Williams nie bez problemów pokonała w ostatnim wtorkowym meczu w Melbourne 6:3, 6:2 Austriaczkę Tamirę Paszek. Amerykanka, pięciokrotna triumfatorka Australian Open, która niedawno w Brisbane naderwała więzadła stawu skokowego, wystąpiła z potężnymi opatrunkami zabezpieczającymi na kostkach. Widać było, że nie jest jeszcze w pełni formy, ale w kluczowych momentach ratował ją serwis. Znacznie górowała też nad rywalką siłą ognia.
Spotkanie rozpoczęło się bardzo późno, ok. 23.30, bo w sesji wieczornej na Rod Laver Arena przed Sereną przez cztery godziny bił się Lleyton Hewitt.
Późna pora i niższa niż w ciągu dnia temperatura sprawiła, że na korcie pojawiło się sporo insektów. Po meczu Serena narzekała na to na konferencji. - Dwa razy moje plecy atakowały jakieś robaki. A ja robali nie cierpię najbardziej na świecie! Nie znoszę, jak po mnie skaczą. Zamierzam poprosić organizatorów, żebym kolejne mecze grała wyłącznie w ciągu dnia. Wtedy nie ma robali - stwierdziła Williams, która w Melbourne jest niepokonana od 15 meczów, bo w 2009 i 2010 r. zwyciężała w turnieju, a rok temu nie wystąpiła z powodu kontuzji.
- Wyjątek zrobię na finał, bo on zdaje się jest wieczorem. Wtedy jakoś się do robali przyzwyczaję - dodała na koniec Serena.