Wideo, bramki i skróty z ekstraklasy w serwisie Ekstraklasa.tv >
W piątek zespół Macieja Skorży pokonał 1:0 we Wrocławiu Śląsk, oddając jeden celny strzał na bramkę gospodarzy. Ale Legia wygrała zasłużenie.
Po porażce 0:3 z Polonią wielu zastanawiało się, czy pomysł z przekazaniem opaski kapitana Ivicy Vrdoljakowi nie był chybiony. Po tygodniu Chorwat, który do Legii trafił trzy miesiące temu, stał się jedną z kluczowych postaci w drużynie. W meczu ze Śląskiem defensywny pomocnik z Chorwacji należał do najlepszych na boisku. Jeśli (bardzo rzadko) zdarzało mu się stracić piłkę, to od razu biegł, by ją odzyskać. W trzech meczach zaliczył już dwie asysty. Gra ostro, w każdym meczu ryzykuje otrzymanie czerwonej kartki, ale dzięki temu Legia zyskuje wyraźną przewagę w środku boiska.
Trener Skorża w każdym meczu wystawia piłkarzy, którzy są akurat w najlepszej formie. W pierwszych spotkaniach rzucał na boisko od pierwszej minuty wszystkich kupionych latem piłkarzy, którzy byli w stanie grać. We Wrocławiu trzech z nich (Kneżević, Mezenga i Cabral) usiadło na ławce rezerwowych, bo zastępcy wrócili do zdrowia i formy. Nikt nie ma pewnego miejsca w składzie. Konkurencja, której w zeszłym sezonie brakowało, jest korzystna. Słaby w meczu z Cracovią Maciej Rybus we Wrocławiu wszedł na boisko dopiero w drugiej połowie i strzelił zwycięskiego gola. Zastąpił Miroslava Radovicia - Serb dostał szansę, której nie wykorzystał.
Taktyka jest dostosowana do rywala. Gdy trzeba zaatakować od pierwszej minuty, jak w meczu z Cracovią, za destrukcję odpowiada Vrdoljak, a za strzelanie goli dodatkowy ofensywny pomocnik lub napastnik. Gdy trzeba zatrzymać ataki rywali, jak w meczu ze Śląskiem, który straszył bramkostrzelnym duetem napastników Sotirović - Diaz, Vrdoljaka wspomaga Ariel Borysiuk.
- Chcemy grać pewnie w defensywie i atakować skrzydłami - tłumaczył trener po meczu z Cracovią. W piątek wyglądało to tak, jak zapowiadał. Legia dośrodkowała 31 razy. Do ustawienia z dwoma szybkimi skrzydłowymi doskonale nadaje się Manu. Nie nadaje się do niego Miroslav Radović, ale dzięki niemu i Sebastianowi Szałachowskiemu, który na razie gra epizodycznie, Maciej Rybus ma konkurencję na lewym skrzydle.
Wielkim wzmocnieniem w najbliższych tygodniach może być powrót kontuzjowanych obrońców. W piątek Dickson Choto zagrał po raz pierwszy od ubiegłego sezonu - z nim w składzie obrona popełniała niewiele błędów, a Marian Antolović bronił tylko niegroźnych strzałów. Na Tomasza Kiełbowicza trzeba poczekać jeszcze co najmniej miesiąc, ale Inaki Astiz i Jakub Rzeźniczak mogą być gotowi do gry już w połowie września.