Sport.pl

Sam Colonna, trener Gołoty: Wałujewa trzeba pobić szybkością

Trener Sam Colona nie boi się o Andrzeja Gołotę, gdy ten stanie w ringu z olbrzymem Nikołajem Wałujewem. Boi się o Gołotę w walce z Rayem Austinem
"Diablo": jestem lepszy od mistrza »

Pojedynek z Austinem Gołota stoczy 7 listopada w chińskim Chengdu, dopiero potem jego przeciwnikiem może być Wałujew, olbrzym z Sankt Petersburga, mistrz świata federacji WBA. Jeśli doszłoby do walki, Gołota będzie bodaj pierwszym pięściarzem wagi ciężkiej, który otrzyma piątą szansę na tytuł po czterech nieudanych próbach.

Po ucieczce z Polski w 1991 roku, zaczął trenować w Chicago w Windy City Gym pod okiem Sama Colonny, który prowadził szkółkę pięściarską, wystawiając wielu zawodników w amatorskich turniejach o Złote Rękawice. Przez kilka lat Gołotą zajmowali się Lou Duva, Roger Bloodworth i Al Certo. Od 2003 roku Gołota znów ćwiczy ze swoim starym trenerem.

Pojedynek z Wałujewem zaplanowany jest na 11 grudnia. Między walkami jest zaledwie pięć tygodni. Zdarzało się, że Gołota walczył i co trzy tygodnie, jednak było to ... 15 lat temu.

Radosław Leniarski: Gdyby Gołota wygrał z Wałujewem, automatycznie czekałaby go walka z fantastycznym Rusłanem Czagajewem. Perspektywa szeroka jak na 41-latka...

Sam Colonna: Na razie to nie przejmuję się następnymi rywalami, tylko przeciwnikiem, z którym Andrzej zmierzy się 7 listopada w Chinach. Ray Austin jest groźnym pięściarzem. Ile on już jest w ringu? 10 lat? Ciężko się z nim walczy, stoczył dwie mocne, remisowe pojedynki z Larrym Donaldem i Sultanem Ibragimowem, kiedy był na deskach, ale wstał i doprowadził do nokdaunu Ibragimowa. Zna wszystkie ringowe chwyty. Z tą świadomością przygotowujemy się od trzech miesięcy. Właśnie skończyliśmy ponaddwugodzinny trening w ringu. Dużo czasu spędziliśmy w górach Kolorado, ćwicząc wytrzymałość. Aby oszczędzać kolana, Andrzej głównie jeździ na rowerze górskim. Pokonywał w dobrym tempie 75-90 kilometrów dziennie.

Po klasie przeciwników w sparingach można wyczuć, czy pięściarz solidnie podchodzi do najbliższego pojedynku. Z kim Gołota spotyka się na sparingach?

- Teraz mamy trzech sparingpartnerów. Jason Robinson, który walczył w wadze juniorciężkiej, ale ostatnio przybrał na wadze. Steve Johnson, który też walczył kiedyś w niższej kategorii i jest leworęczny, co jest niezłym wyzwaniem dla Andrzeja.

Mamy też Marcellusa Browna. Brown jest potężnym mężczyzną, bo ma tyle wzrostu co Nikołaj Wałujew. Zdarzało się, że ważył też tyle co Wałujew - 130 kg. Marcellus ma za sobą kilka pojedynków z mistrzami świata - walczył z Lamonem Brewsterem, Tommym Morrisonem, Trevorem Berbickiem.

Mimo wszystko nazwiska sparingpartnerów nie rzucają na kolana, bo to głównie pięściarze, którzy zakończyli kariery albo mają długą przerwę w boksowaniu. Taki olbrzym sparingpartner to z powodu planowanej walki z Wałujewem?

- Ray Austin ma prawie dwa metry wzrostu, więc też nie jest ułomkiem. Andrzej pod względem warunków fizycznych im obydwu ustępuje. Trening w ringu z Brownem ma mu przypomnieć, jak się walczy z wysokimi pięściarzami.

Nie niepokoi się pan, że między pojedynkiem z Austinem i planowaną walką z Wałujewem będzie zaledwie pięć tygodni przerwy. Rozumiem, że pięściarz pali się do pojedynku o tytuł mistrza świata, ale czy trener nie powinien go trochę hamować?

- Ale jak można by się lepiej zachować, kiedy ktoś proponuje pojedynek o mistrzostwo świata? Po prostu odmowa byłaby wbrew charakterowi Andrzeja. Przecież doskonale wiedzieliśmy, że przerwa jest krótka. Don King [promotor] powiedział jednak wyraźnie: jeśli powiecie "nie", znajdziemy innego przeciwnika. Żadnych negocjacji w sprawie terminu. Do walki z Wałujewem palą się bracia Kliczkowie i inni. Słyszałem, że chce z nim spróbować szczęścia Evander Holyfield. Pech polega na tym, że Andrzejowi łatwiej byłoby pokonać Wałujewa niż Austina.

Dlaczego?

- Wałujew jest wolniejszy od Austina i od Andrzeja. Zabiliby go szybkością. Gołota wie, jak walczy się z większymi od siebie zawodnikami. No i mamy teraz Marcellusa, na treningach Gołota nie ma z nim żadnego problemu.

Ale Andrzej ma 41 lat. Szybkość jest pierwszą cechą motoryczną, która słabnie wraz z wiekiem. Gołota jest wyjątkiem?

- Gdyby pan widział walkę Bernarda Hopkinsa z Kellym Pavlikiem w poprzednią sobotę, nie gadałby pan podobnych bzdur. 43-letni Hopkins całkowicie zdominował wschodzącą gwiazdę, pięściarza w optymalnym momencie kariery, bo 26-letniego. O Pavliku mówiło się, że może wszystko, że ma szybkie ręce, że będzie rządził w kategorii półciężkiej. Gdzie była ta gwiazda w sobotę?

Można się zgodzić, że szybkość Andrzeja nie jest taka jak w 1995 roku. Nikt w kategorii ciężkiej nie miał też lepszego lewego prostego. Miał świetną pracę nóg, dysponował potężną siłą uderzenia z obydwu rąk. Cóż, teraz może nie ma takiego refleksu jak 10 lat temu. Ale ma potężną determinację i haruje jak wół, aby spełniło się jego marzenie - tytuł mistrza świata. Chciałbym, aby trenował tak 15 lat temu, kiedy zdarzało się, że spóźniał się na treningi. Znam go od 1991 roku. Wtedy zdarzało się często, że przychodziłem na trening i pierwsze, co robiłem, to pytałem: Gdzie jest Andrew? I zwykle dostawałem odpowiedź: - Nie widziałem go, chyba jeszcze nie przyszedł. Teraz przychodzę na trening i Andrew jest już po rozgrzewce. I daje z siebie wszystko.

Tym zrekompensuje straty w szybkości. No i nie będzie walczył z Muhammadem Alim. Austin nie jest demonem szybkości, a tym bardziej Wałujew.

Może pan wyjaśnić, skąd ta zmiana Gołoty z, łagodnie mówiąc, lekkoducha z lat 90., w obecnego - zdyscyplinowanego pięściarza?

- To chyba jest normalny mechanizm. Wszyscy dojrzewamy i poważniejemy.

U Andrew jest jeszcze coś. Mianowicie on jeszcze nie spełnił się jako pięściarz. Ma od zawsze wszelkie dane, aby zostać mistrzem świata. Bił się z najlepszymi. Naprawdę mało jest teraz pięściarzy, którzy mają rekord pojedynków taki jak Andrew. Teraz pięściarze są chowani w Niemczech, w Europie i z kim walczą? Andrzej bił się z Riddickiem Bowe, gdy ten był najlepszy na świecie, z Lennoksem Lewisem, gdy ten był najlepszy na świecie, z Mikiem Tysonem, Chrisem Byrdem, Johnym Ruizem, Lamonem Brewsterem, czyli mistrzami świata. Bił się z takimi, z którymi nikt nie chciał walczyć, jak na przykład z Coreyem Sandersem, z młodymi głodnymi wilkami takimi jak Dannell Nicholson czy Mike Mollo i to w różnych momentach kariery.

Spójrzmy - mistrzem jest Wałujew, byli nimi ci wszyscy goście ze Wschodu (chodzi o Ibragimowa, Czagajewa, Maskajewa), byli Ruiz, Byrd i cała masa innych wcale nie lepszych od Gołoty. A on jeszcze nie został mistrzem. Myślę, że to dlatego teraz tak haruje. Jego najważniejszą motywacją jest poczucie, że czas mu ucieka. Jest to motywacja nawet ważniejsza niż pieniądze - czyli coś, co go pchało do przodu w latach 90.

Gdyby miał pan wymienić pięciu najlepszych na świecie pięściarzy wagi ciężkiej, to jakie to byłyby nazwiska?

- Dwaj bracia Kliczko są rzeczywiście niesamowici. Ustanowili swoją własną ligę. Następny jest Rosjanin Aleksander Powietkin - obserwowałem go od pewnego czasu. Pięściarz z dobrym rekordem walk, z dobrą karierą amatorską, 16 zwycięstw w zawodowstwie, ale też chowany gdzieś w Europie. Miał walczył w grudniu z Władymirem Kliczką, ale złapał kontuzję. Mam oko na pięściarza z Kalifornii - nazywa się Chris Arreola, jest synem boksera i pamiętam, jak w 2001 roku w Reno na krajowym finale Złotych Rękawic wygrał turniej po zaledwie dwóch miesiącach treningu. Teraz ma 27 lat, sporo z nich zmarnował, ale mimo to ma jeszcze wiele walk przed sobą.

No i jest grupa pięściarzy, którzy są w biznesie już od dawna, i czasem nie wiadomo, dlaczego przegrywają ważne walki. Czyli między innymi Andrew, ale też Samuel Peter, który przegrał w Niemczech z Witalijem Kliczką nie wiadomo dlaczego, wyglądając w ringu jak zagubione dziecko w lesie.

rozmawiał

Albert Sosnowski: "Wierzę w siebie i chcę wrócić" »