Sport.pl

F1: Japońskie starcie wagi superciężkiej

Jeden z najbardziej wymagających dla kierowców torów Formuły 1 i ulubiony Roberta Kubicy - japońska Suzuka - to być albo nie być pięciu kandydatów do tytułu mistrza świata.

W piątek w Suzuce prapremiera dokumentu o świętej pamięci Ayrtonie Sennie, który odcisnął na japońskim torze mocne piętno bezkompromisowym ściganiem. Od jego czasów wiadomo, że w Suzuce może się sporo zdarzyć. Legendarny Brazylijczyk dwukrotnie zakończył wyścig kraksami z wielkim rywalem do tytułów mistrza świata Alainem Prostem, raz w ten właśnie sposób zapewniając sobie trofeum.

W niedzielę kandydatów do tytułu wystartuje aż pięciu: lider Mark Webber z Red Bulla, wicelider Fernando Alonso z Ferrari, dwaj kierowcy McLarena Lewis Hamilton i Jenson Button, a między nimi drugi redbullowiec Sebastian Vettel. Każdy ze swoim bagażem ambicji, atutów własnego samochodu, umiejętności, doświadczenia i ze swoją odwagą do podejmowania ryzyka w ekstremalnych sytuacjach.

Takiej końcówki sezonu dotąd nie było - wciąż różnica w klasyfikacji między pięcioma najlepszymi kierowcami wynosi mniej niż punktowa zdobycz za zwycięstwo. W starej punktacji Webber miałby 80 pkt, Alonso 77, Hamilton 75, Vettel 74, Button 72! Biorąc pod uwagę, że Grand Prix Korei Płd. wciąż może się nie odbyć - prawdopodobieństwo niewypału jest małe, ale istnieje - waga udanego startu w Japonii jest superciężka. Do końca pozostały cztery Grand Prix.

Najszybszym samochodem na torze powinien być red bull. Zwłaszcza szybki, gwałtowny zygzak pierwszego sektora może dać przewagę Webberowi i Vettelowi. Nawet jeśli ostatnio wprowadzone bardziej selektywne testy elastyczności przedniego skrzydła i podłogi ograniczyły ich przewagę. - Pierwsze sześć lub siedem zakrętów stanowi naprawdę duże wyzwanie. Będąc na jednym, trzeba już układać się do następnego. Błąd w jednym zakręcie oznacza stratę w kilku kolejnych łukach - mówi Kubica.

Pierwsze miejsce Webbera w kwalifikacjach plus udowodniona nieudolność podczas startu mogłyby spowodować totalny bałagan w czołówce, nieprzewidywalność zdarzeń, czyli okoliczności, w których czuje się jak ryba w wodzie Alonso.

Kiedy w lipcu po Grand Prix Wielkiej Brytanii Hiszpan mimo trzeciego miejsca mówił, że wciąż ma szansę na tytuł mistrza świata, brano to bardziej za skutek uboczny przeciążeń, jakich doświadczył w wyścigu niż chłodnej kalkulacji. Miał wtedy blisko 50 punktów straty do ówczesnego lidera Hamiltona. Jednak w ostatnich pięciu wyścigach Hiszpan zdobył najwięcej punktów (Alonso 93, Webber 74, Vettel 60, Hamilton 55, Button 44), a zwycięstwo w Japonii dałoby mu pozycję lidera, gdyby tylko Webber zakończył start poza podium.

Gdyby Alonso - dwukrotny mistrz świata w Renault - zwyciężył w Japonii, byłby to jego trzeci triumf z rzędu, czyli coś, co ostatni raz przytrafiło mu się w drodze po tytuł w 2006 roku. - Przed nami najtrudniejsze chwile. Będzie ciężko, każdy z nas w Ferrari musi dać z siebie wszystko - mówi Hiszpan. W odwodzie będzie miał giermka Felipe Massę, który szanse na tytuł ma żałośnie bliskie zera, ale może napsuć krwi rywalom kolegi. W Red Bullu partnerzy walczą ze sobą na zabój, podobnie jak w McLarenie. Odbić się od dna - po dwóch kolizjach we Włoszech i w Singapurze - będzie chciał Hamilton.

Dla Kubicy każde miejsce powyżej siódmego będzie ogromnym sukcesem. Renault już nie walczy o rok 2010, lecz o 2011. Żadnych ulepszeń. Kubica może awansować o miejsce wyżej, podobnie jak Renault, ale rosnąca forma najbliższych przeciwników sprawia, że będzie to niezmiernie trudne. Pozostaje mu zabawa na ulubionym torze.

Więcej o: