Sport.pl

KSW 47. Jaka przyszłość czeka Pudzianowskiego w KSW? Jego rywalem może być prawdziwy gigant

Gdzie jest sufit Szymona Kołeckiego? Czy mistrz olimpijski może podbić polskie MMA? Jaka przyszłość czeka: Mariusza Pudzianowskiego, Damiana Janikowskiego, Tomasza Narkuna i Borysa Mańkowskiego, którzy przegrali podczas gali KSW 47?

Szymon Kołecki, mistrz olimpijski w podnoszeniu ciężarów, od kilkunastu miesięcy prężnie się rozwija w MMA. W sobotę zadebiutował w federacji KSW na gali w Łodzi, gdzie pokonał Mariusza Pudzianowskiego już w pierwszej rundzie. Wcześniej Kołecki walczył dla federacji Babilon MMA, dla której stoczył siedem walk w wadze półciężkiej, z których przegrał tylko pojedynek z Michałem Bobrowskim, nadzieją polskiego MMA  Pozostałe walki wygrywał przez nokaut w pierwszej rundzie. Teraz, dzięki zwycięstwie nad Pudzianowski, Kołecki stał się nową gwiazdą KSW. Kto zostanie jego nowym rywalem?

Rewanż z Pudzianowskim? Bez sensu

- Żałuję, że wcześniej nie trafił do MMA. Kołecki jest bardzo ciekawym zawodnikiem. Szkoda, że już ma 37-lat, choć w oktagonie, gdybyśmy nie znali jego wieku, to moglibyśmy pomyśleć, że jest młodszy niż pokazuje jego dowód. Kołecki pokazał się z kapitalnej strony. Dziwią mnie głosy Martina Lewandowskiego i Macieja Kawulskiego, którzy nieco podważają jego zwycięstwo. Mówią o kontuzji Pudzianowskiego, a przecież wynikała ona także z przebiegu walki. Rewanż z Pudzianem? Bez sensu. Nie musi już niczego udowadniać. Poza tym, gdyby Mariusz nie doznał kontuzji, to i tak Kołecki najprawdopodobniej by go skończył w pierwszej rundzie. Kołecki - zachowując proporcje - przypomina Caina Velasqueza. Co teraz zrobi Kołecki? Prawdopodobnie wróci do wagi półciężkiej. Na pojedynek z Narkunem jest za wcześnie, ale widziałby go w walce z Chrisem Fieldsem, Martinem Zawodą czy Akopem Szostakiem. Ewentualnie Erko Jun, któremu też bliżej do wagi półciężkiej. Rewanż z Pudzianem by się dobrze sprzedał, ale ze sportowego punktu widzenia, nie ma większego sensu - mówi nam Bartłomiej Stachura, ekspert od MMA i dziennikarz portalu lowking.pl.

I dodaje: - Mariusz Pudzianowski? - Jest wielu rywali, z którymi może się zmierzyć, ale paradoksalnie trudno mu wybrać przeciwnika. Ci, którzy są naprawdę silni, będą dla Pudziana za mocni. Z kolei taki klasyczny freak [tak w MMA określa się walczących celebrytów] będzie zbyt łatwym wyzwaniem. Najcięższym wyzwaniem byłaby walka z Fernando, byłym mistrzem KSW, ale Pudzian miałby z nim problem. Dlatego może teraz zawalczy z Erko Junem, kulturystą, który próbuje swoich sił w MMA. Pamiętajmy, że KSW podpisało kontrakt z Martynem Fordem. Taką walkę obejrzałby każdy kibic na świecie. Starcia gigantów zawsze są w cenie. Jak Ford podpisał kontrakt z KSW, mówiło się, że to nie będzie rywal dla Pudziana, bo to nie ta półka, ale teraz to się wydaje ciekawe zestawienie.

Jaka przyszłość czeka Tomasza Narkuna? Musi wrócić do wagi półciężkiej

Tomasz Narkun od kilku lat rządzi wagą półciężką, gdzie nie może znaleźć dla siebie godnych rywali, więc szuka nowych wyzwań. "Żyrafa" w 2018 roku stoczył dwie walki z Mamedem Chalidowem (byłym mistrzem wagi średniej) i obie wygrał. Narkun chciał zostać mistrzem dwóch kategorii wagowych, więc wyzwał na pojedynek czempiona wagi ciężkiej. Tylko tym razem jego największe atuty, jak: wzrost, siła, zasięg ramion i świetny parter, nie miały zbytnio znaczenia. Tym razem wszystkie te parametry były na korzyść Brytyjczyka. No, może poza parterem, bo trudno ocenić, który z nich ma lepsze brazylijskie jiu-jitsu. Ale nikt nie ma wątpliwości, że w pięciorundowym pojedynku to Brytyjczyk był lepszym zawodnikiem. Co czeka Narkuna?

- Nie widzę innej opcji niż powrót do wagi półciężkiej. Problem w tym, że nie ma tam zbyt wielu rywali. Właściwie to tylko jeden - Wagner Prado. Starcie z Brazylijczykiem to naturalna kolei rzeczy, pod warunkiem, że Prado wygra swój pojedynek na gali RCC 6. Ewentualnie może dojść do walki Thiago Silva - Wagner Prado i Narkun zmierzyłby się z wygranym, ale w takim scenariuszu Polak musiałby się uzbroić w cierpliwość - analizuje Stachura.

Na co stać Damiana Janikowskiego? UFC oddaliło się już na dobre. KSW musi go powoli odbudować

Janikowski stał się ofiara własnego sukcesu. W 2017 roku Janikowski porzucił zapasy i przerzucił się na MMA. Początek miał imponujący. Wydawało się, że szybko stanie się gwiazdą KSW, a może nawet będzie miał szansę na debiut w UFC. Tymczasem brązowy medalista olimpijski z Londynu zdążył się już przekonać, że MMA to najbrutalniejszy sport na świecie. Na dzień dobry wygrał trzy walki, wszystkie w efektownym stylu. Na Stadionie Narodowym widowiskowo pokonał Julio Gallegosa (8-7), kilka miesięcy później bez większych kłopotów zwyciężył z Antonim Chmielewskim (32-17), najbardziej doświadczonym zawodnikiem w historii polskiego MMA. W kwietniu ubiegłego roku przeciwnikiem Polaka został Yannick "Czarna Mamba" Bahati (28 lat, 8-4, 4 KO), były mistrz organizacji BAMMA. Anglik wytrzymał w klatce zaledwie... 18 sekund. Janikowski tak mocno go bił, że aż złamał sobie rękę. Wydawało się, że szybko stanie się gwiazdą MMA. I to być może światowego formatu.

Ale dopiero wtedy zaczęły się schody. Przegrał z Michałem Materlą, niedawnym mistrzem KSW. Taka porażka nie hańbi jego rekordu, ale przegrana z Aleksandarem Iliciem rodzi pytanie: na co tak naprawdę stać Janikowskiego? 

- Dwie porażki z rzędu na tak wczesnym etapie sprawiają, że UFC oddaliło się już na dobre. Poza tym jemu aż tak bardzo nie zależało na amerykańskiej organizacji. Janikowski czuje się spełnionym sportowcem. MMA traktuje bardzo poważnie, ale bardziej jako przygodę. W KSW może stać się gwiazdą, zarabia dobre pieniądze, a właściciele organizacji się o niego troszczą. Słowem, nie ma na co narzekać. Nigdzie indziej nie miałby takiego komfortu. Myślę, że może zmierzyć się teraz z Marcinem Wójcikiem, o ile ten wciąż formalnie jest zawodnikiem polskiej federacji. To byłby ciekawy pojedynek, Ale bardziej prawdopodobny scenariusz to taki, w którym KSW zakontraktuje zawodnika z niezłym rekordem, choć pewnie nabitym na zawodnikach niewyróżniających się sportowymi dokonaniami i poziomem, tak jak w przypadku Ilica. Serb wygrał 11 walk, ale na próżno szukać wymagających rywali.

Janikowski nie może sobie pozwolić na kolejną porażkę. Teraz KSW musi go powoli odbudowywać. Nie może bać się o kondycje i siłę Janikowskiego. Widać, że jest coraz spokojniejszy w parterze, myśli o tym, by trzymać bezpieczną pozycję. Ale tyle dobrego można powiedzieć. Wydaje się, że przy pierwszym zmęczeniu podczas walki zaczyna zapominać game plan, podpala się. A w poważnym MMA chłodna głowa to podstawa. Pamiętajmy też, że Ilic Janikowskiemu zgasił światło. Odcięło Polaka na kilka sekund. Nie wiemy czy brutalny nokaut nie zostawi śladu w jego głowie. Może teraz nie będzie już tak ofensywnie nastawiony. Z tyłu głowy wciąż będzie pamiętał, że może czekać go srogi kontratak - mówi Stachura.

Borys Mańkowski, czyli gwiazda, która nie wygrała od niemal trzech lat

Dyspozycja Mańkowskiego była wielką niewiadomą. Ostatni raz wygrał w 2016 roku. Później przegrywał z Mamedem Chalidowem oraz Roberto Soldiciem. Borys od kilku miesięcy szykował się do powrotu do oktagonu, ale wciąż przeszkadzały mu kontuzje. W sobotę pokazał się z dobrej strony, ale to Norman Parke wygrał na punkty - przez jednogłośną decyzję (29-28, 29-28, 29-28).

- Mańkowski nie ma zbyt wielu opcji. Borys na pewno chciałby rewanżu z Parkiem, ale Irlandczyk myśli tylko o kolejnej walce z Mateuszem Gamrotem. Być może Michał Michalski. zostanie jego rywalem, ale to też ryzykowne starcie. Jeśli Borys przegra, to zanotuje czwartą porażkę z rzędu. Wówczas stanąłby pod ścianą w poważnym MMA, a przecież wiemy, że to wciąż groźny zawodnik. Michalski też jest pod ścianą, bo przegrał dwie poprzednie walki - zakończył Stachura.

Więcej o: