Kolarstwo górskie. "Jak wam pomóc?" - czyli polscy kibice w Kanadzie
02.09.2010
, aktualizacja: 02.09.2010 21:51
- Bywało, że i ośmiu kolarzy wsadzałem do mojego wartburga taksówki. O czym było gadać? O kolarstwie rzecz jasna. I teraz też tylko o tym gadam - mówi pan Jan, były taksówkarz z Polanicy, teraz kanadyjski kibic w biało-czerwonych skarpetkach. Korespondencja Przemysława Iwańczyka z mistrzostw świata w kolarstwie górskim w Kanadzie.
ZOBACZ TAKŻE
- MŚ w kolarstwie górskim. Marek Konwa szósty (03-09-10, 22:19)
- Kolarstwo górskie. Włoszczowskiej wyprawa po pierwsze złoto (03-09-10, 21:27)
- Kolarstwo. Alberto Contador nie wystartuje w mistrzostwach świata (03-09-10, 13:30)
- Kolarstwo. Bracia Schleckowie będą jeździć na Trekach (03-09-10, 09:38)
- Kolarstwo. To serce wykuło brąz - medalistka mistrzostw świata odsłania kuchnię (03-09-10, 07:12)
- MŚ w kolarstwie górskim. Trzy bolesne upadki i brązowy medal Pauli Goryckiej! (02-09-10, 18:20)
- Dwie Polki walczą o medal mistrzostw świata w kolarstwie górskim (02-09-10, 07:18)
- Kolarstwo górskie. Jak bije serce kolarza (01-09-10, 09:08)
- Kolarstwo górskie. Jak naprawić kolano śrubokrętem? [ZDJĘCIA] (31-08-10, 22:43)
- MŚ w kolarstwie górskim. Mazurek Dąbrowskiego i szampan dla Włoszczowskiej (04-09-10, 20:14)
SERWISY
Na parkingu przed trasą kolarskich mistrzostw świata w kanadyjskim Mont-Sainte-Anne dyskutuje trzech rowerzystów. Jak się wkrótce okazuje, są rodziną. W oddali dostrzegają biało-czerwoną koszulkę trenera polskiej kadry Andrzeja Piątka. Rzucają się na niego i nie wypuszczają przez dwie kolejne godziny. - Jak wam pomóc? Co trzeba zorganizować? - pytają. Za chwilę z dokładnością do jednej sekundy podają ostatnie wyniki polskich kolarzy górskich. Od Mai Włoszczowskiej po utalentowanych juniorów, którzy zabłysnęli w maratonach dla amatorów.
Pan Jan ma 67 lat, pochodzi z okolic Polanicy, gdzie był instruktorem narciarstwa i taksówkarzem. To drugie zajęcie nie pozostało bez wpływu na jego późniejszą pasję. Stało się nią kolarstwo. - Woziłem zawodników klubu kolarskiego na zawody. Za darmo! - podkreśla. - Bywało, że po osiem osób wsadzaliśmy do mojego wartburga. O czym było gadać? O kolarstwie rzecz jasna.
W 1980 roku pan Jan ruszył do Toronto. Na chwilę: zarobić i wrócić. Skończyło się tym, że jest tu do dziś. Ściągnął żonę, syna Szymona i zaczęli układać sobie życie na nowo.
- Te rowery w głowie mi zostały. Pracuję w branży budowlanej, teraz już coraz mniej ze względu na wiek. Ale z treningami taryfy ulgowej sobie nie robię - opowiada pan Jan. Profesjonalny sprzęt zorganizował sobie od kolarskich grup, które po sezonie wymieniają rowery na nowe, a używane sprzedają za mniej niż połowę ceny. Odtąd trenuje codziennie.
Jeździ na rowerze także jego syn Szymon, którego praca polega na przemierzaniu olbrzymich odległości w Kanadzie i USA. - Mam swoją ciężarówkę, wożę towary na zlecenie różnych firm. Ponieważ większość czasu spędzam w kabinie, mam włączony laptop i otwarte wszystkie polskie strony związane z rowerami. "Polska na rowery" też - mówi.
No i wreszcie ten trzeci, utalentowany 13-latek Jasiek jr. Przez ostatnie tygodnie trudno mu utrzymać kierownicę, bo na jednej z licznych tras w kanadyjskiej prowincji Ontario złamał rękę. - Kiedy ojciec jest w trasie, ja biorę się do jego trenowania - mówi pan Jan. - Janek nie zna strachu. Przewraca się na kamieniach, chce wracać i powtarzać ten element.
- To źle, że nie zna strachu - wtrąca pan Szymon.
- Właśnie, że dobrze - ripostuje pan Jan, a rodzinny spór rozstrzygnął dopiero trener Piątek, mówiąc, że w kolarstwie górskim, kto się boi, nie wygrywa.
Mały Janek ma idola. Jest nią kanadyjska kolarka Emily Batty. Od niej dostaje koszulki i wskazówki treningowe. - No i mamy dylemat... Komu kibicować na mistrzostwach świata w Mont-Sainte-Anne? Emily czy Polakom? - mówi pan Jan.
Chyba jednak Polakom, bo wybierając się na trening, pan Jan nigdy nie zapomina założyć czegoś biało-czerwonego. Na naszym spotkaniu była to koszulka, dzień później - skarpetki.
Cała trójka wybrała się na mistrzostwa podczas urlopu. Pieniądze na hotel oszczędzali przez cały rok, miejsca zarezerwowali już sześć miesięcy temu. - Nie ma dnia, byśmy nie jeździli na rowerze lub przynajmniej o nim nie mówili. Czyli nawet tu, w Kanadzie, działamy dla "Polska na rowery".
Pan Jan ma 67 lat, pochodzi z okolic Polanicy, gdzie był instruktorem narciarstwa i taksówkarzem. To drugie zajęcie nie pozostało bez wpływu na jego późniejszą pasję. Stało się nią kolarstwo. - Woziłem zawodników klubu kolarskiego na zawody. Za darmo! - podkreśla. - Bywało, że po osiem osób wsadzaliśmy do mojego wartburga. O czym było gadać? O kolarstwie rzecz jasna.
W 1980 roku pan Jan ruszył do Toronto. Na chwilę: zarobić i wrócić. Skończyło się tym, że jest tu do dziś. Ściągnął żonę, syna Szymona i zaczęli układać sobie życie na nowo.
- Te rowery w głowie mi zostały. Pracuję w branży budowlanej, teraz już coraz mniej ze względu na wiek. Ale z treningami taryfy ulgowej sobie nie robię - opowiada pan Jan. Profesjonalny sprzęt zorganizował sobie od kolarskich grup, które po sezonie wymieniają rowery na nowe, a używane sprzedają za mniej niż połowę ceny. Odtąd trenuje codziennie.
Jeździ na rowerze także jego syn Szymon, którego praca polega na przemierzaniu olbrzymich odległości w Kanadzie i USA. - Mam swoją ciężarówkę, wożę towary na zlecenie różnych firm. Ponieważ większość czasu spędzam w kabinie, mam włączony laptop i otwarte wszystkie polskie strony związane z rowerami. "Polska na rowery" też - mówi.
No i wreszcie ten trzeci, utalentowany 13-latek Jasiek jr. Przez ostatnie tygodnie trudno mu utrzymać kierownicę, bo na jednej z licznych tras w kanadyjskiej prowincji Ontario złamał rękę. - Kiedy ojciec jest w trasie, ja biorę się do jego trenowania - mówi pan Jan. - Janek nie zna strachu. Przewraca się na kamieniach, chce wracać i powtarzać ten element.
- To źle, że nie zna strachu - wtrąca pan Szymon.
- Właśnie, że dobrze - ripostuje pan Jan, a rodzinny spór rozstrzygnął dopiero trener Piątek, mówiąc, że w kolarstwie górskim, kto się boi, nie wygrywa.
Mały Janek ma idola. Jest nią kanadyjska kolarka Emily Batty. Od niej dostaje koszulki i wskazówki treningowe. - No i mamy dylemat... Komu kibicować na mistrzostwach świata w Mont-Sainte-Anne? Emily czy Polakom? - mówi pan Jan.
Chyba jednak Polakom, bo wybierając się na trening, pan Jan nigdy nie zapomina założyć czegoś biało-czerwonego. Na naszym spotkaniu była to koszulka, dzień później - skarpetki.
Cała trójka wybrała się na mistrzostwa podczas urlopu. Pieniądze na hotel oszczędzali przez cały rok, miejsca zarezerwowali już sześć miesięcy temu. - Nie ma dnia, byśmy nie jeździli na rowerze lub przynajmniej o nim nie mówili. Czyli nawet tu, w Kanadzie, działamy dla "Polska na rowery".
-
09-02-2012 21:03
Stadiony na Euro. Ledwo powstały, trzeba je ratować
-
09-02-2012 20:57
Skoki narciarskie. Wielka przyszłość Stocha
-
09-02-2012 20:55
Biegi narciarskie. Kowalczyk odpuszcza sztafetę. Liczy się tylko Bjoergen
-
08-02-2012 23:22
Nie będzie kibica. Ani futbolu. Nie będzie niczego
-
08-02-2012 23:16
Alpejski PŚ. Bode Miller, Soczi. Ale gdzie te piękne Rosjanki?
-
08-02-2012 23:09
Piłka ręczna. Z Lijewskim i Bieleckim do Final Four?
-
08-02-2012 22:19
Euro 2012. Anglia bez Fabio Capello
-
Kolarstwo górskie. "Jak wam pomóc?" - czyli pol...
wcalenietakimaly
04.09.10, 21:53
Brawo!!!. Wszytkiego najlepszego dla wielopokoleniowej rodziny.»
Najczęściej czytane
- 1.Agnieszka Radwańska w obcisłej sukni
- 2.Agnieszka Radwańska dostała 224 konie
- 3.Tour de Ski. Norwegia pod wrażeniem siły Kowalczyk
- 4.Aleksander Wierietielny dla Sport.pl: Nie proponowali mi dużych pieniędzy. Proponowali bardzo duże pieniądze
- 5.El. EURO 2012. Bośniacy prowokują Ronaldo. Nie wytrzymał i pokazał środkowy palec
- 6.Turniej WTA w Dubaju. Urszula kontra Agnieszka Radwańska



więcej zdjęć


