Sport.pl

Liga Światowa. Polaków rozjechał niemiecki walec

Nieudany start polskich siatkarzy w Lidze Światowej. Dwa razy rozbili ich Niemcy - 3:1 i 3:0, stawiając mistrzów Europy w trudnej sytuacji w drodze do finału tych rozgrywek - pisze Przemysław Iwańczyk.


Mimo swego komercyjnego charakteru Liga Światowa to wciąż istotna impreza w coraz bardziej napiętym kalendarzu rozgrywek. Niemal wszystkie zespoły fazę grupową poświęcają na zgranie, przetestowanie wyróżniających się młokosów oraz wylizanie ran po wyczerpującym w sezonie ligowym, ale turniej finałowy, z udziałem sześciu najlepszych drużyn, traktują poważnie. Jeśli zarządzająca siatkówką FIVB nie wywija żadnego numeru - czytaj: przyznaje dziką kartę np. Japonii - lipcowy szczyt jest batalią wprost mistrzowską, oddającą układ sił wśród potentatów.

Jesienią tego roku siatkarzy czeka mundial. Lepszego sprawdzianu niż LŚ nie znajdą, toteż większość trenerów ani myśli imprezę tę odpuszczać. Strategia polskiego selekcjonera Daniela Castellaniego jest jednak trudna do rozszyfrowania. Z jednej strony Argentyńczyk mobilizuje drużynę i prosi, by zabrała go na finał do ojczyzny, z drugiej zapowiada eksperymenty ze składem w najróżniejszych konfiguracjach, zakładając przy tym potknięcia.

Pojedynki z Niemcami, którymi Polacy otworzyli sezon (dwa mecze z Francją przed tygodniem były tak naprawdę pokazowe), zakończyły się klapą, ale Castellani nic a nic nie pomanewrował. Częściowo z własnej winy, bo choć na kontuzję podstawowego rozgrywającego Łukasza Żygadły (nadrozgrywający Paweł Zagumny odpoczywa przed kluczowymi spotkaniami) nie miał żadnego wpływu, to już narzekającego na kolano Michała Winiarskiego zabrał do Stuttgartu świadomie. Przyjmujący obejrzał mecze z trybun, czy będzie zdolny na kolejne pojedynki, nie wie nikt, nawet on sam.

Mimo problemów Polacy chcieli uporać się z rywalami i zgarnąć sześć punktów. Trzymając się planu zakładającego finał, to warunek konieczny, zwłaszcza w perspektywie spotkań z nieobliczalnymi i odzyskującymi światowy prestiż Kubańczykami. A że trener Niemców Raul Lozano też ma sporo kłopotów ze składem - m.in. złamana ręka podstawowego rozgrywającego Tischera - wszyscy liczyli, że biało-czerwoni przejdą przez inaugurację śpiewająco.

Pod ręką Lozano to jednak o wiele dojrzalszy zespół niż np. w ostatnich mistrzostwach Europy, kiedy to Polacy wygrali z nim 3:1. Trzymając się ściśle taktyki, wykorzystując ponadprzeciętne możliwości fizyczne (211 cm przyjmującego Kromma, 374 cm wyskoku w ataku atakującego Grozera), Niemcy skutecznie pozbywają się etykietki europejskiego średniaka, a zyskują renomę silnej, poukładanej drużyny, zdolnej zaszkodzić każdemu. Wystarczy wspomnieć, że zakończone niedawno eliminacje ME przebrnęli z sześcioma zwycięstwami i zaledwie jednym przegranym setem.

Polacy to jednak mistrzowie kontynentu, których w Stuttgarcie było aż siedmiu. Wyjąwszy Zagumnego i Daniela Plińskiego, w szóstce wybiegł złoty skład z Izmiru, zresztą nasza siatkówka - co podkreślają nie tylko trenerzy kadry, ale i działacze - rezerwy ma silne i szerokie. Z grą urozmaiconą, opartą na taktyce, Polacy mieli w nowym sezonie skutecznie dopasować się do każdego rywala. W Niemczech wypadli jednak fatalnie, zwłaszcza w ataku. Bez mocy i precyzji, wytrącając sobie największy atut, dzięki któremu sięgnęli choćby po złoto ME. Statystyka nieubłaganie obnaża drużynę Castellaniego w tym elemencie - np. niespełna 37 proc. skuteczności Bartosza Kurka w pierwszym meczu, czy ledwie pięć skończonych ataków Piotra Gruszki w drugim spotkaniu.

Biało-czerwoni nie byli zdolni wykreować lidera, którego rozgrywający obsługiwałby w ciemno. Tak jak w niemieckim zespole w ciemno obsługiwano Grozera (32 pkt w sobotę) lub Schwarza (70 proc. skuteczności w niedzielę). Statystyki obronionych akcji z soboty - 42 do 2 na korzyść Niemców - nawet zakładając pomyłkę liczących, lepiej nie komentować.

To dopiero początek LŚ, siatkarze proszą o cierpliwość i wyrozumiałość, tłumacząc, że grają bez solidnego treningu i w niepełnym składzie. Wiedzą jednak, że porażkami w Niemczech znacznie utrudnili sobie sprawę. Jeśli nie przywiozą kompletu zwycięstw z Argentyny oraz przynajmniej jednego z Kuby, szanse na finał radykalnie zmaleją. Wtedy zupełnie będą mogli oddać się przygotowaniem do MŚ, ale czy Castellaniemu i jego ekipie na pewno o to chodziło?

Niemcy - Polska 3:1 (23:25, 25:18, 25:22, 26:26) i 3:0 (28:26, 30:28, 25:18)

Polska (w obu meczach ten sam skład): Łomacz, Ruciak, Możdżonek, Gruszka, Kurek, Czarnowski, Gacek (libero) oraz Żygadło, Bartman, Jarosz, Mika.

W innych meczach: Kuba - Argentyna 3:1 i 3:2.

Kalendarz reprezentacji Polski:

2. kolejka (11-12.06.2010): Argentyna - Polska
3. kolejka (18-19.06.2010): Kuba - Polska
4. kolejka (25-27.06.2010): Polska - Argentyna
5. kolejka (30.06-04.07.2010): Polska - Kuba
6. kolejka (08-09.07.2010): Polska - Niemcy



Więcej o: