Sport.pl

Kiedy pobicie kobiety oburza trochę mniej? Podwójne standardy w amerykańskim sporcie

Gwiazda WNBA Riquna Williams oskarżona o poważne przestępstwa wobec swojej byłej partnerki została zawieszona na 10 meczów. Komisarz ligi potrzebowała pół roku i publikacji w największych sportowych mediach USA, by podjąć taką decyzję. W mediach rozgorzała dyskusja o przemocy domowej w związkach sportowców i związkach homoseksualnych.

Kiedrosport autorstwa dziennikarza Sport.pl Michała Kiedrowskiego to cykl tekstów o sporcie, jego okolicach i dyscyplinach, o których rzadko można przeczytać w polskim internecie. Co wtorek o 19:00 na Sport.pl i Gazeta.pl.

Do przestępstwa doszło 6 grudnia ubiegłego roku w Palm Beach na Florydzie. Według raportu policji i zeznań ofiar Williams około siedemnastej przybyła do rezydencji w Pahokee, gdzie przebywała jej była partnerka Alkeria Davis oraz Antonio Wilson i jego 10-letni syn.

Williams najpierw - jak twierdzą oskarżyciele - uderzyła deskorolką w zaparkowany przed domem samochód Davis. Potem usiłowała wtargnąć do rezydencji, uderzając tą samą deskorolką w drzwi. Miała krzyczeć, by Davis wyszła do niej na zewnątrz i "stanęła z nią twarzą w twarz". Gdy wyzywana kobieta uchyliła drzwi Williams wtargnęła do środka i zaczęła okładać ją pięściami po głowie i ciągnąć za włosy. Davis twierdzi, że otrzymała kilka ciosów. Policyjny raport stwierdził u niej obrażenia głowy i rany skóry.

Obie kobiety próbowali rozdzielić Wilson i jego 10-letni syn. Udało im się to po kilku minutach. Wtedy Williams wróciła do swojego samochodu i wyjęła niezidentyfikowaną "czarną broń palną" i wymierzyła ją w Wilsona. Miała mu wtedy powiedzieć: dostaniesz wszystkie osiemnaście. Słowo "osiemnaście" dotyczyło zapewne liczby kul w magazynku pistoletu. Po tej groźbie Williams odjechała. Tak wydarzenia, na podstawie policyjnego raportu, opisał w lipcu magazyn "Sports Illustrated".

Bijesz żonę - nie pracujesz

I dopiero po tej publikacji WNBA postanowiło zawiesić Williams na 10 meczów. Wcześniej znakomita zawodniczka zdążyła zostać "graczem tygodnia" WNBA i znaleźć się w składzie na mecz Gwiazd, w którym ostatecznie nie wystąpiła.

Po ujawnieniu przypadku Williams znów rozgorzała dyskusja o lekceważeniu przemocy domowej. WNBA posłużyła tutaj jako negatywny przykład. Wszystkie największe ligi męskie - NBA, MLB czy NFL mają przepisy, które wręcz nakazują zawieszanie zawodników za oskarżenia o przemoc domową. Poważne oskarżenia kończyły się często tym, że zawodnik tracił możliwość dalszego zatrudnienia. To spotkało Raya Rice'a - jednego z najlepszych running backów w NFL. W 2014 r. za pobicie swojej przyszłej żony zawodnik został zawieszony przez ligę i zwolniony przez klub. Stracił na tym co najmniej 20 mln dolarów. Nie dość, że nie wypełnił podpisanego w 2012 r. kontraktu (35 mln dolarów za 5 lat) to jeszcze klub pozwał go o zwrot 3,52 mln dolarów, które zapłacił mu awansem.

Podobny los spotkał Grega Hardy'ego. Gwiazda Dallas Cowboys została oskarżona o pobicie swojej byłej dziewczyny. Zawodnik został najpierw zawieszony na 10 meczów, a potem ta kara została zredukowana do czterech meczów, gdy lidze groził pozew sądowy. Ostatecznie Hardy wrócił na boisko na ostatnie mecze sezonu 2015, ale na tym skończyła się jego kariera. Żaden klub nie zdecydował się go zatrudnić, choć zawodnik został uwolniony od zarzutów w sądzie apelacyjnym. Wcześniej został skazany na 60 dni aresztu w zwieszeniu na 18 miesięcy.

Karę sześciu meczów (więcej niż 1/3 sezonu) zawieszenia odcierpiał też Ezekiel Elliott - jedna z największych gwiazd NFL. Kobieta oskarżyła go, że pchnął ją na ścianę doprowadzając do urazu barku. Elliott nigdy nie został oficjalnie oskarżony, ale i tak stracił 1,5 mln dolarów za część sezonu, w której nie zagrał.

Sprawa Williams była znana od dawna

Przypadków zawodników, którzy za przemoc domową stracili szansę na grę w NFL, MLB czy NBA można wymienić jeszcze kilka. Dlatego WNBA spotkała się z krytyką za swoje postępowanie wobec przewin Riquny Williams.

Ale i tak krytyka jest dużo mniejsza niż w przypadku komisarza NFL. Gdy wybuchła sprawa Rice'a wielu dziennikarzy i organizacji walczących o prawa kobiet domagało się ustąpienia Rogera Goodella z funkcji komisarza ligi NFL. Przede wszystkim dlatego, że pierwszy wyrok (4 mecze zawieszenia) uznano za zbyt łagodny. Teraz dziennikarze są znacznie bardziej wyrozumiali wobec szefowej ligi WNBA, Cathy Engelbert, choć opieszałość, z jaką działała liga jest zadziwiająca.

Williams już 30 kwietnia została zatrzymana i doprowadzona przed sąd, gdzie usłyszała zarzuty włamania połączonego z napadem oraz zarzut grożenia bronią palną. Nie przyznała się do winy i została zwolniona za kaucją 20 tys. dolarów. Co więcej jej klub - Los Angeles Sparks - nie tylko podpisał z nią wtedy nowy kontrakt, ale jeszcze zaproponował nieoficjalną pomoc prawną. Potwierdziła to sama koszykarka w rozmowie z agencją AP. Kalifornijska prasa już wtedy pisała o "kłopotach prawnych" Williams w związku z napadem na swoją byłą partnerkę życiową. Nikogo to jednak wtedy nie oburzało, a władze ligi wystosowały tylko oświadczenie, że wiedzą o całej sprawie i zbierają dodatkowe informacje o oskarżeniach wobec Williams.

Teraz Engelbert tłumaczy, że w przeciwieństwie do NFL, MLB czy NBA liga WNBA nie ma żadnych przepisów dyscyplinarnych wobec zawodniczek oskarżanych o przemoc domową. W męskich ligach ta kwestia rozwiązana jest w umowie zbiorowej zawieranej między ligą a związkiem zawodowym zawodników. W WNBA też jest taka umowa, ale władze ligi nie zadbały o to, by uregulować w niej kwestie przemocy domowej zawodniczek. To rażące zaniedbanie, jeśli pamięta się, że już cztery lata temu doszło do wielkiego skandalu, gdy pobiły się zaręczone ze sobą dwie zawodniczki WNBA - Brittney Griner - jedna z największych gwiazd ligi i Glory Johnson. Do ich domu została wezwana policja. Obie zostały zawieszone na siedem meczów.

Wobec zawieszenia Williams swój protest wystosował związek zawodowy zawodniczek. - Jesteśmy rozczarowane działaniami ligi - powiedziała przewodnicząca związku Terri Jackson. - Liga powinna poczekać na zakończenie postępowania sądowego przed podjęciem jakichkolwiek działań.

Proces Williams ma zacząć się 14 sierpnia.

Kobiety też bywają agresorami. "Wiele seksizmu przez wiele, wiele lat"

Zadaniem Aditi Bhattacharya z New York City Anti-Violence Project - organizacji działającej specjalnie na rzecz ograniczenia przemocy wobec osób LGBTQ - zaniechania w kwestii przemocy domowej w WNBA wynikają z błędnego przekonania, że kobiety nigdy nie są sprawczyniami przemocy domowej.

- W badaniach nad przemocą domową było wiele seksizmu przez wiele, wiele lat. My mówimy więc  wyraźnie o przemocy między partnerami, a nie przemocy domowej - powiedziała Aditi Bhattacharya w rozmowie z portalem thinkprogress.org. Mówiąc o przemocy w związkach homoseksualnych działaczka LGBTQ dodała, że jest to "powszechny problem". - Wiemy, że ta przemoc jest notorycznie zaniżana. Bardziej niż w przypadku osób heteroseksualnych.

Wynika to przede wszystkim z patrzenia na przemoc domową przez pryzmat płci. - Osoby, które doznały przemocy w związku są uciszane przez system - mówi Bhattacharya. - Ponieważ z jednej strony osoba, która doznaje przemocy nie wygląda jak typowa ofiara. A z drugiej strony napastnik też nie jest ukarany we właściwy sposób, bo też nie wygląda jak typowy napastnik, nie mówi jak typowy napastnik, ani się tak nie zachowuje. I to jest problem.

Sprawa Williams nie jest jedyną, z którą WNBA musi się mierzy. Inna znana koszykarka ligi Natasha Howard została oskarżona przez swoja partnerkę życiową Jacqueline Howard, z którą zawarła oficjalny związek małżeński, o stosowanie przemocy. Koszykarka twierdzi z kolei, że to ona jest ofiarą w tym związku, a jej partnerka wyczyściła ich wspólne konto, przywłaszczając 600 tys. dolarów. W tym wypadku decyzja jest o tyle trudniejsza, że Jacqueline Howard nie wystosowała oficjalnego oskarżenia, a jedynie swoje zarzuty upubliczniła w mediach społecznościowych.

Więcej o: