Sport.pl

F1. Odkryto główny problem bolidu Williamsa? Pojawiło się światełko w tunelu dla zespołu Roberta Kubicy

Po nieudanym wyścigu o GP Australii, w którym Williams był daleki od zdobycia choćby jednego punktu, Robert Kubica stwierdził, że potrzeba co najmniej 2-3 miesięcy, aby wyeliminować problemy z bolidem. Wygląda na to, że największą wadą konstrukcji FW42 jest jej znaczna nadwaga.

W GP Australii kierowcy Williamsa zajęli dwa ostatnie miejsca. Powodem takiego wyniku była fatalna maszyna, co sprawiło, że zwolniony został Paddy Lowe, dotychczasowy dyrektor techniczny ekipy. To on został uznany za głównego winowajcę opóźnienia w pracach nad bolidem i wyjazdu na tor dopiero trzeciego dnia przedsezonowych testów. Robert Kubica po ich zakończeniu twierdził, że wie 20 procent tego, co powinien przed rozpoczęciem sezonu. Rywalizacja na torze Albert Park w Melbourne tylko potwierdziła, że w tym roku głównym celem zespołu będzie pościg za resztą stawki.

Nadwaga problemem

Fakt, że strata Williamsa do czołówki jest większa w kwalifikacjach niż w wyścigu, sugerują, że jednym z głównych powodów fatalnej dyspozycji jest nadwaga konstrukcji FW42. Nie byłby to nowy kłopot ekipy z Grove, biorąc pod uwagę, że poprzedni bolid, nad którym pieczę sprawował Lowe, również ważył zdecydowanie za dużo. Nie jest to jednak jedyny problem, z którym boryka się Williams. Oprócz nadwagi bolidu, zdecydowanie brakuje siły docisku, przez co najnowsza konstrukcja jest zbyt wolna w szybkich i średnio-szybkich zakrętach. To także było przyczyną błędów Roberta Kubicy, który w ciągu całego weekendu dwukrotnie ocierał się o bandy - raz podczas wjazdu do alei serwisowej w treningu, a potem w trakcie kwalifikacji. Sami kierowcy zdają sobie sprawę, że potrzeba co najmniej kilku miesięcy, aby mogli powrócić do walki o punkty, co potwierdzają w rozmowach z dziennikarzami po pierwszym wyścigu.

Williams nie może spisać sezonu na straty

O ile kwestie związane z aerodynamiką są łatwiejsze do rozwiązania, choć czasochłonne, o tyle rozwiązane problemu z nadwagą jest znacznie trudniejsze. W poprzednim sezonie ogromne znaczenie miał zły projekt i rozmieszczenie układu chłodzenia. To sugerowałoby, że jeśli problem jest podobny, konieczne jest przeprojektowanie niemal całej tylnej części bolidu, co w trakcie sezonu jest niemal niemożliwe do rywalizacji. Williams zdaje sobie sprawę ze swojej pozycji, jednak nie może porzucić całkowicie prac nad FW42, gdyż rewolucja w przepisach przewidywana jest dopiero na 2021 rok. Z tego powodu ekipa z Grove musi znaleźć sposób na poprawę osiągów i przygotowanie lepszego auta na sezon 2020. Sporą nadzieją jest fakt, że zespół Roberta Kubicy poszukuje wielu pracowników na kluczowe stanowiska, którzy mogą wnieść nowe spojrzenie na całą sytuację i ułatwić walkę o powrót do rywalizacji w nadchodzących miesiącach.

Czas na zmianę strategii?

Williams, choć ma możliwość szerszej współpracy z dostawcą silników - Mercedesem, świadomie wybiera strategię, w ramach której stawia na znacznie większą samodzielność. Obecnie to nie przynosi odpowiednich rezultatów, zwłaszcza porównując ich z zespołem Racing Point (dawniej Force India). Dzięki ich współpracy z niemieckim producentem, byli w stanie zakończyć sezony 2017-2018 na 4. miejsce w klasyfikacji konstruktorów, choć dysponują znacznie mniejszym budżetem niż ekipa z Grove. Drugi rok z rzędu, który najprawdopodobniej zakończą na ostatnim miejscu w rywalizacji zespołów może powinien dać do myślenia nad zmianą drogi, którą powinni podążać. Pytanie, czy stać ich na odejście od wieloletniej tradycji, która obecnie jest źródłem ich problemów.

Więcej o: