Sport.pl

Kamil Majchrzak: "Byłem gotowy na najważniejsze mecze w moim życiu" [WYWIAD]

Kamil Majchrzak ostatecznie nie zagrał w meczu Pucharu Davisa z Argentyną. Tenisista MKT czuje się trochę zawiedziony decyzją kapitana Radosława Szymanika
Maciej Nowocień: Jesteś zawiedziony, że ostatecznie nie zagrałeś w meczu z Argentyną?

Kamil Majchrzak: Na pewno jest delikatny zawód, ale cóż... Najważniejsze jest dobro drużyny, a nasz kapitan podjął taką, a nie inną decyzję. Na pewno fajnie byłoby zagrać, bo to przecież historyczny mecz naszej reprezentacji w grupie światowej Pucharu Davisa.

Powołania zmieniały się jak w kalejdoskopie. Na początku jako singliści mieliście grać ty i Jerzy Janowicz, a skończyło się na Michale Przysiężnym i Hubercie Hurkaczu.

- Tak naprawdę każdy był w gotowości, ale nie wiedzieliśmy, na czym stoimy. Inaczej się trenuje, by dostosować się pod mecz, a inaczej, by tylko podtrzymać formę. Lepiej byłoby wcześniej poznać decyzję kapitana. To była jednak jego wola, a było też sporo niewiadomych, jeśli chodzi o zdrowie Jurka oraz Michała.

Kiedy dowiedziałeś się, że ostatecznie nie zagrasz?

- W środę po południu.

I?

- Wiadomo, że nie byłem najszczęśliwszy.

Dlaczego szansę dostał Hubert Hurkacz, a nie bardziej ograny Kamil Majchrzak?

- Hubert ma potężny serwis i prezentuje tenis ofensywny. Poza tym wiadomo, że ani on, ani ja, nie byliśmy faworytami w meczu przeciwko dużo bardziej doświadczonym zawodnikom. Poza tym trener uważał, że Hubert lepiej poradzi sobie na twardej nawierzchni. Czy zagrałbym lepiej? To tylko gdybanie... Trudno powiedzieć, jak zachowałbym się na korcie. Na treningach prezentowałem się bardzo dobrze. Tak czy inaczej, ciężko byłoby wygrać. Zrobiłbym wszystko, by zdobyć punkty dla Polski. Nie miałem kontuzji, byłem gotowy do największego wysiłku i najważniejszych meczów w moim życiu.

Przysiężny zaś od początku twierdził, że nie zagra przeciwko Argentynie. Ostatecznie wyszedł na kort.

- Widać było, że po czterech miesiącach przerwy od razu wyszedł na mecz. W pierwszym spotkaniu wychodził jego brak ogrania i odpowiedniego przygotowania. W drugim prezentował się już bardzo dobrze. Nie był w wielkiej dyspozycji, ale jeszcze raz powtórzę: taką decyzję podjął kapitan.

Treningi z kadrą robią jeszcze na tobie wrażenie?

- Na pewno dobrze jest potrenować z najlepszymi zawodnikami w Polsce. Generalnie w naszym kraju nie ma wielu tenisistów na odpowiednim poziomie, by razem odbyć zajęcia czy rozegrać sparing.

Jeśli chodzi o twoje indywidualne występy, jesteś zadowolony z początku sezonu?

- W ogóle. Byłem praktycznie wyłączony z okresu treningowego, bo w grudniu miałem kontuzję kolana. Brakowało mi odpowiedniego przygotowania, a mimo wszystko polecieliśmy na kilka turniejów do Azji. Chyba niepotrzebnie, bo nic tam nie ugrałem. A to podcięło mi skrzydła... Wróciliśmy do Europy i pojechałem do Hiszpanii, gdzie raz doszedłem do półfinału, a raz do drugiej rundy. Szału pod względem gry jednak nie było. Potem nadszedł czas na przygotowania do Pucharu Davisa. Widać było, że czuję się dobrze, odnajduję swój rytm i gram taki tenis, jak chcę. No i kolejny cios z powodu braku występu przeciwko Argentynie. Nie ma się jednak co załamywać. W przyszłość patrzę optymistycznie.

W klasyfikacji ATP jesteś drugą rakietą w Polsce, zaraz po Janowiczu.

- No tak, ale z rankingiem 300. Niby to wyróżnienie, ale wolałbym być na miejscu 100. czy chociaż 200.

Teraz przygotowujesz się do kolejnych turniejów na obiektach MKT.

- To prawda, a w przyszłym tygodniu wyjadę do Chorwacji na zawody z cyklu ITF Futures. Następnie wrócę na tydzień do Polski i czekają mnie dwa turnieje ATP Challenger we Włoszech.

Celem na ten sezon wciąż jest "jedynka" z przodu w rankingu ATP?

- Rok temu chciałem skończyć z "dwójką" i tego dokonałem. Analogicznie w tym sezonie wypadałoby mieć już "jedynkę". Mimo że początek nie był optymistyczny, to postaram się zrobić wszystko, by spełnić założenia. Jest na to szansa, oczywiście jeśli pozwoli zdrowie.

Więcej o: