Wydawało się, że tym razem Federer musi Nadala dopaść. Szwajcar w Melbourne wygrywał niezwykle efektownie, aż do półfinału nie stracił seta, a w ostatnim pojedynku z Hiszpanem w listopadzie na Masters w Londynie wygrał wyraźnie (6:3, 6:0). Wielu fanów i ekspertów wierzyło, że skoro Nadal po słabszym sezonie jest nieco przybity, a Federer mocniejszy, to może w końcu zatriumfuje ten drugi.
Skończyło się jak zwykle. W dziesiątym meczu na Wielkim Szlemie ósmy raz zwyciężył Nadal. Szwajcar w najważniejszych pojedynkach nie umie pokonać swojego wielkiego rywala od prawie pięciu lat. Ostatni raz udało mu się w Wimbledonie w 2007 r., gdy Hiszpan jeszcze nie był do końca ukształtowanym graczem (wygrywał głównie na czerwonej mączce). Federer umiał od tego czasu doścignąć Nadala jedynie na Masters w hali, gdzie ten zawsze grywał gorzej, lub w mniej ważnych imprezach.
Dlaczego Nadal nieprzerwanie góruje nad Federerem? Po pierwsze, jest dużo silniejszy psychicznie. Choć Szwajcar pierwszy wygrał seta, to gdy zaczęły się ważyć losy meczu, Nadal grał zdecydowanie lepiej, nie pękał pod presją, niemal się nie mylił. A Federer pudłował straszliwie. Popełnił aż 63 niewymuszone błędy (Nadal - 34).
Drugi powód zwycięstw Nadala to taktyka. Eksperci od dawna powtarzają, że Hiszpan doskonale umie atakować bekhend Federera swoim jednoręcznym topspinowym forhendem. Piłka wyrzucana z rakiety Nadala kręci się z prędkością ok. 5 tys. obrotów na minutę, co sprawia, że po zetknięciu z nawierzchnią jeszcze potężnie przyspiesza. Federer ma duże problemy z kontrolowaniem takich petard, stara się skracać wymiany, grać agresywniej, a wtedy zaczyna się denerwować i mylić także z forhendu. Nadal triumfuje, bo jego tenis na dłuższą metę jest bezpieczniejszy - grany wyżej nad siatką.
- Nie możesz być najlepszym graczem wszech czasów, jeśli nie umiesz wygrać z najlepszym tenisistą swoich czasów - mówił już kilka lat temu John McEnroe o kompleksie Federera. Szwajcar, choć zdobył rekordowe 16 Szlemów, z Nadalem, który ma ich 10, przegrał po raz 18. na 27 meczów.
- Wiem, jaki jest bilans naszych pojedynków, nie zmienię go. Na koniec liczą się jednak tytuły, to ile razy wygrałeś Szlemy, a nie pojedynki z poszczególnymi graczami. Szczerze mówiąc, nie analizuję, czy pokonałem Agassiego 10 razy - mówił po porażce 30-letni Federer. - Nie przegrałem od pięciu miesięcy, więc nie czuję się aż tak źle - dodał Szwajcar, który spotkanie o punkty po raz ostatni przegrał we wrześniu na
US Open.
- To wielki zaszczyt wygrać z Rogerem, tenisistą kompletnym - podkreślił skromny aż do przesady Nadal.
W piątek o 9.30 w drugim półfinale Novak Djoković zmierzy się z Andym Murrayem. To powtórka zeszłorocznego pojedynku o tytuł. Wtedy gładko zwyciężył Serb, rozpoczynając jeden z najlepszych sezonów w historii tenisa, który zakończył z 10 tytułami i 12,5 mln dol. Zdaniem niektórych ekspertów tym razem Djoković w aż tak dobrej formie nie jest, co może otworzyć szansę dla bijącego się o debiutancki Szlem rywala. Kluczowe będzie to, czy Szkot, od niedawna wspomagany przez Ivana Lendla w roli trenera, wytrzyma psychicznie. Szkot jest w stanie zagrozić Serbowi, jeżeli zachowa spokój i żelazną konsekwencję.
W sobotnim finale kobiet zmierzą się dwie najgłośniej krzyczące na korcie tenisistki - Wiktoria Azarenka i Maria Szarapowa. Białorusinka pokonała broniącą tytułu Belgijkę Kim Clijsters 6:4, 1:6, 6:3, a Rosjanka - Petrę Kvitovą 6:2, 3:6, 6:4. Czeszka, lepsza od Szarapowej w finale Wimbledonu, tym razem nie wytrzymała presji i w końcówce psuła najprostsze piłki.
Dla Azarenki to pierwszy w karierze finał Szlema, Szarapowa wygrała już trzy, w tym Australian Open w 2008 r. Stawką meczu będzie też prowadzenie w rankingu WTA.