Sport.pl

Australian Open. Podsumowanie 2. rundy spotkań mężczyzn

Grono rozstawionych zawodników w wielkoszlemowym Australian Open szybko się zmniejsza. W drugiej rundzie z turniejem pożegnali się Marin Cilić (7), Nick Kyrgios (14) i John Isner (19), lecz oczy całego świata skupione są na sensacyjnej porażce Novaka Djokovicia. Jak pozostali faworyci spisali się w swoich meczach? Wszyscy zakończyli zmagania w trzech setach.
Murray i Federer odprawili młodych

Po dość przeciętnym występie w pierwszej rundzie lider światowego rankingu miał coś do udowodnienia. Kolejnym rywalem był młody, perspektywiczny Andriej Rubłow. Szkot wygrał pierwszego seta 6:3, a potem rozpoczął swoje show. W kolejnych dwóch partiach oddał tylko dwa gemy i pewnie awansował do trzeciej rundy. Rosjanin popisał się w tym meczu kilkoma znakomitymi zagraniami, ale było to zdecydowanie za mało na dużo bardziej doświadczonego przeciwnika. Pokazał jednak, że w przyszłości może stanowić o sile światowego tenisa. Murray natomiast w następnym meczu zmierzy się z Samem Querreyem, który wyeliminował przedstawiciela gospodarzy, 17-letniego Alexa de Minaura. Murray powinien pokonać Amerykanina, a szkoccy kibice mają nadzieję, że upadek, krzyk i chwyt za kostkę w trakcie spotkania z Rubłowem nie wpłyną na dalszą dyspozycję ich rodaka.

Po pokonaniu w pierwszej rundzie doświadczonego Jurgena Melzera, w drugiej rywalem Rogera Federera był młody Noah Rubin. Dwa pierwsze sety szły pod dyktando faworyta, lecz w trzecim Amerykanin, juniorski mistrz Wimbledonu, uwierzył w swoje możliwości i wyszedł na prowadzenie 5:2. Na korcie mieliśmy rzadki obraz poirytowanego Federera, który jednak w najważniejszych momentach potrafił opanować emocje, dzięki czemu wyrównał na 5:5. Rubinowi udało się doprowadzić do tie-breaka, ale w nim rządził już tylko "Król Roger". Wygrał wynikiem 7:5 6:3 7:6(3) i zameldował się w kolejnej rundzie, w której zmierzy się z turniejową "dziesiątką", Tomasem Berdychem. Czech nie raz w przeszłości pokrzyżował plany Federerowi, ale bezpośredni bilans ich spotkań przemawia zdecydowanie za Szwajcarem (16-6). Tenisista z Bazylei będzie faworytem, ale musi pamiętać, że Berdych to zdecydowanie wyższa półka niż Melzer i Rubin.

Krótkie mecze Wawrinki, Raonicia, Nishikoriego i Nadala

Podobnie jak Murray, w pierwszej rundzie nie popisał się także Stan Wawrinka. Długo walczył z Martinem Klizanem i ostatecznie awansował, ale w jego grze i zachowaniu można było dostrzec wiele słabych punktów. Kolejny przeciwnik, Steve Johnson, powinien był mu sprawić teoretycznie więcej problemów, ale rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Na Margaret Court Arena widzowie obejrzeli odważnie grającego Wawrinkę, który nie upokorzył przeciwnika, ale bardzo pewnie z nim wygrał. Wynik 6:3 6:4 6:4 i dokładnie po jednym przełamaniu w każdym secie pokazują doświadczenie Szwajcara. Przyda mu się ono w kolejnym meczu, ponieważ po drugiej stronie siatki stanie nieobliczalny Victor Troicki, który na korcie zdecydowanie częściej ukazuje swój gorący temperament niż chłodną głowę, ale nikt nie zaprzeczy, że będzie wymagającym rywalem dla triumfatora Australian Open 2014.

Często słyszy się wypowiedzi na temat szans Milosa Raonicia na wygranie swojego pierwszego turnieju wielkoszlemowego. Mimo to nie uchodzi on za mocnego faworyta do triumfu w tegorocznym turnieju. Trzeba jednak przyznać, że patrząc na jego dotychczasowe wyniki i formę przez niego prezentowaną, przeciętny widz mógłby pomyśleć, że to właśnie 26-latek jest najlepszym tenisistą świata. W przeciwieństwie do innych zawodników z czołówki nie miał on łatwych rywali w pierwszych meczach. W drugiej rundzie na jego drodze stanął solidny Luksemburczyk, Gilles Muller, który wiele nie osiągnął, ale nie raz udowadniał, że potrafi grać z zawodnikami z czołówki. Raonić zaliczył kolejny znakomity mecz, dwa przełamania wystarczyły, aby wyszedł na prowadzenie 2:0 w setach. Prawdziwych mistrzów poznaje się jednak po tym, jak zachowują się w sytuacjach trudnych. W trzeciej partii Muller miał piłkę setową, ale Kanadyjczyk ją obronił i doprowadził do tie-breaka. W nim rządziła już tylko turniejowa "trójka" - Milos Raonić wygrał 6:3 6:4 7:6(4) i zameldował się w kolejnej rundzie. Zmierzy się w niej z Francuzem Gilles'em Simonem.

Wielu ekspertów czarnego konia turnieju upatruje w osobie Keia Nishikoriego. Japończyk jest rozstawiony z numerem piątym, a jego największym dotychczasowym sukcesem w turniejach wielkoszlemowych jest finał US Open 2014. W pierwszej rundzie miał szybko poradzić sobie z Andriejem Kuzniecowem, ale męczył się przez pięć setów. Następnie zmierzył się z Francuzem Jeremym Chardym i choć do wyniku tego starcia (6:3 6:4 6:3) ciężko mieć zastrzeżenia, to statystyki Japończyka nie zachwycają. Szczególną uwagę trzeba zwrócić na jego serwis. Nishikori przegrał swoje podanie trzykrotnie, a taki dorobek w meczach z wyżej rozstawionymi rywalami może zakończyć jego przygodę w Melbourne. Bo choć w kolejnej rundzie stawi czoła Lukasowi Lacko ze Słowacji, to później czekać może Federer, a wtedy każde przełamanie będzie na wagę złota.

Szybką przeprawę miał też Rafael Nadal. Australian Open jest jedynym szlemem, w którym Hiszpan triumfował tylko raz, dlatego z pewnością myśli o poprawieniu tego rezultatu. Na jego drodze stanął Marcos Baghdatis, finalista turnieju sprzed jedenastu lat. Doświadczony Cypryjczyk miał niewiele do powiedzenia w starciu z powracającym do optymalnej dyspozycji Nadalem. Przegrał 3:6 1:6 3:6 i nie pomogła mu ani kilkuletnia córeczka na trybunach, ani gorąco dopingujący obóz greckich fanów. Turniejowa "dziewiątka" w trzeciej rundzie zmierzy się z utalentowanym 19-latkiem, Aleksandrem Zverevem, który jest rozstawiony z numerem 24. Rafa musi mieć się na baczności, ponieważ Niemiec rosyjskiego pochodzenia jest uznawany za przyszłość męskiego tenisa, co udowodnił pokonując niedawno Rogera Federera w rozgrywkach o Puchar Hopmana.

Największa sensacja ostatnich lat

Niesamowicie ciekawym widowiskiem obdarowali publiczność na Rod Laver Arena Novak Djoković i Denis Istomin. Bezsprzecznym faworytem tej rywalizacji był Serb, ale jego dużo niżej notowany rywal postawił mu od początku trudne warunki. Spotkanie zaczęło się bardzo sympatycznie, ponieważ już pierwszy gem serwisowy Djokovicia trwał aż 18 minut. Novak go wygrał, po czym w geście triumfu uniósł ramiona do góry, czym rozbawił wielu kibiców. Następnie obaj tenisiści usiedli na swoich ławkach i zaczęli ze sobą spontanicznie rozmawiać, żartując z minionego gema. Późniejsza część seta obfitowała w emocje, ponieważ doszło w niej do tie-breaka, w którym niespodziewanie triumfował Istomin.

Djoković był wyraźnie niezadowolony ze swojej gry, a Uzbek kontynuował dobrą passę. Przy stanie 5:4 w drugiej odsłonie miał dwie piłki setowe, których nie wykorzystał, ale namieszały mu w głowie, ponieważ oddał tego gema i kolejne dwa, dzięki czemu Serb doprowadził do remisu 1:1.

Od początku trzeciego seta to faworyt dyktował warunki i zakończył go wynikiem 6:2. W końcówce miała miejsce kolejna zabawna sytuacja. Istomin zagrał wyraźny aut, przegrał seta i obaj zawodnicy udali się w kierunku swoich ławek. Wtedy nieoczekiwanie sędzia Mariana Alves powiedziała, że piłka zmieściła się w korcie. Djoković poprosił więc o sprawdzenie i system "Hawk-Eye" pokazał, że piłka ewidentne wyszła na aut. Zażenowany Serb pokręcił głową i ironicznie uśmiechnął się w kierunku Portugalki, która w tym meczu, podobnie jak on, nie była w najlepszej dyspozycji.

Wszyscy byli pewni, że faworyt wrócił na właściwą ścieżkę i dokończy dzieła, ale czwarta odsłona była znowu bardzo zacięta. Najpierw raz przełamał Istomin, potem tym samym zrewanżował się Djoković i do rozegrania był kolejny tie-break. Wojnę nerwów ponownie lepiej zniósł 117. na świecie Uzbek, przez co panowie zmuszeni byli rozegrać piątego seta.

Kiedy Istomin przełamał w nim serwis Djokovicia, kwestią czasu wydawało się doprowadzenie przez Serba do remisu. W przeszłości wychodził on nie raz z takich tarapatów, choćby w tegorocznym turnieju w Doha, gdzie w starciu z Fernando Verdasco wrócił w tie-breaku od stanu 2:6 do 6:6, a następnie wygrał seta. Tym razem to jednak nie nastąpiło. Istomin wyszedł na prowadzenie i nie oddał go aż do końca pojedynku. Cztery przełamania w meczu przy sześciu Djokovicia wystarczyły mu do wygranej. Novak w ogólnym rozrachunku wygrał więcej punktów, ale zanotował też 72 niewymuszone błędy, które popełniał często w bardzo ważnych momentach.

Porażka sześciokrotnego zwycięzcy Australian Open to jedna z największych sensacji minionych lat. Ostatni raz w drugiej rundzie turnieju wielkoszlemowego przegrał w 2008 roku na Wimbledonie. Z Istominem poległ zasłużenie - to nie był ten Novak, który zdominował w 2011 roku światowy tenis, który toczył w Melbourne zacięte boje ze Stanem Wawrinką i który przez lata był nietykalnym numerem jeden światowego rankingu. Od zeszłorocznego triumfu we French Open tamtego Djokovicia nie ma, a tegoroczna porażka tylko to potwierdziła. Denis Istomin może się natomiast cieszyć z największego sukcesu w karierze i przygotowywać na następną rundę. Zmierzy się w niej z Pablo Carreno-Bustą. Rozstawiony z numerem 30 Hiszpan będzie faworytem tego starcia, ale pokonując Djokovicia Istomin udowodnił, że nie ma dla niego zadań niewykonalnych.

W kolejnej fazie dojdzie do meczów, w których naprzeciwko siebie stanie dwóch zawodników rozstawionych. Odbędzie się więc kilka bardzo ciekawie zapowiadających się spotkań, m.in. Rogera Federera (17) z Tomasem Berdychem (10), Jo-Wilfrieda Tsongi (12) z Jackiem Sockiem (23), Rafaela Nadala (9) z Alexandrem Zverevem (24), czy Grigora Dimitrowa (15) z Richardem Gasquetem (18). Trzecia runda rozpocznie się w piątek o godzinie 1 w nocy czasu polskiego.



Więcej o: