Sport.pl

US Open bez Murraya!

Jakub Ciastoń, Nowy Jork
06.09.2010 , aktualizacja: 06.09.2010 22:27
A A A Drukuj
US Open. Stanislas Wawrinka i Andy Murray Fot. Paul J. Bereswill AP US Open. Stanislas Wawrinka i Andy Murray
Po klęsce faworyta Szkoci dowiedzieli się o tenisie czegoś bardzo ważnego. Po pierwsze, najlepszą obroną jest zawsze atak. Po drugie, trzeba bardzo uważać na Szwajcarów, nawet jeśli nie nazywają się Roger Federer.
US Open. Stanislas Wawrinka
Fot. Peter Morgan AP
US Open. Stanislas Wawrinka
Andy Murray okłada się ręcznikiem z lodem
Fot. EDUARDO MUNOZ REUTERS
Andy Murray okłada się ręcznikiem z lodem
Rozstawiony z czwórką Andy Murray, dla wielu ekspertów faworyt numer jeden do zwycięstwa w US Open, z hukiem przegrał w III rundzie ze Stanislasem Wawrinką 7:6 (7-3), 6:7 (4-7), 3:6, 3:6. Zamiast ofensywnych fajerwerków 20 tys. widzów na Arthur Ashe Stadium zobaczyło 43 niewymuszone błędy, kulejący serwis, kiepską grę z głębi kortu. Świetnie spisał się za to Wawrinka, bliski kolega Federera, który jednak w szwajcarskich gazetach zawsze jest upchnięty gdzieś między prognozą pogody a totolotkiem, bo więcej pisze się o słynnym Rogerze.

Murray miał problemy z udem i łokciem, ale powiedział potem twardo, że nie wpłynęły na wynik. - Rywal grał lepiej - stwierdził. Brytyjczycy żartują ponuro, że powoli już się przyzwyczajają. Murray faworytem jest bowiem właściwie nieustannie - w tym roku był nim przed Australian Open, Wimbledonem, a także w Nowym Jorku. Argumenty zawsze były silne i racjonalne. Teraz chodziło m.in. o to, że przed chwilą w Toronto pokonał Rafaela Nadala i Rogera Federera, zdobywając tytuł i demonstrując tenis błyskotliwy oraz porażająco skuteczny. Faworyzowała go też twarda nawierzchnia, która jest jego ulubionym kortem, odkąd bazę treningową ma w Miami. - Nigdy Szlema wygrać mu się jednak nie udało, bo w pewnym momencie zamiast atakować, Andy cofa się i czeka, co zrobi rywal. Zapomina, że najlepszą obroną jest atak - mówi John McEnroe komentujący mecze dla ESPN2. Tak ograł Szkota Federer w finale Australian Open i Chorwat Marin Cilić w zeszłorocznej IV rundzie US Open. To samo zrobił Wawrinka (ATP 27).

U Brytyjczyków coraz częściej słychać obawę, że kariera Murraya nie zmieni się w przypadek Tima Henmana, który też był zawsze "tuż-tuż", ale Szlema nigdy nie zdobył. - Różnica jest na razie taka, że Tim kończył w półfinałach, a Andy czasem dochodzi dalej - mówią. Poza mentalną blokadą w kluczowych turniejach wśród przyczyn klęski wymienia się też niedawne zawirowania - po ponad dwóch latach Murray rozstał się z trenerem Milesem McLaganem. Pracuje teraz z Hiszpanem Alexem Corretją i dużą grupą innych specjalistów, ale bez wiążącej umowy. Wieloosobowy team Murraya, gdzie każdy ma inne zdanie i ciągnie w inną stronę, też uważany jest coraz częściej jako możliwe źródło problemów.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się