Niemcy - Hiszpania 0:1. Hiszpanie wydarli mistrzostwo pazurami
Michał Pol, Dariusz Wołowski, Wiedeń
Najlepsza drużyna turnieju wyszarpała, wydarła pazurami Niemcom tytuł mistrza Europy. Niemcy, mistrzowie wygrywania meczów przegranych, ledwie doczłapali do końca. Oddali jeden celny strzał!- piszą ze stadionu w Wiedniu specjalni wysłannicy Sport.pl Dariusz Wołowski i Michał Pol.
Fot. Martin Meissner AP
ZOBACZ TAKŻE
-
A jak Azjaci, C jak Canarinhos, O jak obciach, czyli Alfabet Euro 2008 (29-06-08, 21:11)
-
Upadły, przegrany, kochany i nielubiany... Galeria trenerów Euro 2008 (29-06-08, 20:45)
-
Porażka Niemców, koniec Lehmanna? (30-06-08, 11:48)
-
Dlaczego Hiszpanom towarzyszyły uśmieszki politowania? (30-06-08, 00:24)
-
Łzy szczęścia i "Viva Espana" na ulicach Madrytu (29-06-08, 23:57)
-
Fabregas się po prostu nie sprawdził. Schweinsteiger też - analiza statystyczna (29-06-08, 23:42)
-
"Hiszpanie wreszcie przełamali kompleksy" - Trzeciak zawsze sławił ich piłkę (29-06-08, 23:16)
Głos prasy w ojczyźnie zwycięzców: "Hiszpania podbiła Europę" »
"Hiszpanie wreszcie przełamali kompleksy" »
- Jeśli przegramy, kibice nas rozgrzeszą, bo już osiągnęliśmy sukces. Ale tak naprawdę porażka w finale przekreśli wszystko, czego wcześniej dokonaliśmy - mówił przed meczem kapitan Hiszpanów Iker Casillas. Udało się wygrać po meczu niezbyt pięknym, ale niesamowicie dramatycznym. Hiszpanie, najniższy zespół mistrzostw, nie pękli fizycznie i to był być może ich największy sukces.
Hiszpania szykowała się do tego meczu jak do najważniejszego dnia w swojej piłkarskiej historii. I tak się stało. Dziesiątki tysięcy ludzi oglądających mecz na telebimach na ulicach miast przeżyły szczęśliwe zakończenie turnieju, w którym ich drużyna wygrywała od początku do końca, zdobywając najwięcej bramek.
Jedynego gola strzelił w 35. minucie 24-letni Fernando Torres. Najważniejszego w karierze. Xavi posłał mu prostopadłą piłkę na pole karne. Napastnik Liverpoolu ruszył do pojedynku biegowego z Philippem Lahmem, ale bohater ostatniej akcji w półfinale z Turcją okazał się za słaby i wolny. Torres strzelił do siatki nad rzucającym mu się za późno pod nogi Jensem Lehmannem. To było najtrudniej wywalczone prowadzenie w całym turnieju.
Historia i doświadczenie w meczach o najwyższą stawkę miały dać przewagę Niemcom. I dały. Przynajmniej na poczatku. Hiszpanie zaczęli spięci, a nawet przestraszeni. Luis Aragones mówił, że u Niemców przeraża go tylko jedno - dominacja w powietrzu. Siła fizyczna i szybkość też robią wrażenie, ale to gra w powietrzu jest ich śmiertelną bronią - opowiadał. Toteż Hiszpanie od pierwszych minut starali się grać piłką po ziemi. Ale bojaźliwie, jakby bali się każdego kroku rywali.
Niemcy, kiedy tylko przejęli piłkę w środku pola, natychmiast posyłali ją na skrzydło, gdzie grali ich najbardziej kreatywni zawodnicy na turnieju - Lukas Podolski i Bastian Schweinsteiger. Już w 3. minucie Sergio Ramos podał w poprzek boiska, piłkę przejął Miroslav Klose i wbiegł na pole karne, ale za daleko ją sobie wypuścił. Pięć minut później Thomas Hitzlsperger strzelił za słabo, by pokonać Cassillasa, ale strzał przejdzie do historii, bo więcej celnych uderzeń Niemcy już w finale nie mieli!
Hiszpanie przycisnęli po kwadransie. Niemcy prawie nie przekraczali ich połowy. W 22. minucie, choć to rywale mieli dominować w powietrzu, Fernando Torres wygrał pojedynek główkowy z Friedrichem i kapitalnie uderzył, ale trafił w słupek. Po piłkarzu Liverpoolu widać było, jak wiele dała mu gra w Premier League, w której zdobył 24 gole. Nabrał siły, zaczął świetnie grać głową, a przy tym przestał się bać. Gdy w 35. minucie, w najważniejszej akcji swojego życia pędził na bramkę Lehmanna, nie drgnął mu żaden mięsień. Perfekcyjnie wpakował piłkę do siatki.
Minutę później mogło być 2:0, gdyby Silva nie posłał piłki w trybuny po świetnym podaniu Iniesty. Niemcy, którzy w półfinale z Turcją szybko otrząsnęli się po stracie bramki, ruszyli odrabiać straty. Mieli pecha, bo włoski sędzia Roberto Rosetti nie zauważył zagrania ręką w polu karnym Joana Capdevili.
Nie miał ich jednak kto prowadzić. Ballack po zderzeniu głowami z Marcosem Senną długo leżał opatrywany poza boiskiem i kilkakrotnie wracał do swoich lekarzy, kładąc się na ziemi. Ale choć krwawił mu łuk brwiowy, odmawiał zmiany. Chciał wreszcie przełamać fatalną passę przegranych finałów (mistrzostw świata w 2002 roku i dwóch w Lidze Mistrzów). Nie udało się. Ballack jest chyba jedynym z najlepszych dziś piłkarzy świata, który - nie licząc Bundesligi - nigdy niczego nie wygrał.
Im bliżej było końca, tym bardziej wszyscy czekali na ostateczny szturm Niemców. Zamiast niego aż trzy kolejne gole mogli strzelić Hiszpanie. Lehmann obronił strzał głową Ramosa, uderzenie Iniesty wybił z linii bramkowej Frings, wreszcie mocne kopnięcie Iniesty znów wybił niemiecki bramkarz.
Wystarczyła jednak długa piłka w pole karne i niżsi o głowę od niemieckich napastników Casillas i stoperzy hiszpańscy musieli dokonywać cudów. =Nieprawdopodobnie walczył Ballack - z rywalami, urazem, błędami kolegów. Był moment, że gdy Hiszpanie wybiegli do kontry, on został jako ostatni stoper. W 78. minucie za umordowanego Torresa wszedł Dani Güiza, a za Klosego pochodzący z Hiszpanii Mario Gomez. Güiza dał zmianę świetną, Gomez nie zdziałał nic.
- Musimy zaakceptować klasę rywala - przyznał trener pokonanych Joachim Löw. - Jeżeli jednak spojrzeć na poziom Euro i rywalizację z takimi drużynami, jak Hiszpania, Włochy, Holandia, to to, że zagraliśmy w finale, jest dla nas powodem do dumy - powiedział Michael Ballack. Tylko że Niemcy z Włochami i Holandią walczyć nie musieli. Dobry mecz zagrali tylko jeden - z Portugalią.
Niemiecka prasa wie, że Niemcy nie zasłużyli na tytuł »