Sport.pl

Juskowiak: Czy Bayern naprawdę chce Roberta

- Brak pisemnej oferty dla Borussii Dortmund daje do myślenia. Gdy Bayern jest zdeterminowany, by kogoś wziąć, to płaci i bierze - mówi o transferze Lewandowskiego były reprezentant Polski Andrzej Juskowiak.
Robert Błoński: Wiele tygodni temu menedżerowie Lewandowskiego ogłosili, że w następnym sezonie wicekról strzelców Bundesligi chce zamienić Borussię Dortmund na lepszą drużynę. Serial zmienił się w telenowelę.

Andrzej Juskowiak: Jest klasycznie - kto nie obejrzał dziesięciu odcinków i znowu otworzył gazetę, był na bieżąco. U głównych bohaterów niewiele się zmieniło. Roberta wciąż wiąże roczna umowa z Borussią. Klub nie chce słyszeć o transferze do Bayernu, prezes Watzke zapewnia, że Robert zostaje, Bayern milczy. W pewnym momencie akcja poszła w złym kierunku i wymknęła się spod kontroli scenarzystów. Początek był dobry. Rozumiem, że aby sprzedać polskiego piłkarza za 25-30 mln euro, musi być o nim głośno. Mało kto przypuszczał, że w półfinale Champions League strzeli cztery gole Realowi i nie będzie potrzebował reklamy. Jego menedżerowie chcieli wzbudzić zainteresowanie w Europie, klub dementował plotki o transferze, wypowiadali się eksperci, padały nazwy kolejnych klubów. Spirala się nakręcała. Ale ktoś zapomniał w pewnym momencie to uciąć.

Najlepszym momentem na ostatni odcinek był półfinał z Realem. Bomba wybuchła, ale nie taka, jak przypuszczałem. Klub z Monachium ogłosił, że korzysta z klauzuli w kontrakcie wychowanka Borussii Mario Götzego i wykupuje go za 37 mln euro. To był policzek dla Dortmundu. Po finale Champions League Cezary Kucharski powiedział, że Robert wybrał Monachium. Jeśli nie miał pisemnej gwarancji transferu, popełnił błąd. Wygląda, jakby działacze Borussii dali słowo Lewandowskiemu, że latem będzie mógł odejść. Tyle że obiecywali to jeszcze z Götzem w składzie. Po tym transferze sytuacja się zmieniła. Borussia się wycofuje. Sprawa ciągnie się w nieskończoność i negatywnie wpływa na wizerunek zawodnika. Kibice pamiętają jego gole, ale codziennie czytają, że w powietrzu wisi zmiana klubu.

I to na największego konkurenta.

- Dwa lata temu Bayern ogłosił, że sprowadza bramkarza Manuela Neuera z Schalke, a monachijscy ultrasi nie zaakceptowali transferu. Szefowie klubu porozmawiali z nimi, ale się nie ugięli i teraz, także dzięki interwencjom Neuera, wygrali Champions League. Oni są stanowczy, wiedzą, że garstka kibiców to nie cały stadion, i jeśli uważają, że jakiś piłkarz pomoże im odnosić sukcesy, to go kupują.

Nie dziwiłeś się, że Robert i otoczenie tak otwarcie mówią o nowym zespole?

- Miał sezon bez słabszych momentów, dlatego uniknął kłopotów. Gdyby przestał strzelać, krytyka byłaby większa. Wiele wypowiedzi osób z otoczenia Roberta zaogniało sytuację. Kibice z Signal Iduna Park traktują polskiego piłkarza jak najemnika, jednego z wielu, którzy zrobili wiele dobrego dla klubu i odeszli. To nie Götze, który trenował, grał i mieszkał tam od dziecka.

A jeśli Lewandowski zostanie?

- Największą rolę odegra trener Jürgen Klopp. Nie sądzę, by Robert miał kłopoty, byle dobrze grał. W Niemczech zawodnika odchodzącego po sezonie nie zsyła się za karę do rezerw jak w Polsce. Zimą z Schalke do Tottenhamu odszedł reprezentant Niemiec Lewis Holtby. Końcówkę jesieni, pół roku przed końcem umowy, miał znakomitą. Chorwat Ivica Olić, który w 2009 r. odchodził za darmo do Bayernu, do końca był jednym z najlepszych zawodników Hamburga.

Nie brakuje ci w telenoweli odcinka z pisemną ofertą Bayernu dla Borussii?

- Brakuje, i to daje do myślenia, czy są zdeterminowani, by za wszelką cenę kupić Roberta już teraz. Jeśli Bayern kogoś chce, to płaci. Nie wiem, dlaczego teraz zwleka. Może gra na zwłokę? Może siedzi cicho, by jak najbardziej ucierpiał wizerunek Borussii, która musi się tłumaczyć z czegoś, co się nie wydarzyło? Przez cały następny sezon Bayern będzie mógł odgrzewać tego kotleta i przypominać, że w 2014 r. Robert i tak będzie ich. To też metoda na osłabienie rywala.

Borussia nie chce być supermarketem, w którym Bayern może kupować w każdej chwili.

- Nie dziwię się. Borussia czeka na konkretną propozycję, a na razie mamy do czynienia ze spekulacjami. Nie wyobrażam sobie jednak takiej sytuacji w Bayernie. Nie do zaakceptowania byłyby wypowiedzi agentów w trakcie sezonu, że ich klient odchodzi do największego rywala. Nawet jeśli byłaby akceptacja klubu, obie strony musiałyby być fair i milczeć do końca.

W ubiegłym sezonie Robin ven Persie rok przed końcem umowy z Arsenalem wymusił transfer do Manchesteru Utd. I został królem strzelców Premier League. Fernando Llorente chciał rok temu odejść z Athleticu do Juventusu, klub się nie zgodził i Llorente grał w Bilbao do końca kontraktu. Trafił do Turynu teraz, ale po bardzo nieudanym sezonie, w którym strzelił ledwie cztery gole.

- To przestroga dla Roberta. Od Llorente odwrócili się kibice, traktowali go jak zdrajcę i cokolwiek by zrobił, byłoby źle. Rok w takiej atmosferze może się odbić na formie, ale myślę, że presja na Robercie byłaby mniejsza. Nie jest tak związany z klubem i regionem jak Bask.

Götze odszedł do Bayernu, Santana do największego rywala BVB Schalke, i to ze słowami: "Trener Klopp jest osłem", a krytyka i tak spada na Lewandowskiego oraz Kucharskiego.

- Tamte transfery nie miały historii, a tu jest wielowątkowa, długa, z bardzo ciekawymi bohaterami. Idealna na sezon ogórkowy.

A jak pozostanie Roberta przyjmie szatnia Borussii?

- Bez problemów. Są przyzwyczajeni do spekulacji i pogodzeni z tym, że Robert odejdzie. Bramkarz i kapitan Roman Weidenfeller żartował, że po wyjazdowych meczach Ligi Mistrzów sprawdzał, czy Robert jest w autokarze, bo każdy rywal mógł być jego nowym miejscem pracy. Byłem w Dortmundzie, kiedy ogłoszono transfer Götzego. Pojechałem na trening, który miał być pod eskortą policji. Götze przyjechał do ośrodka z Marco Reusem, przy linii bocznej stało tylko dwóch policjantów, a na boisku słyszałem żarty i śmichy-chichy. Tak wygląda profesjonalizm, większość kolegów wiedziała, że Mario idzie do Bayernu, ale dopóki był zawodnikiem Borussii, traktowano go jak swojego. W Polsce myślimy, że to atmosferą wygrywa się mecze, a tworzą ją wspólne grille czy kawa. Tam trzeba być w pełni profesjonalnie przygotowanym do treningu. Wszyscy mają się lubić i jeden za drugiego walczyć tylko na boisku. To, co dzieje się obok, nie ma znaczenia. Robert usłyszy parę żartów, a potem wszyscy wezmą się do roboty.

Dziwi cię jego upór? Chce tylko Bayernu.

- Trochę dziwi, bo w telenoweli pojawiają się oba Manchestery, Chelsea, Real Madryt. Wielkie kluby, porównywalne z Bayernem, choć to ci ostatni wydają się najlepiej przygotowani, by dominować w Europie. Mają trenera Guardiolę i pieniądze. Robert zna Bundesligę, język, wie, że skoro strzelał gole w koszulce Borussii, to będzie trafiał w koszulce Bayernu. A może on albo jego menedżerowie podpisali dokument, w którym zobowiązali się, że jego następnym klubem będzie Bayern? To nielegalne, ale musiałoby zostać upublicznione. Są różne sposoby, by przyciągać zawodników do nowych drużyn. O Neymarze od dawna mówiło się, że Barcelona płaci część jego pensji. W 2000 r. Luis Figo chciał wymóc na Barcelonie podwyżkę, a skończyło się tym, że musiał odejść do Realu, bo się zobowiązał, że odejdzie, jeśli Florentino Pérez wygra wybory na prezesa "Królewskich". Dopóki nie zobaczymy dokumentów, możemy tylko przypuszczać. Gdyby Bayern nie kupił Götzego, porozumiałby się z Borussią w sprawie Roberta. A tak BVB traktuje sprawę ambicjonalnie.

Jak i kiedy telenowela się skończy?

- Może w lipcu? Wątpię, by Robert trafił do Bayernu, chyba że ten położy na stole astronomiczną kwotę, powiedzmy 40 mln euro. A przecież za rok Robert będzie do wzięcia za darmo. Jeśli nie nastąpi nieoczekiwany zwrot, może zostać, jak jest. Bayern może grać w ofensywie bez środkowego napastnika. Z Ribérym i Robbenem na skrzydłach oraz Müllerem i Götzem z przodu.

Właśnie przeczytałem w internecie, że Hans-Joachim Watzke zgodzi się na transfer Roberta. Ale za granicę.

- Serial trwa. A Robert poradzi sobie wszędzie, przez ostatnie miesiące grał pod presją i dalej strzelał bramki. Pracowaliśmy razem w Lechu, wiem, że jest odporny psychicznie i będzie robił to, co do niego należy. Potrafi się wyłączyć i biegać po boisku bez śladów emocji. W Borussii zaczął na ławce, dziś biją się o niego najlepsze kluby świata.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS i na Androida

Więcej o: