Sport.pl

Rafał Stec: Sędziów na przesłuchanie!

Rafał Stec
24.10.2011 , aktualizacja: 24.10.2011 09:01
A A A
Adam Lyczmański

Adam Lyczmański (Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)

Dziwię się, że sami arbitrzy nie rwą się, by dać po meczu głos. Cierpliwe wyłożenie swoich racji, opowieść o powodach popełnienia błędu lub zwyczajnie podjęcia decyzji uważanej za kontrowersyjną nadałoby ludzką twarz sędziom, dziś wywołującym tyle życzliwości, co przestępcy z portretów pamięciowych - pisze Rafał Stec.
Właściwie nie wiadomo, dlaczego niemal zawsze milczą. Napastnicy, jeszcze zlani pomeczowym potem, gęsto się tłumaczą, dlaczego z pięciu metrów nie rozerwali piłką siatki, lecz wystrzelili ją w jupitery. Obrońcy na gorąco wyjaśniają, dlaczego wirowali dookoła własnej osi jak bąki, kiedy zabawiał się z nimi tamten kurduplowaty drybler. Trenerzy uginają się pod pytaniami, dlaczego puścili swoich chaotycznych graczy samopas, zamiast zapanować nad nimi i powiązać w zwarty oddział precyzyjną taktyką. Dyrektorzy sportowi muszą się spowiadać, jeśli za ciężki szmal zaciągnęli do szatni patałachów, a nie wirtuozów. Nawet prezesi proszą o wybaczenie, jeśli oddadzą drużynę w łapy dyletanta, którego muszą potem wykopać za stadionową bramę po serii dziesięciu klęsk do zera.

Tylko sędziom wolno czmychnąć bez słowa, tylko oni są wyjęci spod kibicowskiego prawa do usłyszenia, dlaczego boiskowy albo przyboiskowy bohater spektaklu spartaczył. Czasem knebluje ich zakaz komentowania swoich występów, a czasem zaledwie mogą się odezwać, jeśli zechcą. To pierwsze jest grubym nieporozumieniem, drugie rozwiązaniem niewystarczającym, wywołującym co najwyżej śladowe skutki praktyczne. Arbitrowi powinniśmy narzucić obowiązek publicznego składania zeznań, tak jak ciągniemy za języki wszystkich, o których losach decyduje. Moglibyśmy wręcz zapraszać go na oficjalne konferencje prasowe.

Że jakiś sędzia akurat przemawiać nie umie, wstydzi się, w zetknięciu z kamerą lub reporterską ciżbą blednie czy wręcz mdleje? Bardzo nam przykro i szczerze współczujemy, ale piłkarze czy trenerzy też bywają nieelokwentni i nieśmiali, a jednak oko w oko z medialnym potworem stają. Gdyby się buntowali, to przecież nikt na murawie nikogo pod pistoletem nie trzyma. To już norma, że zwierzęta medialne na publicznych wystąpieniach wygrywają, a niewymowni wypłosze przegrywają.

Na dobrą sprawę dziwię się, że sami arbitrzy nie rwą się, by dać pomeczowo odgłos paszczą. Cierpliwe wyłożenie swoich racji, opowieść o powodach popełnienia błędu (jeśli przesłuchiwany go sobie uświadamia) lub zwyczajnie podjęcia decyzji uważanej za kontrowersyjną nadałoby sędziom ludzką twarz. Nadałoby ją sędziom dziś wywołującym tyle życzliwości co przestępcy z portretów pamięciowych - również niemi - o których każdy wie, że łażą po ulicach głównie po to, by cię okraść. Zresztą sami posłuchajcie kajającego się arbitra: "Wszyscy widzieli, że dzisiaj spudłował nawet Frankowski, choć biegł na samotnego już bramkarza. A kiedy ja ogłaszałem rzut karny, z trudem nadążałem za tym, co się dzieje w potwornym ścisku pod bramką. Asystent też niewiele widział, daliśmy się naciągnąć, sądziliśmy, że faul był ewidentny. Pozostaje nam tylko przeprosić fanów, piłkarzy i trenera przegranych". Albo tak: "Musiałem wyciągnąć czerwoną, bo Małecki kazał mi wyp... z boiska. Kibice tego nie słyszeli wcale, ja słyszałem aż nadto wyraźnie".

Nie wezbraliście chęcią, by przebaczyć lub przynajmniej zrozumieć? A może pokrzywdzeni gracze czasem zgłosiliby pretensje do ordynarnie oszukujących przeciwników, zamiast odruchowo rugać innych pokrzywdzonych, czyli także oszukanych arbitrów? Może ci ostatni - pełniący w końcu rolę jedynych sprawiedliwych rozjemców - zwróciliby uwagę mas, jak autodenuncjują się piłkarze, jeśli bezczelnie strzelającego gola ręką rywala nie potępiają właściwie nigdy. Zgodnie z niespisanym kodeksem etycznym boisk: kantujemy, ile wlezie, a jak się uda tamtym, to sędzia łapówkarz albo dyletant.

Medialne rytuały uczłowieczyłyby sędziów, ale miałyby dodatkowo istotny walor edukacyjny. Skala nieznajomości reguł gry wśród kibiców jest wstrząsająca, sam kilkakrotnie przeprowadzałem eksperymentalne wywiady wśród znajomych pochłaniaczy transmisji futbolowych i często odkrywałem, że zwykłego przepisu o spalonym nie potrafi poprawnie podać prawie nikt. A jeśli ludzie nie wiedzą, to żołądkują się bez powodu.

Ludzie nie mają też zazwyczaj pojęcia, jak nieosiągalnej dla zwykłego śmiertelnika koncentracji i zdolności percepcyjnych wymaga gwizdanie na najwyższym międzynarodowym poziomie, gdy tempo gry radykalnie rośnie. Niewielu poznało - to kino raczej festiwalowe - dokument Yvesa Hinanta i Jeana Libona "Les Arbitres", z którego wynika, że sędzia - jeśli jest egzemplarzem homo sapiens standardowym, bez tuningu - nie powinien na murawie widzieć niemal nic. (I który niewtajemniczonym uświadamia, że arbiter niekoniecznie kibicuje na mistrzostwach reprezentacji swojego kraju, bo jeśli ona wygra, on odpadnie z turnieju).

Niewielu wczytywało się też w odkrycia naukowców obwieszczających, że nasz narząd wzroku pozwala z powodzeniem wychwycić pozycję spaloną tylko temu, kto stoi na wyznaczającej ją linii. Jeśli się przesunie, oko zaczyna go zwodzić i sędzia musi bronić się doświadczeniem - jak myśliwy nieufający podpowiedzi celownika, bo doskonale znający wady swojej strzelby.

Skalę wyzwania poznali korespondenci z mundialu w RPA, zaproszeni przez FIFA na warsztaty, podczas których mogli chwycić za chorągiewkę, stanąć przy boisku i pomachać lokalnym graczom - wynajętym do testów mających, jak podejrzewam, uzmysłowić dziennikarzom, że sędzia asystent niekoniecznie wykonuje zadanie łatwiejsze niż misja lewego obrońcy lub środkowego pomocnika. Stańcie kiedyś za plecami bocznego, a przekonacie się, że logika nakazywałaby fetować go za większość trafnych decyzji o spalonym, zamiast pomiatać nim za nieliczne decyzje nietrafne.

Jeśli sędziowie misji niemożliwej się podejmują, to powinni być również gotowi znosić publiczne przesłuchania. Piłkarskie widowisko stałoby się jeszcze bardziej interesujące m.in. dlatego, że napadalibyśmy z mikrofonami także na sędziów, którzy nie mieli żadnego powodu, by się pomylić, lub wręcz obnażyli swój swobodny stosunek do przepisów. W Polsce mieliby wzięcie szczególne.

Podyskutuj o felietonie na blogu Rafała Steca

Sędzia przerwał mecz, bo... Kuriozalne sytuacje [WIDEO]




Zobacz także

Zobacz więcej na temat:

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX