Sport.pl

US Open. Sympatyczny i brodaty nowy mistrz - stworzony przez Ivanisevicia

0 : 3
Informacje
US Open 2014 - Finał singla mężczyzn
Poniedziałek 08.09.2014 godzina 23:00
Wyniki szczegółowe
1 S
2 S
3 S
Wynik
K.Nishikori
3
3
3
0
M.Cilić
6
6
6
3
Rozstawiony z 14 Chorwat Marin Eilić jest jednym z najbardziej niespodziewanych zwycięzców w historii US Open. Ale też jednym z najsympatyczniejszych - pisze z Nowego Jorku korespondent "Sport.pl i "Wyborczej" Mariusz Zawadzki.
Do takiego wniosku musiał dojść każdy, kto regularnie zaglądał na konferencje prasowe tenisistów podczas tegorocznego US Open. Najbardziej elokwentni i profesjonalni są Roger Federer i Novak Djoković, ale można odnieść wrażenie, że ich wypowiedzi są czasem zaplanowane przez speców od PR. Najbardziej sympatyczni i naturalni, bez nutki fałszu czy sztuczności, są Stan Wawrinka i właśnie Marin !Cilić. Obydwaj w 2014 roku wygrali turnieje wielkoszlemowe - pierwszy w Melbourne, drugi w Nowym Jorku.

O ile Wawrinka jest uroczo nieokrzesany, o tyle !Cilić emanuje wewnętrznym spokojem z nutką nieśmiałości. Nie zniknęła ona nawet po zwycięskim finale US Open, w którym pokonał 6:3, 6:3, 6:3 Japończyka Nishikoriego. Chorwat nie popadł w prostacki triumfalizm; był szczęśliwy, ale na swój dyskretny sposób. Patrząc na niego, miało się wrażenie, że wreszcie główną nagrodę - 3 mln dolarów! - zgarnął jakiś łagodny i ujmujący facet.

Nie chcę przez to powiedzieć, że Federer, Nadal czy Djoković to antypatyczni brutale. Wręcz przeciwnie, są kulturalni, uprzejmi i zawsze zachowują się fair play. Również wobec mediów. Nawet na najbardziej idiotyczne pytania dziennikarzy starają się odpowiadać bez szemrania i najlepiej, jak potrafią. Jednak czuje się, że zostali ulepieni z innej gliny, mianowicie są drapieżnikami, zabójcami, samcami alfa, którzy bezlitośnie wykorzystują każdą słabość przeciwnika, żeby dobić go na korcie. U !Cilicia niczego takiego nie zarejestrowałem, dlatego obstawiam, że więcej tytułów wielkoszlemowych już nie zdobędzie.

Nawet ten pierwszy wydaje się cudem. Od czwartej rundy spotkał się kolejno z Francuzem Simonem, z którym miał przed US Open bilans spotkań 0-4, potem z Czechem Berdychem (3-5), Federerem (0-5) i Nishikorim (2-5). Trzech ostatnich rozniósł bezapelacyjnie, grając najlepszy tenis w swoim życiu. Serwował wiele asów. Śmiało, mocno i przy liniach bił z forhendu i bekhendu. Gdy ktoś ma prawie dwa metry i wychodzi mu taka ofensywna, dynamiczna gra, to żaden rywal nie ma szans, nawet jeśli nazywa się Federer. - Tę porażkę łatwo wymażę z pamięci, bo nic nie mogłem zrobić. On grał jak w transie - mówił po półfinale słynny Szwajcar.

Jak to się stało, że tenisista, który przez ostatnich kilka lat oscylował w rankingu między 10. a 30. miejscem, nagle wpadł w trans i wygrał US Open? Odpowiedź brzmi: Goran Ivanisević.

Starsi kibice muszą go pamiętać. W latach 90. - głównie serwując asy - trzy razy doszedł do finału Wimbledonu, ale przegrał z Agassim i dwukrotnie z Samprasem. W 2001 roku, kiedy wypadł poza pierwszą setkę rankingu i wszyscy już spisali go na straty, poprosił organizatorów Wimbledonu o dziką kartę, po czym... wygrał turniej. W Chorwacji witały go na ulicach setki tysięcy ludzi.

Dokładnie rok temu chorwacki bohater narodowy zgodził się trenować Eilicia. - Przy nim się wyluzowałem i na nowo nauczyłem się cieszyć grą - opowiada Marin.

Nowy trener przekonał go również, żeby... zbyt wiele nie myślał. Wcześniej, jak sam przyznaje, przesadnie skupiał się na taktyce; zawsze starał się na korcie rozgryźć przeciwników i ich słabości. Goran przekonał go, że dla kogoś, kto ma dwa metry i wielką siłę ognia, tenis jest prostą grą. Trzeba po prostu odważnie grać swoje, a nie myśleć o rywalu. - Zmiana nastawienia zajęła mi kilka miesięcy - opowiada !Cilić.

Oczywiście sama "radość gry" i ograniczenie procesów myślowych nie wystarczą. Gdyby tak było, to zwariowany Francuz Gael Monfils miałby więcej trofeów od Federera. !Cilić zdecydowanie poprawił serwis - jego motoryka przy podaniu upodobniła się trochę do unikalnej, nieco dziwacznej motoryki Ivanisevicia. I zaczął strzelać po kilkanaście asów na mecz.

Na tym zresztą podobieństwa się nie kończą. !Cilić nawet wygląda trochę jak Goran, szczególnie ostatnio, kiedy obydwaj zapuścili brody (bo, jak powszechnie wiadomo, golenie się podczas turnieju przynosi pecha). W związku z tym niektórzy dziennikarze twierdzą, że Marin stał się kopią swojego trenera. Ale to nieprawda - mentalnie różnią się bardzo. Ivanisević był wiecznie niespokojny, lubił się popisywać, kiedyś powiedział dziennikarzom, że jest kilku Goranów, którzy walczą ze sobą na korcie. !Cilić pytany po finale US Open, czy miał okazję tych kilku Goranów spotkać, odparł z typową dla siebie prostotą: - Moim zdaniem jest tylko jeden Goran, z wielkim sercem i zawsze chętny do pomocy...Japończycy zwariowali na punkcie Nishikoriego [ZDJĘCIA]


Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live

Więcej o:
Komentarze (2)
US Open. Sympatyczny i brodaty nowy mistrz - stworzony przez Ivanisevicia
Zaloguj się
  • prefisso

    Oceniono 1 raz 1

    Zwykly belkot gazecianego pismaka.

  • galaxy2099

    Oceniono 6 razy 0

    Cos takiego ... Zawadzkiego przeniesli do rubryki "Sport" i z piewcy Obamy stal sie "znawca" tenisa i sportu wogole.
    Alez uniwersalnych "fachowcow" maja w tej gazecie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX