Sport.pl

Niemcy - Francja. Ciekawy mecz, po którym Joachim Loew znów można wyciągać wnioski

Od bezbramkowego remisu Niemcy zaczęli proces odbudowy po nieudanych mistrzostwach świata. Nie był to mecz nudny. Niemcom udało się zapanować nad atakami Francuzów, ale w grze do przodu wciąż jest wiele do poprawy. Mimo to, bliżej zwycięstwa byli podopieczni Joachima Loewa.

Podczas mistrzostw świata Niemcy byli rzadziej biegali sprintem, wolniej rozgrywali piłkę i byli jednowymiarowi taktycznie. Po wytłumaczeniu kibicom niepowodzenia na mundialu i wyciągnięciu wniosków przyszedł czas na przekucie teorii w praktykę. - Już w kolejnym tygodniu chcemy pokazać zupełnie nową twarz tej drużyny. Na boisku i poza nim – mówił na konferencji prasowej selekcjoner Niemców. 

Kibice spodziewający się rewolucji w składzie mogli być zaskoczeni. Aż ośmiu piłkarzy, którzy wyszli odbudować zaufanie kibiców w meczu z Francją, wcześniej straciło je z Koreą Południową w ostatnim spotkaniu fazy grupowej MŚ. Joachim Loew zrezygnował z bocznych obrońców i zamiast nich wystawił nominalnych stoperów – Rudigera i Gintera.

Czterech środkowych obrońców

Loew chciał zabezpieczyć się przed atakami Kyliana Mbappe i uszczelnić defensywę, która w Rosji była największym koszmarem Niemców. Z ofensywnie grającymi bocznymi obrońcami wielokrotnie jego zespół narażał się na kontrataki. W czwartek Francuzi takich szans mieli o wiele mniej. I pewnie to Joachim Loew uzna za największy pozytyw tego meczu. W obronie obyło się bez prostych błędów i znów zapanowała stabilizacja. Dobrze między słupkami radził sobie Manuel Neuer.

- W Rosji graliśmy mniej do przodu, a bardziej na boki oraz wolniej niż w 2014 roku. Podawaliśmy o 13 proc. rzadziej do przodu. Czas pomiędzy przyjęciem piłki, a jej oddaniem w 2014 roku wynosił 1,19 sekundy, a w 2018 1,51. Wzrost o prawie jedną czwartą to bardzo dużo. Dlatego nasza gra była ślamazarna – tłumaczył Loew. I podejrzewać można, że w ostatnich dniach często powtarzał swoim zawodnikom, by starali się grać szybciej i byli w tych podaniach odważniejsi. Defensywni pomocnicy – Kroos i Kimmich częściej decydowali się na prostopadłe podania w stronę skrzydłowych i grającego na szpicy Reusa.

Nie zawsze przynosiło to efekty i w tym aspekcie wciąż jest sporo do poprawy. Gdy Niemcy starali się wyprowadzać kontry, to bezużyteczny z prawej strony boiska był Thomas Mueller. Brakowało dynamiki i elementu zaskoczenia. Pomocnik Bayernu często był spóźniony i nie wchodził w pojedynki indywidualne tak często, jak Timo Werner. Najgroźniejsze sytuacje tworzył właśnie napastnik Lipska. Otoczony silnymi obrońcami Reus był kompletnie niewidoczny, aż do 60. minuty, gdy zgubił precyzyjnie uderzył sprzed pola karnego.

Brakowało szybkości w ataku

Niemcy najgroźniejsi byli po grze z kontry, o której istnieniu właściwie zapomnieli trzy miesiące temu. W 72. minucie Reus zapoczątkował szybką akcję, która powinna dać gospodarzom prowadzenie. Dwa dobre podania pozwoliły przenieść akcję sprzed pola karnego Niemców, aż do bramki Areoli. Mocno uderzał Hummels, dobijał jego strzał Mueller i jeszcze raz strzelał środkowy obrońca. Piłka nie wpadła do siatki. Od 70. minuty piłkarze Loewa całkowicie dominowali na murawie i kilka razy byli bardzo bliscy strzelenia gola. Francuzów ratował Alphonse Areola.

Jednym z wniosków, jakie po mundialu wyciągnął Joachim Loew była zbyt mała liczba sprintów jego piłkarzy. - Zredukowaliśmy liczbę szybkich wbiegnięć do przodu o 12 proc. Wpadaliśmy w tercję przeciwnika niemal trzykrotnie rzadziej niż w eliminacjach – mówił. I w meczu z Francuzami wciąż tego brakowało.

Najaktywniejszym piłkarzem Niemców był Timo Werner, który dość łatwo radził sobie z Benjaminem Pavardem. Problem w tym, że tylko on potrafił przyspieszyć grę i odważnie wejść w pojedynek z obrońcą. Wydawało się, że selekcjoner Niemców może łatwo podkręcić tempo wpuszczając na boisko Sane, Havertza czy Draxlera. Zrobił to dopiero na kilka minut przed końcem spotkania. W miejsce Reusa wszedł Leroy Sane, ale na stan rywalizacji nie wpłynął. Mecz skończył się bezbramkowym remisem, w którym niemieccy dostrzegą promyk nadziei, a Joachim Loew pole do wyciągania kolejnych wniosków.

Więcej o: