Sport.pl

Jak Polska gra w baseball: Home run w Osielsku

Łukasz Cegliński
10.10.2010 , aktualizacja: 12.10.2010 21:30
A A A
Baseball

Baseball (Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja Gazeta)

Polski baseball ma ośrodek za kilkanaście milionów dolarów, dominującą drużynę z kubańskimi korzeniami i zagospodarowane miejsce w niszy na sportowej mapie kraju.
Trwa mecz o mistrzostwo Polski. - Skup się, Szymuś! Dawaj, Szymuniu! - krzyczy pani siedząca za moimi plecami. Szymon Szymański, miotacz Dębów Osielsko, spod daszka zielonej czapeczki uważnie odcyfrowuje sugestie łapacza, a potem rzuca piłkę tak, żeby pałkarz Stali BiS Kutno nie mógł wybić jej w pole. Szymański jest jednak rozkojarzony i popełnia dużo błędów, podobnie zresztą jak jego koledzy z pola.

Stal wykorzystuje je bezlitośnie - na dodatek w jednej z ostatnich rund Rafał Kaliński zalicza nawet tzw. home run, czyli wybija piłkę poza boisko i razem z dwoma kolegami zdobywa trzy łatwe punkty. Stal wygrywa w Osielsku 12:1, w finale play-off 3-0 i potwierdza dominację, zdobywając 14. złoto w 26-letniej historii ligi.

- Pierwszy raz byłeś na meczu? No to miałeś pecha, bo był jednostronny - mówi Sylwia z Gdańska. Jest entuzjastką ligi japońskiej, ale potrafi poświęcić cały dzień, żeby przyjechać na mecz Dębów do położonego pod Bydgoszczą Osielska. Ma rację - decydujące o mistrzostwie spotkanie było jednostronne, ale mi się podobało. Znajomość najważniejszych zasad i wsłuchiwanie się w relację spikera i aktywnych kibiców wystarczyły, żeby oglądać z zainteresowaniem mecz, jak też otoczkę wydarzenia, które w Polsce ciągle trzeba uznawać za egzotyczne.

- To jest amatorka - przyznaje Jacek Baumgart, nauczyciel WF, który na początku lat 90. zaraził baseballem Osielsko. - Chłopaki trenują po pracy, po szkole, na ile im pozwala czas. Grają dla przyjemności, chleba z tego nie ma.

Przed meczem zawodnicy z Kutna dla krótkiej chwili przyjemności chowają się za barakiem ławki rezerwowych, żeby zapalić papierosa. O mistrzostwo gra się na poważnie, ale oprawa spotkania przypomina amatorskie ligi piłkarskie.

Kubańska rewolucja w Kutnie

Na stronie Polskiego Związku Baseballu i Softballu lista klubów obejmuje 47 pozycji, Wikipedia rozszerza ją do 64, ale w trzech ligach występuje tylko 14 drużyn - w tej najlepszej są drużyny z miast większych (KSB Wrocław, Centaury Warszawa), mniejszych (Stal BiS Kutno, Silesia Rybnik) oraz egzotycznych pod względem sportowym (Dęby z Osielska, Demony z Miejskiej Górki czy Grabarze ze Skarbimierza).

Demonom i Dębom udało się w poprzednich latach przełamać dominację Stali, ale to Kutno jest stolicą polskiego baseballa. - Zaczęło się od Juana Echevarrii, Kubańczyka, który w latach 80. dostał zgodę na studia w Czechosłowacji. Tam poznał blondynkę z Kutna, przyjechał do Polski, ożenił się i tu osiadł - opowiada o początkach prezes Stali Waldemar Szymański.

Echevarria nie był zwykłym obywatelem Kuby. - Członkowie jego rodziny byli generałami u Fidela Castro. Brali udział w rewolucji, ginęli w Angoli i na Kubie. To dlatego Juan dostał pozwolenie na wyjazd - tłumaczy Szymański. - Echevarria zaraził nas baseballem także dlatego, że to był amerykański sport, a w czasach komuny wszystko, co z USA, było zakazane, ale i fascynujące.

W palanta i softball regularnie grano na Górnym Śląsku dużo wcześniej, w latach 60., pod wpływem kontaktów z Czechami pojawił się tam baseball, ale jego rozkwit miał miejsce w Kutnie na początku lat 90. Kiedy amerykańska organizacja Mała Liga chciała budować w Polsce europejsko-azjatyckie centrum baseballowe dla młodzieży, jej wybór - dzięki lobbowaniu Szymańskiego, ówczesnego wiceprezesa związku - padł na Kutno. Zbudowano tam dwa piękne stadiony z pełnym zapleczem za kilkanaście milionów dolarów.

