Sport.pl

Piłka nożna. Kto w kibolu widzi partnera?

Minister sportu zapowiada, że jeśli Ogólnopolski Związek Stowarzyszeń Kibiców nie usunie ludzi z zarzutami lub przeciw którym toczy się postępowanie prokuratorskie, rząd nie będzie z nim rozmawiać.
We wtorek policja zatrzymała Michała W., rzecznika Stowarzyszenia Kibiców Legii Warszawa. Policja ma zdjęcie, na którym wbiega na murawę po finale Pucharu Polski w Bydgoszczy. Kibole Legii i Lecha zdemolowali wtedy stadion. Za wbieganie na boisko zatrzymano także Piotra S. ps. "Staruch". Choć SKLW twierdzi, że nie jest jego członkiem, uchodzi za herszta kiboli Legii i wielokrotnie reprezentował SKLW.

Szefem OZSK jest Krzysztof Markowicz ps. "Litar", skazany za udział w kibolskiej bijatyce we Wrocławiu w 2003 r., w której zginął człowiek. Na listopadowym meczu reprezentacji z Wybrzeżem Kości Słoniowej w Poznaniu "Litar" opluł i poturbował rodzinę z dziećmi, która przyszła kibicować w narodowych barwach. Markowicz jest także szefem Wiary Lecha (zrzeszonym w OZSK), w klubie z Poznania ma posadę specjalisty od kontaktów z kibicami i wart 2 mln zł rocznie gastronomiczny biznes na stadionie, na który Lech dał mu wyłączność. Był też w zespole PZPN ds. kontaktów z kibicami, ale po aferze na meczu z WKS zrezygnował. Kilkanaście dni temu prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie ataku kibola na rodzinę.

Władze piłkarskie hołubią OZSK od lat. Półtora roku temu z organizacją spotkał się prezes PZPN Grzegorz Lato, dwóch wiceprezesów Jerzy Engel i Antoni Piechniczek oraz szef Ekstraklasy Andrzej Rusko. Kilka tygodni później "Staruch" prowadził doping na meczu Polska - Rumunia z identyfikatorem PZPN. Wojciech Wiśniewski z SKLW jest członkiem Wydziału Bezpieczeństwa w związku, w Komisji Ligi Ekstraklasy SA, która karze kluby za łamanie prawa na stadionach jest Filip Jańczuk z Wiary Lecha.

Markowicz? - Pytanie z gatunku trudnych

- Wyrok sądowy w sprawie pana Markowicza się zatarł (rok więzienia w zawieszeniu), więc uważam, że dialog jest potrzebny. Jeśli pan Markowicz otrzyma zarzuty za chuligaństwo stadionowe, powinien zawiesić swoje członkostwo w OZSK i Wiarze Lecha do czasu wyjaśnienia sprawy - powiedział Jacek Masiota, szef rady nadzorczej Ekstraklasa SA, członek zarządu PZPN, prawnik Lecha. A jeśli Markowicz nadal będzie tkwił w Wierze Lecha i OZSK, czy PZPN i Ekstraklasa powinna się spotykać z OZSK w ramach Wydziału Bezpieczeństwa i Komisji Ligi? - Pytanie z gatunku trudnych. Muszę się głębiej nad tym zastanowić - dodał Masiota.

Od zadymy na stadionie Lecha podczas meczu z Wisłą minęło już ponad pół roku. - Chcielibyśmy dać zakazy, ale nie wiemy komu - twierdzi Henryk Szlachetka, dyrektor ds. bezpieczeństwa Lecha. I tłumaczy: - Przekazaliśmy nagrania z monitoringu policjantom. Po kilku tygodniach zwróciliśmy się na piśmie o nazwiska uczestników bijatyki. Nie odpowiedzieli. Gdy zadzwoniłem, usłyszałem, że listy nie chce przekazać prokurator. Napisałem więc do niego, ale nie odpowiedział.

Prokurator Marek Świtała potwierdza, że nie zgadza się na przekazanie klubowi nazwisk kiboli. - Obowiązuje zasada, że postępowanie prokuratury jest niejawne. Tak samo nazwiska podejrzanych. Jeśli sprawa znajdzie się w sądzie, Lech będzie mógł poznać te nazwiska choćby z wokandy - mówi Świtała.

- Śledztwo toczy się już pół roku. Klub mógłby nałożyć zakazy od razu - zauważamy.

- A jeśli ktoś dostanie zarzuty, a potem zostanie uniewinniony? Klub nałoży na niego zakaz, a on będzie mógł czuć się pokrzywdzony. To nie tak, że te osoby pozostaną bezkarne. Kierując wniosek o ukaranie, zwrócę się do sądu także o nałożenie zakazów stadionowych - odpowiada Świtała i dodaje: Jeśli klub sam ustali, kto narozrabiał, nikt nie zabrania mu nałożenia zakazu.

Henryk Szlachetka twierdzi, że nie rozpoznaje uczestników bijatyki. Zna jednak przynajmniej "Rolnika". To były szef bojówkarzy poznańskiego klubu, karany za wymuszenie rozbójnicze, podejrzany o handel narkotykami, postrzelony w obie nogi w gangsterskich porachunkach. Gdy kibole Lecha ruszyli na wiślaków, niezatrzymywany przez ochronę "Rolnik" przeszedł przez cały stadion, pokonując po drodze kilka płotów. Choć razem z kompanami zaczął odwodzić kiboli Lecha od ataku, wcześniej złamał stadionowy regulamin. Policja uważa, że niekontrolowane przemieszczanie się kiboli między trybunami i wyręczanie ochrony jest niedopuszczalne.

Dlaczego "Rolnik" nie dostał zakazu, skoro zna go dyrektor Szlachetka? - Nie chciał nam zaszkodzić, ale pomóc. To było mniejsze zło, wykroczenie mniejszej wagi. Zakazy powinni dostawać prawdziwi pseudokibice - odpowiada Szlachetka.

Na czele grupy, która zaatakowała wiślaków i którą odwodził od ataku "Rolnik", stał niejaki "Didi". "Didiego" i jego kompana "Lolę" nagraliśmy ukrytą kamerą przed meczem Ligi Europejskiej ze Sportingiem Braga. Nie musieli płacić za wejście na stadion, bo ochrona wpuściła ich boczną bramą. "Didi" i "Lola" zajmują honorowe miejsce w "kotle" rządzonym przez poznańskich kiboli. Na zdjęciach i filmach w internecie widać ich, gdy stoją obok bębnów na tzw. gnieździe.



Legia karze zakazami, Lato woli dialog

- Jeśli rzecznik SKLW dostanie zarzuty, przestaje być partnerem naszego klubu w rozmowach. Nie wyobrażam sobie, by Stowarzyszenie nic z tym nie zrobiło - oświadczyła Anna Czerniejewska, dyrektor komunikacji Legii. A członek zarządu stołecznego klubu Jarosław Ostrowski dodał: "Oczekujemy, że SKLW stanie z nami w jednej linii i nie będzie kontestować nakładanych przez nas zakazów stadionowych".

Legia zidentyfikowała już kiboli, którzy łamali prawo podczas meczu z Widzewem i zapowiada kilkadziesiąt zakazów.

Ministerstwo Sportu zapowiada, że z OZSK w obecnym składzie rozmawiać nie będzie. - Jeśli ta organizacja wyeliminuje ze swoich szeregów osoby z zarzutami lub przeciw którym toczy się postępowanie prokuratorskie i podejmie działania uwiarygadniające chęć walki z chuligaństwem na stadionach, czyli pomoże przy identyfikacji osób z Bydgoszczy, można będzie podjąć dialog - powiedział "Gazecie" minister sportu Adam Giersz.

Za dialogiem opowiada się za to Grzegorz Lato. - Zawsze łatwiej przy stole pewne sprawy wyjaśnić niż dyktować warunki. Niech pan popatrzy jakie zaszły zmiany w naszym życiu społecznym. Jeszcze niedawno był PRL, a teraz mamy demokratyczny kraj, Rzeczpospolitą. Gdy siadano do Okrągłego Stołu, część mówiła, że nie będzie rozmawiać z komunistami. Okazało się, że warto było dojść do porozumienia - mówi prezes PZPN.

Dziś z klubami ekstraklasy spotka się premier. - Nie będę uczył klubów, co jest ich interesem, nie będę uczył PZPN, na czym polegają przepisy UEFA, ale będę twardo respektował prawo państwowe - powiedział Donald Tusk.

Więcej o: