Sport.pl

Bundesliga. Hajto: Cudowne miejsce dla futbolu

Chciałbym usłyszeć od naszych piłkarzy, jakie różnice widzą między Polską a Niemcami. Ja po... latach w Bundeslidze wiem, że są ogromne. Że nie ma sentymentów, układów, ?Fryzjera?, a błędy są weryfikowane przez rywali. Że wystarczy moment nieuwagi, by wylądować w drugiej lidze - mówi były piłkarz Duisburga, Schalke i Norymbergi.
Przemysław Iwańczyk, Michał Szadkowski: Dziewięciu Polaków w Bundeslidze oznacza, że z naszą piłką nie jest aż tak źle?

Tomasz Hajto*: Bundesliga zawsze była bliska Polakom, można powiedzieć, że to przyjazny nam piłkarsko kraj, o wiele trudniej wyjechać do Hiszpanii czy Anglii. Kiedyś byliśmy drugą nacją w Bundeslidze, w 2002 roku było aż 15 Po-laków, którzy regularnie grali. Czy teraz też tak będzie? Pewniakami są na razie Łukasz Piszczek, którym interesowało się Palermo i Bayern Monachium, a mimo to podpisał nowy, pięcioletni kontrakt, i Robert Lewandowski, który dostał od losu wielką szansę. Z kontuzji Lukasa Barriosa nie wolno się cieszyć, ale zwłaszcza w Bundeslidze życie jest brutalne, więc trudno tego nie uznać za szczęście.

I to na razie tyle z pewnych miejsc. Kuba Błaszczykowski musi walczyć, ale przyznam szczerze - będzie mu bardzo ciężko po powrocie Shinjiego Kagawy. Mateusz Klich jest na razie poza pierwszym zespołem, fizycznie w ogóle nie jest przygotowany, by trenować regularnie w Niemczech. Poza tym trafił na trenera Feliksa Magatha, dla którego piłka jest dodatkiem do biegania.

Niewiele wiemy o Arturze Sobiechu, choć liczę na niego, bo widziałem go w kilku meczach Polonii, a wcześniej Ruchu i od razu widać było, że ma coś w sobie. W Hannoverze zyska także pod względem motorycznym, gdzie mają świetnego, pochodzącego z Polski fachowca. Właśnie dzięki dobremu przygotowaniu Hannover "wybiegał" sobie Ligę Europejską.

Wracając do samej Bundesligi, to fantastyczny, świetnie sprzedawany produkt. Mecz otwarcia Borussia - HSV pokazywany był w 199 krajach, został pobity rekord sprzedaży karnetów. Zresztą, czy może to być słabe miejsce do gry, skoro w czterech ostatnich sezonach cztery różne drużyny wywalczyły mistrzostwo?

Dlatego chciałbym usłyszeć do naszych piłkarzy, jakie różnice widzą między Polską a Niemcami. Bo ja, przecierając ścieżki w Bundeslidze, wiem, że są ogromne. Że nie ma sentymentów, nie ma układów, nie ma "Fryzjera", a błędy są szybko weryfikowane przez rywali. Że wystarczy moment nieuwagi, aby wylądować w drugiej lidze.

Co musi się stać, żeby Bayern znów mistrzostwa nie zdobył?

- To może się zdarzyć, bo to zespół, który musi. Niezależnie, czy gra u siebie, na wyjeździe, w Pucharze Niemiec, czy w meczu towarzyskim, zawsze kibice mają wielkie oczekiwania. Ten klub wyrasta ponad Bundesligę, to inna półka, jak: Barcelona, Real, Manchester, Milan, Inter czy Boca Juniors.

Rozmawiałem z Bastianem Schweinsteigerem, który powiedział, że tam musisz wygrywać. Nikogo nie interesuje, czy jesteś wypoczęty, zmęczony, czy grasz na wyjeździe, czy co trzy dni. Musisz i już. Ale przecież nie zawsze wychodzi, nie wszyscy dają tym oczekiwaniom radę. Stąd tyle rozczarowań.

Manuel Neuer, który wchodził do dorosłej piłki, kiedy pan był w Schalke, uniesie taki ciężar?

- Kiedy grał w Schalke, dość niepochlebnie wypowiadał się o Bayernie. Za-pamiętali mu to, więc teraz nie chcą go zaakceptować. Do czasu.

Pamiętam, kiedy do Schalke przyszedł z Dortmundu Andy Moeller znienawidzony w Gelsenkirchen dziesięciokrotnie bardziej niż Neuer w Monachium. Na pierwszym treningu z jego udziałem było 10-12 tysięcy kibiców rzucających w niego bułkami, chusteczkami, czym tylko popadło. Musiał zmieniać numery rejestracyjne, by nie były dortmundzkie. Andy dał sobie z tym wszystkim radę. Neuer też sobie poradzi, a w razie czego zainterweniuje Franz Beckenbauer i wprowadzi sankcje wobec tych, którzy niszczą nowego bramkarza. Już po-wiedział, że istnieją nor-my zachowania, których trzeba przestrzegać, że klubem nie mogą rządzić kibice.

Bayern to specyfika. Często zdarzało się, że piłkarze nie witali się w szatni, ale na boisku daliby się porżnąć za swój klub. Mówiąc krótko, da się świetnie grać i zarabiać bez względu na okoliczności. Tego powinni na-uczyć się w polskich klubach.

Borussia może liczyć na obronę tytułu? Straciła Nuriego Sahina, na transfery wydała tylko 10 mln.

- Sahina nie da się z ni-kim porównać, to szalenie specyficzny piłkarz - po boisku porusza się inaczej niż wszyscy. Przyszedł jednak Ilkay Gundogan, który młodością i "wariacją" może pociągnąć zespół do kolejnego mistrzostwa. Nasuwa się tylko jedna wątpliwość: czy zawodnicy wytrzyma-ją mecze rozgrywane co trzy dni. Bundesliga, Puchar Niemiec, Liga Mistrzów i aż dziewięciu kadrowiczów. Kiedy wyjeżdżają, trener nie ma komfortu pracy. I nie ma na to recepty. Może dla-tego dortmundczycy nie chcą teraz puścić Kagawy na mecze Japonii, nawet za cenę sądowego procesu. Kiedyś wrócił z poważną kontuzją, teraz z tego samego powodu wypadł Paragwajczyk Barrios. Najważniejszy dla Borussii będzie początek sezonu.

Nie pójdą drogą Wolfsburga, który po mistrzostwie w 2009 roku bronił się przed spadkiem?

- To inna historia. Magath sklecił drużynę i mocno wymęczył mistrzostwo, Dortmund w pełni zasłużył na tytuł. Dominował tak bardzo, że nawet minikryzys - porażka i remis, był tam wielką tragedią.

Z Polaków Piszczek jest teraz najbardziej doceniany. A kto jest najdroższy?

- Niemieckie media wyceniają piłkarzy, ale przecież inną miarę przykłada się do obrońców, a inną do napastników. Lepiej popatrzeć na Piszczka od strony piłkarskiej. W Niemczech już dostrzegli, że to gracz, który zrobił największe postępy. Do tego jest szybki, biega jak lekkoatleta, startuje do piłki na wyprostowanych nogach, przez co jest bardziej efektywny. Czy w Polsce ktoś zwrócił uwagę na takie detale?

Lewandowski też jeszcze się rozwinie, jego piątkowa asysta z HSV była znakomita. Robert musi jednak wykorzystać szansę, jaka mu się otworzyła po kontuzji Barriosa. Bądźmy optymistami, bo jeśli tak się nie stanie i - odpukać - Barrios wróci, a Dortmund będzie sobie dobrze radził, Robert będzie mógł pograć co najwyżej w bilard w sali dla VIP-ów.

Polacy w Köln to Sławomir Peszko i Adam Matuszczyk.

- Dziwi mnie trochę ich postawa. Pierwszy z nich to piłkarz agresywny, z charakterem. Drugi wy-chował się na niemieckiej piłce i wie, że trzeba walczyć o swoje. Tymczasem szukają wymówek, bo wiedzą, że mogą nie grać. Kolonia to nie jest drużyna, w której jest ogromna rywalizacja. Widziałem wszystkie mecze tej drużyny w ubiegłym sezonie i powiem tak: jeśli Peszko i Matuszczyk nie będą łapać się do składu, nie zwojują nic w żadnej innej drużynie Bundesligi. Boki i środek pomocy to aktualnie bardzo słabe ogniwa tego zespołu.

O nowym kadrowiczu Eugenie Polańskim co pan powie?

- Mam nadzieję, że nie zagra w naszej kadrze. Powtarzał, że jest Niemcem i liczy na powołanie z reprezentacji Niemiec. Zorientował się, że go nie dostanie, stracił pod koniec sezonu miejsce w Mainz i nagle mu się odwidziało. Zachciało mu się grać dla Polski, ale powiedział, że nie musi znać hymnu, tylko umieć grać w piłkę. Coś takiego można akceptować w klubach, ale nie w przypadku gry dla kadry. Polański - nie.

A jak oceni pan Polańskiego od strony piłkarskiej?

- Megawyrobnik. On polskiej piłki nie uzdrowi. Błyszczał w niemieckiej młodzieżówce i zatrzymał się w miejscu. Tacy też się tam zdarzają.

*Tomasz Hajto - ma 39 lat, przez osiem lat zagrał 201 meczów w Bundeslidze, z Schalke dwa razy zdobył krajowy puchar. Z ekipą z Gelsenkirchen grał w Lidze Mistrzów. W reprezentacji wystąpił 62 razy, strzelił 6 goli. Jest ekspertem Eurosportu 2.

WYIMEK

jeśli Peszko i Matuszczyk nie będą łapać się do składu Kolonii, nie zwojują nic w żadnej innej drużynie Bundesligi

Więcej o: