Wideo, bramki i skróty z ekstraklasy w serwisie Ekstraklasa.tv >Drużyna, która tylko w XXI wieku sześć razy zdobyła mistrzostwo Polski, w tym sezonie już jest niewątpliwe naznaczona piętnem kompromitującej wpadki z Karabachem Agdam. Klęska z Azerami przyniosła zmianę trenera i spowoduje, że już do końca rozgrywek nieuchronne stanie się odnoszenie wyników wiślaków do tej właśnie wpadki. Honor "Białej Gwiazdy" może ocalić jedynie mistrzostwo kraju - co oczywiście i tak nie powstrzyma lawiny komentarzy, że co z tego, skoro najlepsi w Polsce za granicą konsekwentnie stają się chłopcami do bicia.
Maaskanta wcale więc - jak się wydaje - nie sprowadzono wyłącznie po to, by wygrał ligę. Taki cel maksymalny byłby, mam nadzieję, dla niego samego upokarzająco niewyszukany; dla Bogusława Cupiała z kolei - nie wart kolejnych milionów, które musi wyłożyć, by znów odbudować zespół i odbić się z nim od dna. Huśtawkowa cykliczność krakowskich uniesień i zjazdów aż bije w oczy - tylko że kiedyś właściciel Wisły miał w klubie klasowych piłkarzy. Kogo ma dziś?
W bramce - tradycyjnie same kłopoty. Mariusz Pawełek ma od początku kariery jedną zasadniczą wadę. Im dłużej gra, tym większe jest prawdopodobieństwo, że popełni błąd. W sobotę w meczu z Widzewem w Łodzi nie pomylił się ani razu głównie dlatego, że siedział na ławce rezerwowych. Jego zmiennik, 25-letni Serb Milan Jovanić dopiero debiutował w ekstraklasie i na razie należy do kategorii "niewiele można o nim powiedzieć".
Linia obronna to pięta achillesowa teamu z Krakowa. 36-letni Cleber gra jak stoperzy od drugiej ligi w dół. Każde dośrodkowanie rywali przerywa świecą pod niebo lub kopem rodem z rugby w aut. Zero kreatywności, wyprowadzenia piłki, dalekiego podania na skrzydło. Młodszy o 14 lat Chorwat Gordan Bunoza grał w Łodzi tak samo. Jeśli chodzi o flanki defensywy, to Słowak Erik Cikos wyrasta na czołowego twórcę problemów. Przed tygodniem był winowajcą porażki z Ruchem Chorzów, na Widzewie powstrzymywał swoją skłonność do faulowania niewiele ponad godzinę, by później wylecieć z czerwoną kartką. Jedynie Junior Diaz wydaje się graczem, dla którego nie ma sensu szukać alternatywy.
W pomocy większość graczy nie zrobiła na stadionie Widzewa nic, co dałoby się zapamiętać. Chyba że mowa o zachowaniach nagannych. W tych rej wodził Patryk Małecki - nie wiadomo, czy częściej pokazywał trybunom tzw. wała, czy bluzgał w ich kierunku. Mający być objawieniem ligi Argentyńczyk Andres Rios grał klasycznego pierwszego do zmiany i aż dziw, że został zdjęty z boiska jako drugi. Niestety, jeszcze słabszy był Dragan Paljić, ale ten może się chociaż tłumaczyć złotym golem. Cezary Wilk był najlepszym Polakiem spośród zaledwie trzech (!), którzy wybiegli w jedenastce Wisły. O Małeckim była już mowa, a Maciej Żurawski wyróżniał się jednym - nieustannym strofowaniem wszystkich partnerów z drużyny. Widać, że ubiegłotygodniowy występ przed kamerami (nazwał Wisłę bandą nieodpowiedzialnych ludzi) dodał mu pewności siebie. W Łodzi głośno i za pomocą widocznej gestykulacji rąk odmawiał kolegom umiejętności już w czasie meczu. Sam, niestety, nie prezentował się lepiej.
Zalety miała Wisła w Łodzi dwie. Pierwsza to zaskakująco niska średnia wieku. Osiągnięta jednak przy małym warunku - wyłączeniu z wyliczeń Clebera i Żurawskiego. Bez tych dwóch emerytów przeciętna zespołu wyniosła dokładnie 24 lata. Przed taką młodością jest niewątpliwie przyszłość, choć gdy doliczyć wciąż ponoć niezbędnego po wyzdrowieniu kolejnego matuzalema, 34-letniego (jak Żurawski) Radosława Sobolewskiego, obraz młodej, nowej Wisły wcale nie jest ani przesądzony, ani przekonujący.
Plus drugi to ławka rezerwowych. Siedmiu piłkarzy, którzy na niej w Łodzi usiedli, znalazłoby pewne miejsce w pierwszym składzie większości polskich klubów. Pawełek, bracia Brożkowie, Kirm, Boguski, Garguła, Chavez - taką ekipą rzeczywiście można straszyć rywali.
Transferowe okno się zamyka, więc Maaskant prawdopodobnie spędzi jesień głównie na oglądaniu swoich piłkarzy. I dopiero zimą przekonamy się, czy nową Wisłę zbuduje z nich, czy raczej postawi ultimatum właścicielowi - albo 10 mln euro na zakupy, albo latem znów przyjadą Azerowie i złoją nam skórę. O ile uda się zakwalifikować do pucharów.