Londyn 2012. Koszykówka. Mike Krzyzewski - trener, który nie zwykł przegrywać

Fot. GUSTAU NACARINO REUTERS

Tuż po trzecim porodzie żona zapytała go, czy będzie szczęśliwy z kolejnej córki. Coach K odpowiedział: - Kochanie, przecież ja mam 15 synów. W drużynie


W niedzielę Amerykanie obronili złoto, pokonując Hiszpanię 107:100. Turniej zakończyli bez porażki, to ich 49 wygranych z rzędu. Nie przegrali od września 2006 roku, gdy w półfinale mistrzostw świata ulegli Grecji. - To najbardziej bolesna porażka w mojej karierze - powtarza 65-letni Krzyzewski, na którego mówi się po prostu Coach K. Trenerem jest od 37 lat, przegrywać nie zwykł.

Nie chce pracować w NBA

Z kadrą USA wywalczył dwa złote medale olimpijskie (cztery, jeśli liczyć drużyny - m.in. Dream Team - w których był asystentem) oraz trzy mistrzostwa świata (złoty i dwa brązowe) - żaden trener nie ma więcej. Z zespołem uczelni Duke zdobył cztery tytuły mistrzowskie, w akademickiej NCAA jego zespoły wygrały rekordowe 927 spotkań. Przegrały ledwie 289.

Jest jednym z najlepszych trenerów w historii amerykańskiej koszykówki obok Johna Woodena, Reda Auerbacha czy Phila Jacksona. Porównywać ich trudno, pracowali w innych ligach.

Krzyzewski nigdy nie prowadził zespołu NBA. Dlaczego? - Bo w Duke czuję się świetnie i nie mógłbym zostawić uczelni. Nie warto tego zmieniać - tłumaczył. Propozycji miał pięć, m.in. z Boston Celtics czy Los Angeles Lakers. Ci ostatni proponowali mu 40 mln dol. za pięć lat, ale Krzyzewski swoje już zarobił. W Duke dostaje ponoć cztery miliony za sezon.

Tłumaczy, że fakt, iż nigdy nie pracował w NBA, jest plusem przy prowadzeniu reprezentacji. - Nie rywalizowałem z tymi chłopakami, więc mogę być ich trenerem, mieć z nimi dobre relacje - mówi Krzyzewski o amerykańskich gwiazdach.

Coach K może wszystko

Pochodzi z rodziny o polskich korzeniach. Jego dziadkowie wyemigrowali z Polski na początku XX wieku. Michael William urodził się w 1947 roku, dorastał w polskiej dzielnicy Chicago. Ojciec był operatorem wind, mama sprzątaczką. Jako dziecko na wakacje jeździł do dziadków. - Rodzice wysyłali mnie do nich prawdopodobnie po to, bym wiedział, skąd pochodzę, i był z tego dumny - mówił po latach.

Chodził do szkoły katolickiej, a kiedy zakonnice nie wyraziły zainteresowania założeniem drużyny koszykówki, Mike założył ją sam. Cechy lidera, kluczowe dla późniejszej kariery trenerskiej, kształtował w słynnej akademii wojskowej West Point.

- To najlepsza szkoła na świecie, by wykształcić w sobie cechy przywódcze - mówił po latach. Inny cytat: "W West Point nauczyłem się, jak radzić sobie w sytuacjach, w których cierpi moje ego", wyjaśnia, jakim sposobem potrafił natchnąć gwiazdy NBA do wspólnej gry i przekonać do roli rezerwowych najlepszego strzelca ligi Kevina Duranta czy boiskowego egoistę Carmelo Anthony'ego.

Gwiazdy go cenią. - Coach K może robić, co chce, a zawodnicy zrobią wszystko, by zagrania przez niego zalecane, przynosiły korzyść - mówi LeBron James, najlepszy obecnie koszykarz na świecie.

- Niewiarygodnie nas motywuje. Ma 12 czołowych koszykarzy świata i za każdym razem, jak do nas mówi, przyciąga naszą uwagę - dodaje Chris Paul. - W sumie to nawet nie mówi dużo o koszykówce. Mówi o tym, co robić, by żyć dobrze, by się rozwijać.

Wszystkie medale dla trenera

Prowadzenie gwiazdorskiej reprezentacji USA wygląda na wymarzone zajęcie, ale różowo wcale nie jest. Po pierwsze: z wybitnych postaci musisz stworzyć zgrany zespół. Po drugie: masz więcej do stracenia niż wygrania, kandydatem do złota jesteś zawsze. Po trzecie: czasy, w których czołowe zespoły świata miały kompleks NBA, już minęły.

W 2004 roku w Atenach Amerykanie prowadzeni przez będącego wówczas na topie trenera Larry'ego Browna zaczęli od porażki z Portoryko, a potem odpadli w półfinale z Argentyną. Brąz odebrano jako porażkę.

Dwa lata później, już z Krzyzewskim na ławce, przegrali w półfinale mistrzostw świata z Grecją. Kolejny brąz był dla nich tragedią.

Krzyzewski pozostał jednak trenerem. Jerry Colangelo, menedżer reprezentacji, tłumaczy, że lata w armii i stopień oficera sprawiły, że Coach K ma krew w kolorze czerwono-biało-niebieskim.

A przede wszystkim nie zwykł przegrywać. W 2008 roku w Pekinie poprowadził zmobilizowaną, skoncentrowaną na odzyskaniu złota "Drużynę Odkupienia" do zwycięstwa w finale z Hiszpanią. Po zejściu z podium zawodnicy, cała dwunastka, zdjęli medale i zawiesili je na szyi Coacha K. Czy można lepiej oddać wkład trenera w sukces i szacunek, jakim darzą go gwiazdy?

Krzyzewski: To nie jest literówka

Długo przed tym, jak został Coachem K, Krzyzewski był rozgrywającym. Łącznikiem między trenerem a boiskiem. A mistrza, jako zawodnik West Point, miał świetnego - Bob Knight dzierżył rekord zwycięstw NCAA, zanim pobił go właśnie Krzyzewski. - Mike, kiedy grał, zawsze wiedział, czego potrzebuje zespół. Był też dobrym obrońcą - mówił Knight.

- Jako trener doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co dany zawodnik może zrobić, a czego nie. Wykorzystuje ich możliwości do maksimum - dodawał mistrz Coacha K.

W 1974 roku Krzyzewski został asystentem Knigtha na Uniwersytecie Indiany, ale szybko później wrócił do West Point. Został pierwszym trenerem zespołu, który sezon wcześniej miał bilans 3-22. W ciągu pięciu lat z Krzyzewskim - 73-59.

W 1980 roku zatrudniła go słynna uczelnia Duke. "Krzyzewski: To nie jest literówka" - zatytułowała artykuł o nowym trenerze studencka "The Chronicle". Dzisiaj na kampusie jego imieniem nazywane są hale, boiska, aleje.

Krzyzewski powiedział kiedyś, że jako trener korzystał na tym, że prócz żony ma w domu trzy córki. - One stworzyły środowisko, w którym dzielisz się uczuciami, a ja spróbowałem przenieść to na drużynę. Uczyłem zawodników, że przytulanie, płacz, śmiech to uczucia ludzkie, a nie babskie. Jeśli stworzysz wspólnotę, w której okazywanie uczuć jest dozwolone, to nagle okazuje się, że masz w drużynie większe wsparcie - tłumaczył.

Trener, ojciec, mistrz

Stara się być wychowawcą, jest wyczulony na problemy graczy, którzy poza tym, że są kandydatami na gwiazdy NBA, często są także niedojrzałymi nastolatkami z pryszczami na twarzach, przeżywającymi problemy.

- Rodzice niektórych z nich realizują się poprzez życie synów w tak dużym stopniu, że czasem chciałbym, by pozwolili im oddychać - mówi Coach K. - Słucham tych chłopaków i widzę, że zastanawiają się, kim chcą być.

- Przychodzą do mnie i mówią, że właśnie po raz pierwszy kochali się z dziewczyną. Czują się wyjątkowo, ale czują się także winni. Ale ja nie oczekuję od nich perfekcji, ja perfekcyjny nie jestem - opowiada Krzyzewski. I dodaje o swoich koszykarzach: - Są ludzie, którzy kochają ich bardziej niż ja. Ale nie ma takich, którzy kochają ich tak jak ja.

Koszykarze też kochają Krzyzewskiego. Tuż po wczorajszym zwycięstwie z Hiszpanią Coach K długo ściskał się Bryantem, uderzał go pięścią w tors. Dziękowali sobie za piękne cztery lata, za dwa złota olimpijskie. Dziękowali i prawdopodobnie się też żegnali, bo wiele wskazuje na to, że i Krzyzewski, i Bryant kończą przygody z reprezentacją USA. Coach K zrobił to, co do niego należało. Odrodził potęgę.





Żart Coacha K

Po półfinale igrzysk z Argentyną, który Amerykanie wygrali 109:83, dziennikarz zapytał Krzyzewskiego, czy tak utalentowany zespół jak USA potrzebuje trenera. - Nie, absolutnie. W żadnym wypadku - odparł Coach K. - Codziennie wieczorem wychodzę na miasto z rodziną i piję na umór. Poszukajcie mnie dzisiaj na mieście. Do hotelu wrócę około szóstej, możecie się wtedy przyłączyć do imprezy.

Kilka minut później, kiedy na konferencję dotarł Kevin Durant, dziennikarz, śmiertelnie poważnie, zaczął pytać. - Kevin, trener powiedział, że codziennie wychodzi na miasto i się upija...

Dziwne, że ktoś uwierzył w tak nieprawdopodobną opowieść perfekcjonisty Krzyzewskiego.