Sport.pl

Dariusz Wołowski: Dobry związek z wątpliwościami

Lech nie ma pieniędzy, ale ma markę, kibiców i siedzibę w dużym mieście, które spragnione jest dobrej piłki. Amica pieniądze ma, ale pochodzi z maleńkich Wronek, gdzie za mało jest szans na wielki futbol. Dlatego ten związek wygląda tak logicznie, bo nowy klub będzie miał wszystko, co trzeba.
Polskiej piłce z pewnością lepiej przysłuży się jeden silny zespół z aspiracjami niż dwa przeciętne, które w Europie nie znaczą nic. Być może to właśnie nowy Lech będzie pierwszą polską drużyną, która zagra w Champions League? Czekamy już przecież dziesięć lat. Na razie to tylko marzenia, ale takim stanie jak dziś ani Lech, ani Amica nie miały nawet prawa marzyć.

Fuzje piłkarskie to jednak w Polsce materia delikatna. Kojarzą się jak najgorzej, bo robiono je dotąd po to, by nowy klub nie musiał płacić starych długów. Załatwiano doraźnie interesy, po czym główni autorzy fuzji rozbiegali się w różne strony, zostawiając po sobie długi jeszcze większe. I kluby z przyszłością jeszcze gorszą. Lub bez przyszłości.

Nowy Lech ma zacząć uczciwie. Szefowie Amiki mają dać pieniądze, zaprowadzić w klubie porządek (na przykład z chuliganami, którzy się po nim panoszą), postawić na nogi to, co stoi na głowie. Ta fuzja powinna być więc zupełnie inna. Ale już na początku jest kilka wątpliwości. Amica i Lech połączą się po sezonie, a na razie muszą uważać, by ich gra wiosną nie przemieniła się w farsę. Bo jak będzie wyglądał mecz tych drużyn, skoro już wiadomo, że są właściwie tym samym zespołem? Jeśli ci, którzy mają tworzyć nowego Lecha, zaczną od kalkulacji i reżyserowania wiosny, tak by była korzystna dla przyszłości klubu, fuzja stanie pod znakiem zapytania wcześniej niż przebrzmią dzisiejsze słowa uznania.