W 1987 roku do Kutna przyjechał - ze sprzętem wartym 50 tys. dol. - Stan Musiał, syn polskiego emigranta, który w połowie wieku był czołowym baseballistą USA. Obecnie w Centrum Małej Ligi regularnie odbywają się młodzieżowe turnieje dla drużyn z całego świata.

Finałowy piknik w Osielsku

- Uwagaaaaa! - rozmowę z prezesami klubów przerywa krzyk kibiców. Pałkarz wybił piłkę do tyłu i wystarczająco wysoko, aby twarda jak kamień kula przeleciała nad siatką ochronną. Patrzymy w niebo, ale piłka leci za nas. Odwracamy się w stronę samochodów i domów stojących przy ulicy. Słychać stukot, piłka turla się po dachówkach, nikomu nic się nie stało. Ale kilka osób idzie przeparkować auta.

- Widzi pan, tu kiedyś było grzęzawisko - wskazuje boisko prezes Dębów Jan Harmoza, który, jak sam mówi, "prowadzi firmę emerycką". - Stadion zbudowaliśmy czynem społecznym, przy wsparciu firmy produkującej farby - dodaje. Obiekt nie może równać się z kutnowskim, ale dla Osielska - typowej miejscowości położonej przy wylotówce z dużego miasta - wystarczy.

Osielsko lubi baseball, ale jeszcze bardziej sobotnie zakupy. Mała trybuna i ławki mogą pomieścić nieco ponad 100 osób, na meczu decydującym o mistrzostwie jest ich kilkadziesiąt. Głównie rodziny i znajomi zawodników. Atmosfera byłaby piknikowa, gdyby nie zimny wiatr - na ławkach za boiskiem rówieśnicy baseballistów (średnia wieku na boisku to dwadzieścia kilka lat) rozgrzewają się czerwonym specyfikiem z przeźroczystej butelki.

- Mówi pan, że jesteśmy sportem niszowym? No jesteśmy, bo media o nas nie piszą - mówi Szymański. - Rozsyłamy gotowce do gazet, dzwonimy do telewizji, ale nie możemy się przebić - dodaje elokwentny prezes Stali. Stojący obok prezes PZBiS Michał Kaczmarek, poseł SdPl w latach 2001-05, a potem radny PO w łódzkim sejmiku, potakująco kiwa głową.

Ze słów Szymańskiego i Kaczmarka wynika, że obaj na salonach europejskiej i światowej federacji brylują. Jeżdżą na mecze amerykańskiej MLB, są obecni na największych turniejach. W odróżnieniu od polskich baseballistów.

W polskim baseballu nie dzieje się nic?

Reprezentacja to europejska druga liga - Polacy bezskutecznie walczą o awans na mistrzostwa kontynentu, choć grupom młodzieżowym zdarza się odnosić sukcesy. Dlaczego seniorom nie idzie? Prezesi rozkładają ręce, ale wytłumaczenie ma Marek Gierasimowicz - trener Zbójcerzy Piaseczno, jeden z niewielu Polaków, który grał w baseball zawodowo (w lidze niemieckiej). On w stosunku do swojej niszy jest krytyczny:

- W polskim baseballu nie dzieje się nic - dziesięć lat temu Ukraińców, Litwinów czy Białorusinów biliśmy na głowę, teraz tracimy do nich dystans. Rozdmuchujemy wagę osiągnięć młodzieżowych, wszyscy klepią się po plecach i mówią, że jest fajnie - mówi Gierasimowicz.

Punkt widzenia kogoś, kto grał w baseball na poważnie, można zrozumieć, ale czy sukces reprezentacji zmieniłby postrzeganie baseballu w Polsce? Entuzjazm opada nawet w Kutnie, gdzie kiedyś mecze oglądało po 2 tys. kibiców, a ostatnie finały z Dębami - po 200 osób. - Zdajemy sobie sprawę z tego, gdzie jesteśmy, ale staramy się podtrzymywać baseball w Polsce przy życiu - mówi Baumgart.

Po porażce ze Stalą Osielsko nie rozpaczało. - Dęby! Dęby! - skanduje grupa pań. Prezes Harmoza dziękuje wszystkim przez mikrofon. Zawodnicy po dekoracji podchodzą do stojącej z boku furgonetki, z której wydawana jest ciepła strawa. Obiad jedzą na miejscu, na trybunie.

Rywale ze Stali odzyskali tron w Polsce i do Kutna wracają spełnieni. Są amatorami, ale za zwycięstwo dostają nagrody w formie diet - po 75 zł. W miesiącu mogą zarobić 600 zł. Uczniowie i studenci mają stypendia niższe o połowę.

Nie dla porównania, ale w formie ciekawostki - najlepszy obecnie baseballista na świecie Alex Rodriguez z New York Yankees zarabia 27,5 mln dol. rocznie.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane