O Lewandowskim zrobiło się głośno trzy lata temu. Wówczas 19-latek startujący w jednej z najbardziej widowiskowych konkurencji lekkoatletycznych pobiegł na majowym mityngu w Hengelo w czasie 1.45,52. I podobno mógł pobiec szybciej. Okazało się, że w jego wieku gorsze wyniki miały legendy lekkoatletyki Sebastian Coe (1.53,7), Wilson Kipketer (1.47,2), który przez trzy lata był niepokonany na 800 m, mistrz olimpijski z Sydney Niemiec Nils Schuman (1.46,61), mistrz świata z 2001 r. Szwajcar Andre Bucher (1.45,71). - Już dawno wiedziałem, co się święci - mówił Paweł Czapiewski, który w wieku 19 lat biegał 1.48,28. - Widziałem, że ten smyk ma talent, bo biegałem z jego starszym bratem Tomaszem. Ma wszystko to, czego mi brakuje.
Przez te trzy lata Lewandowski zdobył tytuł mistrza Europy młodzieżowców, ale starty wśród seniorów pokazały, że w jego konkurencji oprócz płuc araba pełnej krwi trzeba zdobyć doświadczenie. W biegu na dwa okrążenia startuje tylu zawodników, ile jest torów, czasem o jeden-dwóch więcej, więc selekcja jest surowa. Konkurencja ze strony afrykańskich biegaczy ostra. Afrykanie zdominowali biegi na 800 metrów tak jak Karaibowie i Amerykanie w sprintach. Trzeba nauczyć się z nimi walczyć, trzeba nauczyć się najtrudniejszego - jak zająć korzystne miejsce przed ostatnimi 200 metrami biegu, bo to właśnie one zwykle decydują o miejscach na najważniejszych zawodach.
Młody biegacz nie wszedł do finału igrzysk olimpijskich w Pekinie. Był ósmy na zeszłorocznych mistrzostwach świata w Berlinie. Ale został uznany za jedną z trzech wschodzących, młodych gwiazd europejskiej lekkoatletyki.
Ten rok może być wielkim przełomem. Zimą Lewandowski zdecydował się na obóz treningowy w Kenii, aby podpatrzyć najlepszych i pobiegać z nimi wysokości 2200 m n.p.m. Teraz Polak jest najszybszy w Europie, sprzyja mu sytuacja, że ma w kraju znakomitego rywala Adama Kszczota, brązowego medalistę halowych mistrzostw świata.
Na zawodach światowych Lewandowski przegrywa tylko z dwoma najszybszymi na świecie - Kenijczykiem Davidem Lekutem Rudishą i Sudańczykiem Abubakerem Kakim. Właśnie taka kolejność była w Oslo. Lewandowski w trzecim starcie sezonu zbliżył się do rekordu życiowego i do rekordu Polski - być może obydwa zostałyby pobite, gdyby bieg rozwinął się idealnie dla Lewandowskiego. Ale Kaki i Rudisha narzucili zbyt mocne tempo, chcieli zmierzyć się z rekordem świata Kipketera - Kenijczykowi zabrakło do tego niecałą sekundę, ale obaj z Kakim pobili rekord prestiżowego mityngu należący od 1979 roku do Sebastiana Coe (Anglik obserwował wydarzenia z trybun) i teraz do nich należą najlepsze wyniki sezonu. Polak nie chciał ryzykować utraty sił, później ciągnął drugą grupę biegaczy.
- Ten sezon zaczyna się idealnie - mówi trener Lewandowskiego i jednocześnie jego starszy brat Tomasz. - W porównaniu z poprzednimi to różnica klasy.
Po serii startów Lewandowscy jadą do wysokogórskiego Font Romeu w Pirenejach i zostają tam aż do mistrzostw Europy w Barcelonie. Polak będzie jednym z głównych faworytów. Ale zapewne będzie tam również fantastyczny walczak na ostatnich metrach Jurij Borżakowski. Rosjanin - mistrz olimpijski z Aten - zaszył się gdzieś głęboko w Rosji i nie wyściubia nosa na żadne zawody.
W niedzielę Polak startuje w mityngu Enea Cup w Bydgoszczy. Polski Związek Lekkoatletyczny uznał, że zwycięzca rywalizacji - najważniejsi rywale to Lewandowski, Kszczot i były brązowy medalista mistrzostw świata Paweł Czapiewski - wystartuje w Pucharze Europy w Bergen w połowie czerwca.