Kubica po Montrealu. Bo to złe opony były
14.06.2010
, aktualizacja: 14.06.2010 23:22
W tym sezonie te sześć punktów było najtrudniej zdobyć - powiedział siódmy na mecie w Montrealu Robert Kubica. On i jego zespół popełnili błędy - bodaj po raz pierwszy w tym roku
ZOBACZ TAKŻE
- Mark Webber: Gokarty - ojciec pozwolił mi jeździć tylko na nich! (15-06-10, 17:03)
- F1. Kubica o nowym zawieszeniu: Można się spodziewać lepszej przyczepności (15-06-10, 12:02)
- F1. Kubica potwierdza: Renault pojedzie z systemem F-duct w Walencji (15-06-10, 10:51)
- F1. Kubica: Dla kibica wyścig jest nudny. Sam bym usnął przed telewizorem (14-06-10, 19:38)
- F1. Ferrari chce znów postawić na system KERS (14-06-10, 17:26)
- F1. Hamilton czuje miłość do Montrealu - kanadyjska prasa (14-06-10, 12:19)
- F1. Kubica: Mało mnie obchodzi ten rekord (14-06-10, 11:15)
SERWISY
Jak dotąd w każdym wyścigu Kubica wyciągał ze swojego bolidu wszystkie możliwości, a do tego wykorzystywał błędy rywali. Tym razem nie wyciągnął maksimum z Renaulta i sam popełnił błędy.
Kłopoty Kubicy zaczęły się od sobotnich kwalifikacji, czyli od decyzji, aby użyć w ostatniej serii walki o pole position twardszych opon - na których następnego dnia trzeba wystartować do wyścigu. Tyle że wtedy w Renaulcie sądzono, że to korzystna strategia.
W zamyśle Kubicy i jego inżynierów wytrzymalsze, twardsze opony miały dać przewagę na początku wyścigu, czyli więcej okrążeń i zyskanie przewagi. Polak był przed wyścigiem nastawiony bardzo optymistycznie. Sądził, że jego samochód, bardzo dobrze trzymający się asfaltu na ciasnych skrętach, da mu w Montrealu siłę przebicia niemal taką, jaką miał w Monako. Tam Kubica był trzeci.
Ale jak się później okazało, decyzja o wyborze opon miała konsekwencje takie, jak przewrócenie pierwszej kostki w dominie.
Zamiast chłodu w niedzielę było w Montrealu upalnie, być może z tego powodu opony w samochodzie Kubicy wytrzymały tylko dziewięć kółek. To zaledwie dwa okrążenia więcej niż nietrwałe, miękkie opony zwycięzców - Lewisa Hamiltona, Jensona Buttona z McLarena i Fernando Alonso z Ferrari. W konsekwencji Kubica zamiast dwóch pit-stopów musiał trzy razy zameldować się w garażu na zmianę opon, za każdym razem narzekając na błyskawiczne niszczenie szczególnie tylnych.
Mało tego, gdyby Kubica pojechał w kwalifikacjach na bardziej przyczepnych miękkich oponach, wystartowałby z wyższego miejsca - być może znalazłby się nawet w pierwszej trójce, bo różnice w czołówce były bardzo niewielkie.
Na nietrafną decyzję o oponach nałożył się strata czasu Kubicy na najszybszym okrążeniu w ostatniej serii kwalifikacji. Polak jako jedyny obok Nico Rosberga nie poprawił osiągnięcia z drugiej sesji. Gdyby zrobił to jak inni - mniej więcej o 0,2 s - wyścig potoczyłby się dla niego zupełnie inaczej.
Wreszcie, najprawdopodobniej inżynierowie Renaulta zbyt odważne ustawili samochód pod względem aerodynamicznym. Skrzydła bolidu Kubicy stawiały w Montrealu najmniejszy opór powietrzu spośród wszystkich dotychczasowych wyścigów i najsłabiej dociskały go do asfaltu. Dzięki temu, owszem, na końcu każdej prostej samochód jechał bardzo szybko, ale na zakrętach i szykanach mogło Polakowi zabraknąć przyczepności. Dowodzą tego maksymalne prędkości Witalija Pietrowa (323 km/godz.) i Polaka (321 km/godz.), czyli pierwszy i trzeci wynik w stawce 24 samochodów.
Mimo że Kubica w trakcie wyścigu wiedział, że nie odniesie sukcesu takiego jak w Monako, walczył jak lew. Na koniec, na cztery minuty przed metą, na nowych miękkich oponach, założonych chwilę wcześniej, jadąc bolidem lekkim jak piórko, bo niemal cała benzyna została zużyta, upolował pierwsze w karierze najszybsze okrążenie.
Wcześniej jego pojedynek z siedmiokrotnym mistrzem świata Michaelem Schumacherem - jeden z kilkunastu takich podczas GP Kanady - powtarzano w TV wielokrotnie. Obaj nie odpuszczali, obaj znaleźli się krótko poza torem, przy czym wina leżała po stronie utytułowanego Niemca. Inne starcia Polaka z rywalami - głównie z Heikkim Kovalainenem z Lotusa - znamy tylko z opowiadań Kubicy. Jeszcze inny pojedynek doprowadził do upomnienia kierowcy przez sędziów za zbyt niebezpieczny zjazd do garażu.
Grand Prix zupełnie nie przypominają już wyścigów ciężarnych słonic, jak wyśmiewał się trzykrotny mistrz świata Jackie Stewart po inauguracji sezonu w Bahrajnie. W następnym - ulicznym Grand Prix Europy w Walencji - też wystartują raczej drapieżne zwierzęta wyścigowe. Kubica znów uważa, że charakter toru pomoże wykrzesać z jego renaulta więcej iskier, niż wskazywałaby zimna analiza szans.
Kłopoty Kubicy zaczęły się od sobotnich kwalifikacji, czyli od decyzji, aby użyć w ostatniej serii walki o pole position twardszych opon - na których następnego dnia trzeba wystartować do wyścigu. Tyle że wtedy w Renaulcie sądzono, że to korzystna strategia.
W zamyśle Kubicy i jego inżynierów wytrzymalsze, twardsze opony miały dać przewagę na początku wyścigu, czyli więcej okrążeń i zyskanie przewagi. Polak był przed wyścigiem nastawiony bardzo optymistycznie. Sądził, że jego samochód, bardzo dobrze trzymający się asfaltu na ciasnych skrętach, da mu w Montrealu siłę przebicia niemal taką, jaką miał w Monako. Tam Kubica był trzeci.
Ale jak się później okazało, decyzja o wyborze opon miała konsekwencje takie, jak przewrócenie pierwszej kostki w dominie.
Zamiast chłodu w niedzielę było w Montrealu upalnie, być może z tego powodu opony w samochodzie Kubicy wytrzymały tylko dziewięć kółek. To zaledwie dwa okrążenia więcej niż nietrwałe, miękkie opony zwycięzców - Lewisa Hamiltona, Jensona Buttona z McLarena i Fernando Alonso z Ferrari. W konsekwencji Kubica zamiast dwóch pit-stopów musiał trzy razy zameldować się w garażu na zmianę opon, za każdym razem narzekając na błyskawiczne niszczenie szczególnie tylnych.
Mało tego, gdyby Kubica pojechał w kwalifikacjach na bardziej przyczepnych miękkich oponach, wystartowałby z wyższego miejsca - być może znalazłby się nawet w pierwszej trójce, bo różnice w czołówce były bardzo niewielkie.
Na nietrafną decyzję o oponach nałożył się strata czasu Kubicy na najszybszym okrążeniu w ostatniej serii kwalifikacji. Polak jako jedyny obok Nico Rosberga nie poprawił osiągnięcia z drugiej sesji. Gdyby zrobił to jak inni - mniej więcej o 0,2 s - wyścig potoczyłby się dla niego zupełnie inaczej.
Wreszcie, najprawdopodobniej inżynierowie Renaulta zbyt odważne ustawili samochód pod względem aerodynamicznym. Skrzydła bolidu Kubicy stawiały w Montrealu najmniejszy opór powietrzu spośród wszystkich dotychczasowych wyścigów i najsłabiej dociskały go do asfaltu. Dzięki temu, owszem, na końcu każdej prostej samochód jechał bardzo szybko, ale na zakrętach i szykanach mogło Polakowi zabraknąć przyczepności. Dowodzą tego maksymalne prędkości Witalija Pietrowa (323 km/godz.) i Polaka (321 km/godz.), czyli pierwszy i trzeci wynik w stawce 24 samochodów.
Mimo że Kubica w trakcie wyścigu wiedział, że nie odniesie sukcesu takiego jak w Monako, walczył jak lew. Na koniec, na cztery minuty przed metą, na nowych miękkich oponach, założonych chwilę wcześniej, jadąc bolidem lekkim jak piórko, bo niemal cała benzyna została zużyta, upolował pierwsze w karierze najszybsze okrążenie.
Wcześniej jego pojedynek z siedmiokrotnym mistrzem świata Michaelem Schumacherem - jeden z kilkunastu takich podczas GP Kanady - powtarzano w TV wielokrotnie. Obaj nie odpuszczali, obaj znaleźli się krótko poza torem, przy czym wina leżała po stronie utytułowanego Niemca. Inne starcia Polaka z rywalami - głównie z Heikkim Kovalainenem z Lotusa - znamy tylko z opowiadań Kubicy. Jeszcze inny pojedynek doprowadził do upomnienia kierowcy przez sędziów za zbyt niebezpieczny zjazd do garażu.
Grand Prix zupełnie nie przypominają już wyścigów ciężarnych słonic, jak wyśmiewał się trzykrotny mistrz świata Jackie Stewart po inauguracji sezonu w Bahrajnie. W następnym - ulicznym Grand Prix Europy w Walencji - też wystartują raczej drapieżne zwierzęta wyścigowe. Kubica znów uważa, że charakter toru pomoże wykrzesać z jego renaulta więcej iskier, niż wskazywałaby zimna analiza szans.
Wrócą do przebrzmiałego cacka? Ferrari chce z powrotem KERS »
-
07-02-2012 21:21
Superpuchar na Narodowym. Super bałagan. Trenerzy Legii i Wisły wściekli
-
06-02-2012 21:57
Kolarstwo. Doping Contadora. Winny
-
06-02-2012 21:53
Minister Mucha, całkiem nowy wymiar ignorancji
-
06-02-2012 19:37
PlusLiga. W kasie pusto. Koniec Atomu Trefl?
-
06-02-2012 12:00
Piłka nożna. Ćwiartka piłkarza instrumentem pochodnym
-
06-02-2012 09:00
Bundesliga. Połowa Sławomira Peszki należy do niego
-
06-02-2012 09:00
Polska bojerową potęgą
-
Kubica po Montrealu. Bo to złe opony były
sprawazlewa
15.06.10, 09:02
Kubica to ma pecha! Albo złe opony, albo paliwo za słabe, albo deszcz, albo susza! Albo zupa za słona. Albo przeciwnicy nie dają się wyprzedzić! Po prostu pech, pech, pech i już! A poza tym »
-
Jak mi lancuch spada w rowerze to winie lancuch
swinton
15.06.10, 09:47
ze jest za krotki a nie ze taki krotki sam zalozylem.»
-
Kubica po Montrealu. Bo to złe opony były
2511p
15.06.10, 11:52
Dzieki. Ekstra artykul!»
Najczęściej czytane
- 1.Agnieszka Radwańska w obcisłej sukni
- 2.Agnieszka Radwańska dostała 224 konie
- 3.Tour de Ski. Norwegia pod wrażeniem siły Kowalczyk
- 4.Aleksander Wierietielny dla Sport.pl: Nie proponowali mi dużych pieniędzy. Proponowali bardzo duże pieniądze
- 5.El. EURO 2012. Bośniacy prowokują Ronaldo. Nie wytrzymał i pokazał środkowy palec
- 6.Turniej WTA w Dubaju. Urszula kontra Agnieszka Radwańska





