Sport.pl

Piłka nożna. Nie ma tego złego, co by na Diego nie wyszło

Argentyńska federacja nic sobie nie robi z przegranego mundialu i chce oddać Diego Maradonie kadrę aż do 2014 r. Selekcjoner decyzję podejmie w we wtorek, na razie pojechał po radę do dyktatora Wenezueli Hugo Chaveza
"Niech żyje socjalizm, niech żyje naród, niech żyje sport, niech żyje Maradona!" - krzyczał na lotnisku wenezuelski satrapa, witając jednego z najlepszych piłkarzy w historii futbolu.

Na mundialu w RPA Maradona był największą gwiazdą, ale jego drużyna przerażała fachowców brakiem taktyki. "Boski Diego" nie potrafił ustawić drużyny, nie nauczył swoich gwiazd organizowania ataków i obrony, wierzył, że mistrzostwo świata zdobędzie dzięki charyzmie. Ze słabszymi rywalami piłkarze nadrabiali słabości trenera. Gdy w ćwierćfinale wpadli na Niemcy, pierwszego przeciwnika ze światowej czołówki, przegrali 0:4.

Po meczu Maradona nie wykluczał, że zrezygnuje, dziś wydaje się, że podpisze nową umowę. - Przejmował kadrę w bardzo trudnym momencie i zdołał zakwalifikować się na mundial. Odpadł w 1/4 finału, czyli zajął piąte miejsce, lepsze niż te, które wywalczyliśmy na wielu poprzednich turniejach. Nie widzę powodu, dla którego powinien odejść - mówi Julio Grondona, szef argentyńskiej federacji.

Na mundialu argentyńscy dziennikarze przewidywali, że działacze nie odważą się wyrzucić trenera, którego w ojczyźnie traktuje się jak półboga. Dziś Grondona broni go eliminacjami, które o mało zakończyłyby się katastrofą. Pełna gwiazd światowego futbolu reprezentacja dopiero w ostatniej kolejce wydarła awans.

Jeśli Maradona podpisze kontrakt, za rok czekają go mistrzostwa Ameryki Południowej. Turniej odbędzie się w Argentynie, która nie zdobyła trofeum od 17 lat.

Gdyby jakimś cudem 50-letni gwiazdor nie dogadał się z Grondoną, ale uparł się kontynuować trenerską karierę, losy swojej reprezentacji zaryzykuje Meksyk, który szuka następcy Javiera Aguirre.

Na razie Maradona myśli jednak tylko o Argentynie. Gdy dziennikarze spytali go na lotnisku w Caracas, czy chciałby zostać selekcjonerem Wenezueli, odpowiedział, że nie przyjechał szukać pracy, ale po radę swojego przyjaciela Hugo. Po dzisiejszej rozmowie z Grondoną zamierza odwiedzić innego towarzysza - dyktatora Kuby Fidela Castro.

Więcej o: