Federer wygrał 7:6(5), 6:3, 3:6, 7:6 i zakończył marzenia Serba o pierwszym w jego karierze finale turnieju. Djoković może też nie osiągnąć na razie pierwszego miejsca w rankingu tenisistów.
24-letnia druga rakieta świata spokojnie tłumaczy, że trzyipółgodzinny
horror nauczy ją czegoś na przyszłość.
- To był wspaniały turniej. To było pięć najlepszych miesięcy mojego życia i kariery. Nie mogę się skarżyć. Niesamowity okres. Musiał kiedyś się skończyć. Wiedziałem, że ten moment nadejdzie - komentował Djoković.
- Niestety, stało się to w złym momencie. To był wielki mecz. Ale taki jest sport. Będę nadal ciężko pracował - dodał.
Djokoviciowi zabrakło tylko jednego zwycięstwa do wyrównania rekordu Johna McEnroe'a z 1984 r. McEnroe zaczął wtedy sezon od 42 zwycięstw.
Ta historia miała swoją klamrę, ponieważ to właśnie Federer pokonał Djokovicia jako ostatni w listopadzie zeszłego roku. Od tego czasu Serb zgarnął Puchar Davisa, sześć kolejnych tytułów i najważniejszy - Australian Open.
Federer zdominował jednak półfinał.
Szwajcar miał 18 asów. Ostatni zapewnił mu zwycięstwo. To była trzecia piłka meczowa. Djoković musiał w piątek zajmować się głównie defensywą.
W piątym secie było już 5:4 i Djoković miał sporą szansę, ale wtedy Federerowi udało się przełamanie.
- Zagrał dziś niesamowity mecz, to jemu należy się wielki szacunek - skomentował Djoković, który w tym roku pokonał Federera już trzy razy.
- Szedł do piłki wtedy, kiedy musiał. Serwował dobrze wtedy, kiedy musiał zaserwować dobrze. Co się stało, to się nie odstanie. Nie mam już na to wpływu. W niektórych chwilach ja miałem farta, w innych to on miał farta - opisywał Djoković.
- To sport. Decyduje kilka punktów, zwłaszcza, na tym poziomie. Wiedziałem o tym. Nie ma czego żałować.
Federer zagra w pierwszym wielkoszlemowym finale od Australian Open 2010. To wtedy triumfował po raz 16. i jak dotąd ostatni w turnieju tego typu.
Szwajcar uważa to spotkanie za najlepsze, jakie rozegrał w tym roku.
Djoković zamierza teraz zrobić sobie krótką przerwę, by odpocząć przed Wimbledonem. Niedzielny finał interesuje go jednak podwójnie - porażka Hiszpana uczyni go w poniedziałkowym rankingu światowym nr. 1.