Sport.pl

Roland Garros. Król Rafael Nadal wrócił

Jakub Ciastoń
06.06.2010 , aktualizacja: 06.06.2010 23:08
A A A Drukuj
Finał Rolanda Garrosa. Rafael Nadal cieszy się po ostatniej piłce Fot. Michel Spingler AP Finał Rolanda Garrosa. Rafael Nadal cieszy się po ostatniej piłce
Rafael Nadal nie dał szans Robinowi Söderlingowi, wygrał finał Roland Garros 6:4, 6:2, 6:4, i zdobył piąty tytuł w Paryżu. Od poniedziałku Hiszpan znów jest numerem jeden na świecie.
Finał Rolanda Garrosa. Rafael Nadal wznosi puchar
Fot. Michel Euler AP
Finał Rolanda Garrosa. Rafael Nadal wznosi puchar
Najważniejsze momenty finału na Zczuba.tv! »

Odyseja Nadala, która zaczęła się rok temu od porażki z Söderlingiem w IV rundzie, zakończyła się wczoraj dokładnie w tym samym miejscu - na paryskim korcie centralnym im. Philippe'a Chatriera. Nadal, mając po przeciwnej stronie siatki tego samego rywala, tym razem ograł go bezlitośnie 6:4, 6:2, 6:4.

Hiszpan kilka chwil po ostatniej piłce usiadł na krześle obok kortu i zaczął płakać. Łzy na pewno były szczęśliwe, zwycięskie, ale pokazywały też, jak wielkie emocje kipiały w Nadalu, jak dużo nerwów i pracy musiał kosztować go finał i cały ostatni rok. - Jeszcze nigdy na korcie nie czułem takich emocji - przyznał później Nadal po francusku, za co dostał potężne brawa od kibiców na korcie.

Hiszpan po paryskiej klęsce przed 12 miesiącami zupełnie się pogubił. Miał ogromne problemy z kontuzjami, głównie z chronicznym zapaleniem ścięgien w kolanach, które pociągnęło za sobą także utratę tytułu na Wimbledonie (w ogóle nie wystartował) oraz stratę pierwszego miejsca na liście ATP. Jego sytuacja wydawała się wtedy beznadziejna. Wielu ekspertów wieszczyło już nawet koniec Nadala. Coraz głośniej mówiono, że jego gra jest zbyt energochłonna, że tenis oparty na ciągłym bieganiu, i defensywnej top-spinowej przebijance nie ma przyszłości.

W niedzielę Nadal zatriumfował. Bo zamiast się poddać, przez rok mozolnie modyfikował swój tenis. Grał mniej, by chronić kolana i grał bardziej agresywnie, by mniej biegać, ale na koniec dobiegł dokładnie tam, gdzie chciał się znaleźć - na korcie Philippe'a Chatriera, trzymając w rękach piąty w swojej karierze Puchar Muszkieterów. Król wrócił w wielkim stylu.

Söderling w finale nie miał nic do powiedzenia. Nadal od początku miał bowiem wymalowane w oczach zwycięstwo. Dobiegał niemal do każdej piłki, był szybszy, bardziej zdeterminowany, a jego top-spinowe petardy bezlitośnie wyganiały Szweda daleko za linię końcową. Söderling, choć wysoki, silny, mocny i choć czasem serwował 225 km/godz., musiał skapitulować. - Zagrałem mój najlepszy tenis, inaczej na pewno by mi się nie udało cię pokonać - powiedział po meczu Hiszpan do Szweda.

Nadal, tak jak przed dwoma laty i jak Szwed Björn Borg w 1980 r., wygrał turniej bez straty seta. Od wyrównania rekordu Börga, jedynego po II wojnie światowej sześciokrotnego zwycięzcy French Open, Hiszpana dzieli już tylko jeden tytuł. W sumie razem z Wimbledonem 2008 i Australian Open 2009 Rafa uzbierał już siedem wielkoszlemowych trofeów. Zrównał się m.in. z Johnem McEnroe, Matsem Wilanderem i Johnem Newcombe'em.

Od dziś znów będzie numerem jeden na świecie. Wyprzedzi Szwajcara Rogera Federera, który w Paryżu przegrał z Söderlingiem już w ćwierćfinale i straci dużo punktów ATP.

Za dwa tygodnie zaczyna się Wimbledon, gdzie Federer broni tytułu, ale męski tenis po Rolandzie Garrosie stanął na głowie i ciężko dziś stwierdzić, czy faworytem tradycyjnie będzie Szwajcar, czy może jednak wracający do wielkiej formy Nadal. Gdy ostatnio Hiszpan wygrywał w Paryżu bez straty seta, później pokonał Federera na londyńskiej trawie. Może teraz też tak będzie?



22

mecze w tym sezonie na czerwonej mączce wygrał Nadal. Nie przegrał ani jednego

24

lata ma Rafael Nadal, Federer w jego wieku miał na koncie dopiero sześć ze swoich 16 wielkoszlemowych tytułów

Zobacz ralcję minuta po minucie z finału French Open »


Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Roland Garros. Król Rafael Nadal wrócił antropoid 07.06.10, 21:17

    Szwedziak trafił na przeciętnie dysponowanego Federera, a że sam zagrał na120%, to skończyło się jego wygraną i strojeniem głupio-groźnych min. Dwóchmeczów na takim poziomie nie jest jednak »