Sport.pl

US Open. Serena Williams pokonana. Pięknie to zagrałaś, Sam

Samantha Stosur rozbiła Serenę Williams 6:2, 6:3 i sensacyjnie zdobyła tytuł mistrzyni US Open. Historyczny sukces Australijki przyćmiło skandaliczne zachowanie Amerykanki w stosunku do greckiej sędzi.
Dawno w tenisie nie było tak ogromnej niespodzianki. Wszyscy eksperci przed finałem stawiali na Serenę, niepokonaną od Wimbledonu, fantastycznie serwującą, dominującą, agresywną. Williams do spotkania ze Stosur nie straciła w Nowym Jorku seta, w półfinale nie dała żadnych szans liderce rankingu WTA Karolinie Woźniackiej, po 14. wielkoszlemowy tytuł parła z przygniatającą siłą.

Stosur do finału przedzierała się przez zasieki z drutów kolczastych - Nadię Pietrową powaliła ledwo, rozgrywając najdłuższy mecz w historii US Open (3 godz. 16 minut), potem z Marią Kirilenko znów męczyła się trzy sety, w tym pojedynku zaliczyła najdłuższy w historii turnieju tie-break (15-17). W półfinale z Andżeliką Kerber znów były trzy sety, na dodatek organizatorzy przepędzili je na boczny kort, bo uznali Australijkę i Niemkę za zbyt mało atrakcyjne na kort centralny.

W finale niedoceniana Stosur rozbłysła. Zagrała być może najlepszy w karierze mecz, nie dając Amerykance żadnych szans. Świetnie serwowała, doskonale atakowała Serenę, nie zostawiając chwili na zastanowienie. Zepchnęła ją do totalnej defensywy, co nie udało się nikomu od bardzo dawna. Tylko Venus Williams (dwukrotnie) i Maria Szarapowa pokonywały dotąd Serenę w finałach Szlema.

Williams gorzej niż zwykle serwowała, ale też zupełnie nie wytrzymała ciśnienia. Do tej pory to Stosur uchodziła za słabą psychicznie, rozklejała się w kluczowych meczach, np. w zeszłorocznym finale Rolanda Garrosa z Francescą Schiavone. W niedzielę Australijka była jednak twarda jak skała.

Serena zachowała się w trakcie meczu skandalicznie. Na początku drugiego seta złamała przepisy, krzycząc bojowe "Come on!" jeszcze przed końcem wymiany. Stosur miała piłkę na rakiecie, teoretycznie mogła ją odbić, i grecka sędzia Eva Asdareki słusznie ukarała Serenę, przyznając punkt rywalce. To normalna procedura - w taki sposób karana była niedawno m.in. Marion Bartoli, sama Serena dostała kiedyś takie upomnienie w Wimbledonie. W niedzielę wywołało to jednak u niej erupcję werbalnej agresji. - Jak będziesz mnie mijać w korytarzu, pamiętaj, żeby patrzeć w inną stronę - krzyczała Amerykanka do Asdareki, machając bojowo rakietą. - Nienawidzisz mnie, a to ty jesteś pusta w środku. Czy to nie ty upieprz... mnie tutaj ostatnio? - mówiła z nienawiścią w oczach. Dwa lata temu jej półfinał z Kim Clijsters skończył się podobnym skandalem - po wywołaniu tzw. błędu stóp, zagroziła sędzi liniowej, że "wepchnie jej piłkę do gardła". Zapłaciła wtedy gigantyczną karę 85 tys. dol. Teraz pewnie też zapłaci. Serenie blondwłose sędziny się zresztą pomyliły. Tamten pojedynek prowadziła inna pani arbiter. Najgorsze jest to, że po meczu Serena nie przeprosiła. Nie podała ręki. Na konferencji prasowej powiedziała, że to było w ferworze walki, że nic nie pamięta.

Największą stratę poniosła Stosur, bo jej wielkie zwycięstwo, zwłaszcza w amerykańskich mediach, trochę zginęło w tumulcie po tyradzie Sereny. Telewizje zamiast analizować jej triumf, puszczały powtórki z Williams i odczytywały z ruchu warg, co krzyczała.

A Samanthę jest za co chwalić. Mimo buczenia trzymających stronę Sereny fanów, odniosła pierwszy wielkoszlemowy triumf w kobiecym tenisie dla Australii od 1980 r. i zwycięstwa Evonne Goolagong w Wimbledonie. W Nowym Jorku po raz ostatni wygrywała Margaret Court w 1973 r.

Stosur, skromna dziewczyna z Brisbane (jej dziadek miał polskie korzenie), która wyjechała do Adelajdy, bo dom rodzinny zalała powódź, pierwszą rakietę dostała pod choinkę jako ośmiolatka. W niedzielę z gratulacjami dzwoniła do niej premier kraju, John Newcombe i Rod Laver, bo ktoś wreszcie potrafił udźwignąć ciężar prastarej australijskiej tenisowej tradycji.

Jej kariera wystrzeliła dzięki deblowi, w którym wygrywała Szlemy z Amerykanką Lisą Raymond. Singlową karierę zatrzymała w 2007 r. borelioza - rehabilitowała się prawie rok.

Na swojej stronie internetowej, w rubryce "tenisowe wspomnienie z dzieciństwa", Sam napisała: "Śpimy na dworcu w Tokio, bagaże związaliśmy na środku, żeby ich nie ukradli. Mamy poduszki z samolotu i koce wyniesione z hotelu. Trzeba sobie jakoś radzić, jeżdżąc po turniejach".

Sam sobie poradziła. Dziś jest na szczycie. Za wygraną w US Open otrzymała czek na 1,8 mln dol.



Samatha Stosur » awansowała na 7. miejsce w rankingu


Więcej o: