San Marino - Polska 0:2 - Liczą się tylko punkty
Robert Błoński, San Marino
Gol 20-letniego Roberta Lewandowskiego w debiucie to najważniejsze wydarzenie środwego meczu w San Marino, który Polska wygrała 2:0. Na początku gospodarze nie wykorzystali karnego!
Fot. MARCO VASINI AP
Smolarek w kolejnej akcji
Fot. DANIELE LA MONACA REUTERS
Mecze reprezentacji są warte dla PZPN 6 mln euro rocznie
Fot. MARCO VASINI AP
Euzebiusz Smolarek
Relacja Z czuba i na żywo »
Miało być łatwo, lekko i przyjemnie. - Dla nas dobry wynik w tym meczu to jak wejście na K2 i to bez butli tlenowej - zapowiedział mecz z Polską trener San Marino Giampaolo Mazza. Nie był chyba zorientowany, kto przyjechał do tego maleńkiego księstwa, które na 82 mecze o punkty zremisowało tylko dwa i straciło aż 360 bramek.
Polscy piłkarze jakby na siłę chcieli udowodnić, że - jak mawia ich selekcjoner - "w futbolu nie ma już słabych i małych krajów". Na początku pozwolili gospodarzom na wiele. Druga teza, której nie chcieli zadać kłamu to taka, że nie ma przeciwnika, z którym bohaterem nie będzie polski bramkarz. W środę znowu był, bo koledzy popełniali błędy w obronie.
Zaczęło się w drugiej minucie. Debiutant Grzegorz Wojtkowiak popełnił faul w polu karnym i najlepszy piłkarz w historii San Marino - 32-letni Andy Selva z Sassuolo (beniaminek Serie B) - stanął przed szansą strzelenia gola numer osiemnaście w historii swojego kraju. Jednak jego rzut karny fantastycznie obronił Łukasz Fabiański. Selva to jeden z dwóch zawodowców w kadrze San Marino, zdobywca sześciu bramek dla swojego kraju. Karnego wykonał jak amator.
Polacy grali nerwowo. Wrzutki w pole karne nie przynosiły efektów. Choć w dziesiątej minucie po dośrodkowaniu Wojtkowiaka Ebi Smolarek strzelił w słupek. Prostopadłe podania też nic nie wnosiły - na fatalnej murawie piłka nie chciała się nikogo słuchać i odskakiwała Polakom od nóg. Za mało było również wygranych pojedynków jeden na jednego. Na pierwszy celny strzał Polaków trzeba było czekać 25 minut (Mariusz Lewandowski). Wcześniej to gospodarze mieli kolejną okazję - po akcji lewą stroną sytuacji sam na sam nie wykorzystał Maicol Berretti. Strzał w krótki róg znowu świetnie obronił Fabiański.
Tego było za wiele dla Leo Beenhakkera, kazał się rozgrzewać skrzydłowemu Jackowi Krzynówkowi i za chwilę zmienił bocznego obrońcę Marcina Kowalczyka. W jakiej formie musi więc być inny z powołanych bocznych obrońców, Seweryn Gancarczyk, skoro nie zagrał i wszedł piłkarz ofensywny? Podobno Gancarczyk słabo spisywał się podczas wtorkowego treningu i z tego powodu zabrakło go w podstawowej jedenastce. Boczni obrońcy to problem, który Beenhakker musi rozwiązać przed meczem z Czechami.
Najlepszego polskiego piłkarza w meczu ze Słowenią, Jakuba Błaszczykowskiego, pilnował jeden zawodnik kiedy Polak nie miał piłki lub trzech, kiedy Kuba dostawał piłkę. Dzięki temu na lewej stronie było więcej swobody - szczególnie po zejściu Kowalczyka. Polacy zaczęli grać trochę szybciej. Zaczęli przypominać zawodowców - wcześniej nie było widać dużej różnicy między nimi, a amatorami w niebieskich koszulkach. To właśnie Krzynówek oddał najgroźniejszy strzał w 30. min, ale piłkę odbił drugi z profesjonalistów (IV liga włoska) - bramkarz Aldo Simoncini jr. Sześć minut później padł wreszcie gol. Efektownie zagrał Łukasz Piszczek (po słabym początku, grał lepiej, wychodził do podań, rozgrywał). Odzyskał wślizgiem piłkę w polu karnym i kopnął szpicem buta. Simoncini odbił piłkę, a do pustej bramki trafił Euzebiusz Smolarek.
Bohater poprzednich eliminacji i najskuteczniejszy zawodnik najpierw cieszył się, a później odwrócił się w kierunku ławki rezerwowych i pokazał rękami gest, jakby prosił o zmianę. Napastnik Boltonu jest ostatnio obrażony na cały świat. Nie rozmawia z dziennikarzami, bo - jak mawia - "nie ma o czym". Na trenera jest wkurzony od Euro - w meczu z Chorwacją wszedł z ławki rezerwowych, w towarzyskim meczu z Ukrainą został zmieniony w połowie, a ze Słowenią nie zagrał wcale. Schodząc z boiska do szatni, w przerwie, dał swoją koszulkę kompletnie zaskoczonemu chłopcu od podawania piłek.
Komentatorzy telewizji San Marino byli zachwyceni grą swoich zawodników i zastanawiali się, czy wytrzymają mecz kondycyjnie. "Jeśli tak, może być niespodzianka" - powiedzieli w przerwie.
Nie było, bo być nie mogło. Nie minął kwadrans drugiej połowy, a na boisko wszedł Robert Lewandowski, drugi obok też nieźle grającego Wojtkowiaka (oprócz spowodowanego karnego), debiutant. 20-latek z Lecha ma teraz swój czas. Strzela gola za golem w ekstraklasie i pucharach. Strzelił w debiucie w Lech i reprezentacji (za każdym razem wchodząc z ławki) - dobił piłkę po strzale Smolarka w słupek. Debiut R. Lewandowskiego to był jeden z niewielu pozytywów tego spotkania. Wydaje się więc, że Beenhakker nie mylił się co do środkowych napastników - z Czechami zagra Paweł Brożek, a Lewandowski spokojnie może być zmiennikiem wiślaka.
Oby to była ostatnia satyra na piłkarzy w tym roku »
Co oznaczał gest Smolarka - głosuj
W drugiej połowie spełniły się czarne sny komentatorów z San Marino. Gospodarze zupełnie opadli z sił, a Polacy niepodzielnie panowali na boisku. Szkoda, że nie grali w ten sposób od początku. - Niech nie będzie więcej niż 3:0 - poprosili Polaków przedstawiciele San Marino przed meczem. Prośby zostały wysłuchane.
Liczba meczu: 2374 - tylu widzów obejrzało mecz, do kasy wpłunęło 20740 euro.
Remis Czech, Polska liderem grupy »
| lp | drużyna | m | pkt | br | z | r | p |
| 1 | Polska | 2 | 4 | 3-1 | 1 | 1 | 0 |
| 2 | Słowenia | 2 | 4 | 3-2 | 1 | 1 | 0 |
| 3 | Słowacja | 2 | 3 | 3-3 | 1 | 0 | 1 |
| 4 | Czechy | 1 | 1 | 0-0 | 0 | 1 | 0 |
| 5 | Irlandia Płn. | 2 | 1 | 1-2 | 0 | 1 | 1 |
| 6 | San Marino | 1 | 0 | 0-2 | 0 | 0 | 1 |
Wyniki wszystkich środowych meczów »
Tabele grup »