- Też nikt. Ale po tym, co pokazałam tu, w Zawadzie, nie spodziewam się żadnych telefonów. Może za bardzo chciałam?

W 2007 roku 23-letnia wtedy Monika Krauze była najstarsz± polsk± tenisistk± sklasyfikowan± w rankingu WTA. Pani jest teraz wła¶nie w tym wieku i dopiero zaczyna zawodow± karierę

- W ogóle o tym nie my¶lę, nie stawiam przed sob± żadnych konkretnych celów. Po prostu chcę grać, bo wreszcie mogę się przekonać, na co mnie stać.

Rok 2008 zakończyła Pani na 758. miejscu. Awans na 349. na pocz±tku listopada 2009 to realizacja planów czy jednak miłe zaskoczenie, że poszło tak szybko?

- Nie ogl±dałam się na ranking. Ten awans wzi±ł się pewnie z braku presji, że muszę wygrać jeszcze jeden mecz. Wreszcie mogłam wyj¶ć na kort i normalnie grać przez cały sezon.

Najja¶niejszym punktem tego sezonu było zwycięstwo w Les Contamines w turnieju z pul± nagród 25 tys. dolarów, i to w charakterze kwalifikantki. WyraĽnego postępu nie da się już jednak osi±gn±ć graj±c tylko w zawodach tej rangi. Jest Pani gotowa na skok na głębsz± wodę?

- Już próbuję, bo wiem, że w małych turniejach nie można ugrać zbyt wielu punktów. Jeden zwycięski mecz w większych zawodach daje więcej niż kilka w mniejszych. Zreszt± nie tylko punktów i pieniędzy, ale także do¶wiadczenia.

Więcej o tenisie - czytaj tutaj >


Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX