Sport.pl

Polska - Armenia. Reprezentacja uzależniona

Niedawno wydawało się, że kadra Adama Nawałki ma mnóstwo atutów, dziś jeden wybija się wysoko ponad wszystkie.
Obrazek półprzytomnego z emocji prezydenta Dudy skandującego przed kamerami Polsatu nazwisko napastnika Bayernu pozostanie dla mnie najgłębszym wspomnieniem meczu z Armenią. Głowa państwa składała hołd bohaterowi drużyny, która pokonała w Warszawie 112. zespół rankingu FIFA. Bramka Lewandowskiego w 95. min uratowała punkty, zaraz po tym jak Aras Özbiliz kopnął piłkę obok słupka w sytuacji sam na sam z Łukaszem Fabiańskim. W 70 sekund kibic przebył z zespołem drogę z piekła do nieba.

Kiedy ochłonął, przez głowę przebiegły mu niepokojące myśli. Ćwierćfinalista Euro 2016 był o krok od porażki z ostatnim zespołem w tabeli, grającym przez godzinę w dziesiątkę. Z jednej strony taki mecz buduje sportową dramaturgię, uzmysławia samym piłkarzom, że wszystko jest możliwe do końca, ale z drugiej - nikt nie chce nawet myśleć, co by było, gdyby kadra Nawałki musiała zagrać choć jeden mecz w tych eliminacjach bez swojego kapitana.

Część z nas była poruszona, gdy trener Danii Age Hareide powiedział, że Polska jest drużyną łatwą do rozszyfrowania. A po porażce w Warszawie dodał, że oba zespoły różni osoba Lewandowskiego. Rzeczywiście w kwalifikacjach do rosyjskich mistrzostw świata kapitan ciągnie drużynę za uszy, sprawia wrażenie, jakby połowa jej atutów przepływała przez jego buty. Cztery gole z sześciu zdobytych plus ten piąty, a pierwszy z Ormianami, gdzie po jego strzale zdezorientowany obrońca wpakował piłkę do własnej bramki.

Trudno się złościć na Hareide, bo zespół jednej gwiazdy rzeczywiście jest przewidywalny i łatwiejszy do zatrzymania. Nietrudno przewidzieć, jak grają Polacy, skoro każda akcja musi mieć stempel jednego zawodnika. Kuba Błaszczykowski zaliczył przy zwycięskim golu z Ormianami wspaniałą asystę, ale gdyby rywale zablokowali Lewandowskiego, mieliby remis.

A przecież jeszcze do niedawna spieraliśmy się, kto był najlepszy w drużynie Nawałki na Euro 2016. Grzegorz Krychowiak przenosił pozycję nietykalnego w Sevilli na zarządzanie środkiem pola reprezentacji. Błaszczykowski zdobywał bramki, miał asysty, wykonywał tytaniczną pracę w tyłach. Kamil Glik szefował obronie niemal nie do przejścia, u jego boku rozbłysła gwiazda Michała Pazdana. Kamil Grosicki włączał turbo, Arkadiusz Milik był wsparciem dla Lewandowskiego. Łukasz Piszczek i Artur Jędrzejczyk, zabezpieczając tyły, pchali do przodu polskie skrzydła. Ćwierćfinał z późniejszymi mistrzami z Portugalii pozostawił wrażenie wspólnej i solidnie wykonanej pracy, choć przegrany.

Piłkarze byli wobec siebie wymagający bardziej niż kibice, powtarzali, że awans do ósemki najlepszych w Europie to za mało, by mówić o sukcesie. Spektakularne, stumilionowe transfery podgrzały atmosferę wokół kadry, która jesienią, zamiast wykonać kolejny krok, popada w stagnację i uzależnienie od swojej największej gwiazdy.

Główna zmiana Nawałki polega na odważnym wprowadzeniu do środka pomocy Piotra Zielińskiego, kreatywnego, zdolnego 22-latka. To piłkarz ofensywny i trudno obarczyć go winą za to, że w trzech meczach kwalifikacji mundialu w Rosji drużyna straciła aż 5 goli. Gdyby Polacy tak bronili na francuskim Euro (2 bramki stracone w 5 spotkaniach), nie byłoby mowy o odrodzeniu drużyny narodowej.

Lista trudności, z jakimi boryka się dziś Nawałka, jest znacząca - od kontuzji Milika i Pazdana, przez Bartosza Kapustkę i Krychowiaka szukających miejsca w nowych klubach. Żaden selekcjoner nie pracuje w warunkach idealnych, polski kroi drużynę z ledwie kilkunastu dobrych graczy. I może sobie poradzić wyłącznie przy maksymalnym zaangażowaniu wszystkich.

Przekaz Lewandowskiego po zwycięstwie z Armenią był jasny: Polska nie jest na tyle mocna, by wygrywać choćby ze słabeuszami bez 100-procentowego poświęcenia. Pocieszający może być fakt, że takie mecze jak z Kazachami i Ormianami uświadamiają to piłkarzom. Zbigniew Boniek przypominał, że na dwóch słabszych drużynach można zdobyć aż 12 pkt, co jest fundamentem walki o MŚ. Z tej puli Polakom pozostało 10 pkt, a niewiele brakowało, żeby stanęło na siedmiu. Wtedy straty z outsiderami trzeba by odrobić na Rumunach, Czarnogórcach i Duńczykach. Czyli o awans na mundial byłoby bezdyskusyjnie trudnej.



Teodorczyk zastąpił Milika, ale chyba nie tak jak marzyliśmy [Memy po Polska - Armenia]