US Open bez Murraya!
06.09.2010
, aktualizacja: 06.09.2010 22:27
Po klęsce faworyta Szkoci dowiedzieli się o tenisie czegoś bardzo ważnego. Po pierwsze, najlepszą obroną jest zawsze atak. Po drugie, trzeba bardzo uważać na Szwajcarów, nawet jeśli nie nazywają się Roger Federer.
ZOBACZ TAKŻE
- US Open. Federer w ćwierćfinale (07-09-10, 08:35)
- US Open. Trzech Polaków gra o awans (07-09-10, 08:15)
- Tenis. US Open: Williams kontra Schiavone w 1/4 finału (07-09-10, 07:12)
- US Open - wyniki poniedziałkowych spotkań (07-09-10, 00:00)
- Łukasz Kubot dla Sport.pl: Wygrać po słabej grze, to jest dopiero sztuka (06-09-10, 21:49)
- US Open. Kubot z Marachem też zagrają o półfinał debla! (06-09-10, 19:36)
- US Open. Nadal nie chciał jechać samochodem z podobizną Federera (06-09-10, 16:58)
- US Open. Tenis ciągle rasistowski? (06-09-10, 10:00)
- US Open. Hiszpanie panują w Nowym Jorku (06-09-10, 09:49)
Rozstawiony z czwórką Andy Murray, dla wielu ekspertów faworyt numer jeden do zwycięstwa w US Open, z hukiem przegrał w III rundzie ze Stanislasem Wawrinką 7:6 (7-3), 6:7 (4-7), 3:6, 3:6. Zamiast ofensywnych fajerwerków 20 tys. widzów na Arthur Ashe Stadium zobaczyło 43 niewymuszone błędy, kulejący serwis, kiepską grę z głębi kortu. Świetnie spisał się za to Wawrinka, bliski kolega Federera, który jednak w szwajcarskich gazetach zawsze jest upchnięty gdzieś między prognozą pogody a totolotkiem, bo więcej pisze się o słynnym Rogerze.
Murray miał problemy z udem i łokciem, ale powiedział potem twardo, że nie wpłynęły na wynik. - Rywal grał lepiej - stwierdził. Brytyjczycy żartują ponuro, że powoli już się przyzwyczajają. Murray faworytem jest bowiem właściwie nieustannie - w tym roku był nim przed Australian Open, Wimbledonem, a także w Nowym Jorku. Argumenty zawsze były silne i racjonalne. Teraz chodziło m.in. o to, że przed chwilą w Toronto pokonał Rafaela Nadala i Rogera Federera, zdobywając tytuł i demonstrując tenis błyskotliwy oraz porażająco skuteczny. Faworyzowała go też twarda nawierzchnia, która jest jego ulubionym kortem, odkąd bazę treningową ma w Miami. - Nigdy Szlema wygrać mu się jednak nie udało, bo w pewnym momencie zamiast atakować, Andy cofa się i czeka, co zrobi rywal. Zapomina, że najlepszą obroną jest atak - mówi John McEnroe komentujący mecze dla ESPN2. Tak ograł Szkota Federer w finale Australian Open i Chorwat Marin Cilić w zeszłorocznej IV rundzie US Open. To samo zrobił Wawrinka (ATP 27).
U Brytyjczyków coraz częściej słychać obawę, że kariera Murraya nie zmieni się w przypadek Tima Henmana, który też był zawsze "tuż-tuż", ale Szlema nigdy nie zdobył. - Różnica jest na razie taka, że Tim kończył w półfinałach, a Andy czasem dochodzi dalej - mówią. Poza mentalną blokadą w kluczowych turniejach wśród przyczyn klęski wymienia się też niedawne zawirowania - po ponad dwóch latach Murray rozstał się z trenerem Milesem McLaganem. Pracuje teraz z Hiszpanem Alexem Corretją i dużą grupą innych specjalistów, ale bez wiążącej umowy. Wieloosobowy team Murraya, gdzie każdy ma inne zdanie i ciągnie w inną stronę, też uważany jest coraz częściej jako możliwe źródło problemów.
Murray miał problemy z udem i łokciem, ale powiedział potem twardo, że nie wpłynęły na wynik. - Rywal grał lepiej - stwierdził. Brytyjczycy żartują ponuro, że powoli już się przyzwyczajają. Murray faworytem jest bowiem właściwie nieustannie - w tym roku był nim przed Australian Open, Wimbledonem, a także w Nowym Jorku. Argumenty zawsze były silne i racjonalne. Teraz chodziło m.in. o to, że przed chwilą w Toronto pokonał Rafaela Nadala i Rogera Federera, zdobywając tytuł i demonstrując tenis błyskotliwy oraz porażająco skuteczny. Faworyzowała go też twarda nawierzchnia, która jest jego ulubionym kortem, odkąd bazę treningową ma w Miami. - Nigdy Szlema wygrać mu się jednak nie udało, bo w pewnym momencie zamiast atakować, Andy cofa się i czeka, co zrobi rywal. Zapomina, że najlepszą obroną jest atak - mówi John McEnroe komentujący mecze dla ESPN2. Tak ograł Szkota Federer w finale Australian Open i Chorwat Marin Cilić w zeszłorocznej IV rundzie US Open. To samo zrobił Wawrinka (ATP 27).
U Brytyjczyków coraz częściej słychać obawę, że kariera Murraya nie zmieni się w przypadek Tima Henmana, który też był zawsze "tuż-tuż", ale Szlema nigdy nie zdobył. - Różnica jest na razie taka, że Tim kończył w półfinałach, a Andy czasem dochodzi dalej - mówią. Poza mentalną blokadą w kluczowych turniejach wśród przyczyn klęski wymienia się też niedawne zawirowania - po ponad dwóch latach Murray rozstał się z trenerem Milesem McLaganem. Pracuje teraz z Hiszpanem Alexem Corretją i dużą grupą innych specjalistów, ale bez wiążącej umowy. Wieloosobowy team Murraya, gdzie każdy ma inne zdanie i ciągnie w inną stronę, też uważany jest coraz częściej jako możliwe źródło problemów.
-
09-02-2012 13:30
Puchar Davisa. Hiszpanie rozpoczną obronę trofeum "teamem B"
-
06-02-2012 13:21
Luty w ESPN Classic - Ligi Europy i filmy dokumentalne
-
07-02-2012 23:32
Turniej WTA w Paryżu. Na Li skreczowała
-
07-02-2012 16:46
Turniej WTA w Paryżu. Wygrana debla Rosolska-Niculescu
-
07-02-2012 16:40
Turniej WTA w Pattai. Awans Urszuli Radwańskiej do 1/8 finału
-
06-02-2012 13:24
Puchar Davisa. O co gramy z Madagaskarem?
-
06-02-2012 11:58
Rankingi ATP i WTA. Awans Kubota, bez zmian w klasyfikacji kobiet
Najczęściej czytane
- 1.Tomasz Iwański odsłania kulisy WTA Tour. "Błędne koło kobiecego tenisa"
- 2.Turniej WTA w Paryżu. Na Li skreczowała
- 3.Turniej WTA w Pattai. Awans Urszuli Radwańskiej do 1/8 finału
- 4.Tenis. Duńska prasa: Polak trenerem Karoliny Woźniackiej
- 5.Fed Cup. Polki przegrały ze Szwedkami i nie zagrają w barażach
- 6.Rankingi ATP i WTA. Awans Kubota, bez zmian w klasyfikacji kobiet









