Berlin 2009. Artur Noga nigdy nie pęka

Piąty płotkarz igrzysk olimpijskich Artur Noga walczy dziś(relacja na żywo Z Czuba na portalu Sport.pl od godziny 18.00) o finał i być może o medal w konkurencji, w której Europejczycy mają marne szanse. - Noga to ewenement - mówi jego trener Andrzej Radiuk
Noga wszedł w środę do półfinału, wbiegając na metę w tym samym czasie co dwaj najszybsi rywale jego serii. - Sam się trochę przestraszyłem początku, taki był słaby. Dopiero od szóstego płotka złapałem właściwy rytm i mogłem gonić - powiedział Polak.

Konkurencja Nogi jest wielowymiarowym polem walki. Zasadniczo sprinter im szybszy, tym lepszy, ale ponieważ musi się zmieścić między płotkami, szybkość powinien powiązać z rytmem kroków i pokonywaniem przeszkód. Stąd często niespodziewane wyniki w eliminacjach oraz częste kontuzje.

Mistrz olimpijski i najszybszy w tym roku Kubańczyk Dayron Robles omal nie przepadł w eliminacjach z powodu kontuzji. - Na urodziny Fidela Castro obiecałem przywódcy Kuby złoty medal. Chcę spełnić obietnicę. Jestem wojownikiem, będę walczył. Mam krzyż, który nosiłem, gdy wygrywałem w olimpijskim finale w Pekinie i gdy biłem rekord świata - powiedział Robles, co przypomina innego faworyta, który przepadł, walcząc dla ojczyzny - Liu Xianga. W Pekinie Chińczyk zrezygnował w udziału w finale z powodu kontuzji, powodując masowe wyjście publiczności ze stadionu.

Kubańczyk awansował do półfinału dzięki trzeciemu miejscu w swoim biegu, ale z najsłabszym czasem półfinałów. Jeden z Amerykanów, którzy zwykle są faworytami, również złapał kontuzję i odpadł.

Tymczasem najlepszy w eliminacjach był Daniel Kiss. Gdyby nie bieg w eliminacjach, Węgra w ogóle nie byłoby na światowych listach.

Radosław Leniarski, Jakub Ciastoń: Czy Artur Noga to najbardziej utalentowany zawodnik, z jakim pracował pan przez 40 lat kariery trenerskiej?

Andrzej Radiuk, trener płotkarzy, pracuje od pięciu lat z Arturem Nogą: Utalentowanych chłopaków jest w sporcie sporo. Tyle że gubią się po drodze i większość się nie spełnia.

Dlaczego się gubią?

- Jeśli ktoś biega na poziomie mistrza świata juniorów, powinien szukać ostrej, ale też pewnej i bezpiecznej drogi w górę. Bo już wiadomo, że przeszedł próbę ognia i się sprawdził. Chodzi o to, aby znalazł właściwego przewodnika. Żeby para ludzi natrafiła na siebie. Żeby nie było przypadku. Poprzedni trener Artura Karol Szynol doprowadził go do wyniku, powiedzmy, 13,6 s i niejako przekazał go mnie, bym go dalej rozwijał. To jest szacunek dla pracy Artura, a szacunek dla pracy jest silny na Śląsku. Znany menedżer Czesław Zapała, który chciał pracować z Arturem, pojechał najpierw do trenera Szynola i do rodziców Artura do Raciborza, a oni wszyscy odesłali go do mnie. Jak przyjeżdżam do Raciborza, tata Artura wita mnie na stacji. On w tym klimacie zaufania rośnie. Ma pewność, że nie dostał się w ręce trenera, który uczy się na nim i na nim wyrabia sobie nazwisko, tylko odwrotnie, i ma zaufanie.

Kiedy zaczął z nim pan pracować, zaskoczył czymś pana?

- Tak. Przechodząc do mnie w 2004 roku, praktycznie nie mógł nic robić, bo po przeciążeniach treningowych kontuzja goniła kontuzję.

Skąd się wzięły?

- Jak to się często zdarza w sporcie, trener, chcąc szybko odnieść sukces z zawodnikiem, ładuje w niego siłowe ćwiczenia. Potem trenerzy myślą: jak on jest taki szybki w wieku 16 lat, to co będzie za pięć lat?

Nic nie będzie, bo zawodnik nie będzie miał rezerw.

Chłopak rósł jak na drożdżach, więc szkielet, mięśnie, koordynacja były nieustabilizowane. Przeprowadziliśmy kompleksowe badania, rezonanse itd. I z tymi badaniami zasięgnąłem języka u lekarzy ortopedów, którzy mi powiedzieli, że Artur powinien właściwie zakończyć karierę. Trzeba więc go było prowadzić wyjątkowo delikatnie. Wydałem zakazy: żadnych startów w innych konkurencjach, bo mu się zdarzało. Zakazałem - z nielicznymi wyjątkami - startów w hali, która niszczy stawy. Wyłączyliśmy wieloskoki, które przecież są podstawą treningu lekkoatlety. Zakazałem niektórych ćwiczeń na siłowni. Pozostały tylko zabawy z 30-kilogramową sztangą. Jak pojechaliśmy na mistrzostwa świata juniorów do Pekinu w 2006 roku, na obozie aklimatyzacyjnym na siłowni spotkaliśmy czwórkę Amerykanów. Artur ćwiczył już wtedy ze sztangą 35-kilogramową, a oni 100-120 kg. Patrzyli na nas i się podśmiewali. Po finale, gdy Artur wygrał i zrobił najlepszy czas sezonu na świecie, przyszli do niego amerykańscy trenerzy z propozycjami kontraktów na uniwersytetach.

Ale chyba nie ćwiczy wciąż z obciążeniem 35 kg?

- Teraz doszedł z ciężarami do 50 kg. To wciąż jest zabawa, bo sprinterki, które ważą pięćdziesiąt kilka kilogramów, dźwigają 100-110 kg. Lekarze jednak twierdzą, że Artur do 23. roku życia rośnie i że muszę uważać. Faktycznie, na ostatnich badaniach w Centralnym Ośrodku Medycyny Sportowej okazało się, że w ciągu pół roku Artur znów urósł o 2 cm. Dlatego trenuje jak 16-latek. No, ale proszę sobie wyobrazić, jakie on ma rezerwy!

Rezerwy to przyszłość. Jakim cudem biega tak szybko teraz?

- Jest ewenementem. Nie wiem jak. Ale wiem, jak trenują Dayron Robles i Xi Yang - dźwigają po 160 kg, są katowani nieludzko. Biegają szybko, to fakt, ale jak wiadomo, już się sypią. Artur jest jedynym w czołówce trenującym jak dziecko.

W Pekinie mówiło się o tym, że gdyby dobiegnięcie do pierwszych płotków było takie jak cała reszta, Artur miałby medal. Wiadomo, że te pierwsze metry zależą w dużej mierze od zajęć na siłowni.

- Właśnie, on nie mógł zdobyć w Pekinie medalu, nie przy takiej sile. Jak skończy 23 lata, będę mógł zacząć męski trening. Na rok przed igrzyskami w Londynie!

Ale już teraz Artur biega szybciej w pierwszej części dystansu.

Konkurencja 110 m ppł. na mistrzostwach świata odbywa się dokładnie w takim czasie jak na igrzyskach w Pekinie. Mam dokładnie rozpisany każdy dzień 2008 roku i jeśli porównam w dzienniczku 18 lipca, widzę, że Artur jest teraz o niebo szybszy. Że złapał taki gaz, że nie wyrabia się w płotkach. Jak złapał niedawno drobną kontuzję stopy, to właśnie z tego powodu. Jest za szybki.

Więc nie chcę, by startował, tylko żeby trenował i poprawiał technikę. Każdy wyjazd to strata czasu. Niektórzy sportowcy nie wytrzymują nerwowo i startują, aby zarobić kasę, ale Artur rozumie, że przyjdzie na to czas.

Czy da się go porównać z innymi płotkarzami takimi jak bracia Wodzyńscy, Jan Pusty?

- Oni zupełnie inaczej pracowali. Nie da się ich porównać, ale powiem tak: kiedyś odkryłem olbrzymi talent na zawodach szkolnych na Śląsku - Adama Galanta. Nawet nie wszedł do finału w tych zawodach, ale ja go obserwowałem i chciałem go wziąć do Warszawy. I na halowych mistrzostwach Europy w Rotterdamie w 1973 roku zdobył pierwszy medal dla Polski na płotkach. Enerdowscy trenerzy mówili mi wtedy - masz przyszłego rekordzistę świata. Skąd taka ocena?

Po kilku latach Galant odniósł ciężką kontuzję. W klubie kazali mu skakać w dal na zawodach. I skakał, choć mu zakazałem. Miał operację. Dzięki tej operacji dowiedzieliśmy się, że Galant miał ilość białych włókien niespotykaną u białego człowieka. Wiem więc na pewno, że to był wielki talent. Miał wrodzony geniusz szybkości.

Bracia Wodzyńscy - mieli talent do rytmu, do techniki. Ale Noga łączy w sobie wszystkie elementy, czego brakowało tamtym - rytm, szybkość, technikę.

I wreszcie, być może najważniejsza, rzadko spotykana cecha u polskich zawodników. Artur nie peszy się wielkim stadionem, a większość się spala. Na 66 zawodników w Pekinie tylko kilku pobiło rekord życiowy, w tym Artur. W całej polskiej ekipie tylko on i Tomasz Majewski dwukrotnie bili życiówki. To jest dowód. po prostu on to w sobie ma. Nie pęka.

Podam przykład. Do startu Artur rozgrzewa się inaczej niż rywale. My jesteśmy z boku i na płotki wchodzimy w ostatnim momencie, kiedy inni już sądzą, że Artur nie wystartuje. Do callroomu również wchodzi jako ostatni. Czasem ja się bardziej denerwuję i on wtedy mówi: "Spokojnie, trenerze, mam być o 18.10? A która jest, pięć po? Więc o co chodzi?". Potwornie silna psychika.

Dziś na MŚ

W środę do finału rzutu dyskiem awansowała z czwartym wynikiem eliminacji (62,43 m) Żaneta Glanc. Na 12. miejscu, ostatnim dającym awans do finału, znalazł się skoczek wzwyż Sylwester Bednarek, który pokonał wysokość 2,27 m.

Finał rzutu dyskiem kobiet w piątek, 20,20

Finał skoku wzwyż mężczyzn w piątek, 19.15

Półfinały 110 ppł. w czwartek, 18.15, finał o 20.55

Zobacz także
  • Piotr Małachowski Małachowski: Po pierwszym rzucie wierzyłem, że będę mistrzem świata
  • Szymon Ziółkowski Lekkoatletyczne MŚ: Srebro Ziółkowskiego w Poznaniu nie robi wrażenia
  • Piotr Małachowski Berlin 2009. Srebro Małachowskiego, czyli palec boży