Więcej o konflikcie Woźnackich z bukmacherami i WTA czytaj na blogu Jakuba Ciastonia » W I rundzie turnieju w Luksemburgu Wozniacki grała w środę ze słabiutką reprezentantką gospodarzy Anne Kremer (864. w rankingu WTA). Gdy od zwycięstwa dzielił ją jeden gem, niespodziewanie podeszła do sędziego i powiedziała, że rezygnuje z powodu kontuzji. Władze WTA zaalarmowali bukmacherzy, którzy w momencie kreczu płacili 100 euro za wygraną Kremer. Dostali sporo takich właśnie typów.
Rozpętała się burza. - Zrezygnowałam, bo wiedziałam, że nie będę w stanie zagrać kolejnego meczu. Bolały mnie plecy, pachwina. Poddałam się, bo chciałam, żeby zawodniczka gospodarzy grała dalej przed własną publicznością. Chciałam zachować się jak najbardziej fair. Jeśli ktoś nie wierzy w kontuzję, mogę pokazać wyniki badań - broni się w duńskiej prasie Wozniacki.
Głównym sprawcą zamieszania jest zapewne Piotr Woźniacki. Ojciec i trener finalistki US Open przy stanie 3:0 skorzystał z tzw. coachingu. Wszedł w przerwie na kort i szeptał córce rady dotyczące jej gry. - Karolina, daj spokój, te kontuzje są zbyt poważne. I tak nie zagrasz w kolejnym meczu, lepiej się wycofać od razu - powiedział po polsku Woźniacki, były piłkarz Zagłębia Lubin, który wyemigrował z Polski w latach 80.
Jego słowa wyłapały mikrofony i było je słychać w internetowej relacji. Ci, którzy zrozumieli przekaz, mogli obstawiać zwycięstwo Kremer. Bukmacherzy polskiego najwyraźniej nie znali. Inaczej, zmieniliby stawki. - Nie mamy sobie nic do zarzucenia. Wszyscy wiedzieli, że Karolina ma kontuzję. Nic dziwnego, że radziłem jej wycofanie się. Jestem dumny z córki, że zachowała się w taki sposób i dała szansę rywalce - tłumaczy Woźniacki.
O aferze, poza duńskimi mediami, piszą m.in. "Telegraph" i "Guardian". Nikt nie wierzy w złe zamiary Woźniackich, bo mieliby za dużo do stracenia. Za sam finał US Open zarobili 800 tys. dolarów, w całym sezonie ponad 2 mln dol, a kariera 19-letniej tenisistki dopiero rozkwita.
Dunka w najgorszym wypadku dostanie symboliczną karę finansową za tzw. brak zaangażowania. Władze tenisowe już karały w ten sposób tenisistów, którzy ich zdaniem za mało się starają, by wygrać mecz. W ten sposób piętnowały np. Nikołaja Dawidienkę.