- To dla mnie najważniejszy start w sezonie - mówił przed wyjazdem do Danii reprezentant Polski. Kołodziej znakomicie spisywał się w lidze, walnie przyczynił się też do zdobycia przez Polaków złotych medali Drużynowego Pucharu Świata. Z bardzo dobrej strony pokazał się także podczas Grand Prix Europy, które w kwietniu odbyło się w Lesznie. Startując z dziką kartą zajął wtedy czwarte miejsce i głośno mówił, że bardzo chciałby w przyszłym sezonie na stałe zagościć wśród najlepszych żużlowców świata.
I od początku sobotniego turnieju pokazywał, że to miejsce mu się należy. Jeździł efektownie i efektywnie. Po czterech seriach miał 11 punktów i awans na wyciągnięcie ręki.
Jednak w ostatnim biegu Polak słabo wyszedł ze startu, a na wejściu w łuk został potrącony przez Rosjanina Grigorija Łagutę. Co prawda zdołał wyjść na trzecią pozycję, ale za chwilę jego silnik stracił moc i przyjechał na czwartej pozycji. - Do gaźnika wpadł malutki kamyczek, który kompletnie go zatkał. Nie wiem, jak to się stało, ponieważ w motocyklach są różne osłony, by takie sytuacje się nie zdarzały - kręcił głową reprezentant Polski.
11 punktów wystarczyło Kołodziejowi, by stanąć na starcie biegu barażowego o trzecie, ostatnie premiowane awansem miejsce. Polak mimo przegranego startu szybko wyprzedził Szweda Magnusa Zetterströma. Jednak drugi z reprezentantów Szwecji, Fredrik Lindgren był już za daleko i razem z zaledwie 20-letnim Rosjaninem Artiemem Łagutą oraz swoim rodakiem Antonio Lindbäckiem awansował do Grand Prix 2011.
Kołodziej także awansuje, jeśli miejsce w czołowej ósemce tegorocznego cyklu zajmie Lindgren, który na cztery turnieje przed końcem jest dziewiąty, a do ósmego miejsca traci tylko jeden punkt. - Pozostaje mi ściskać kciuki za Szweda - stwierdził Kołodziej.
W Vojens wystartowało trzech innych Polaków, ale zaprezentowali się bardzo słabo. Sebastian Ułamek, Tomasz Gapiński i Grzegorz Walasek zajęli trzy ostatnie miejsca.