Sport.pl

Puchar Świata w biegach w Lahti. Debiutantka Monika Skinder, czyli narciarski cud z Siwej Doliny

Monika Skinder ma 16 lat. Jest starsza od klubu, który ją wychował i tylko trochę młodsza od pomysłu, by z Tomaszowa Lubelskiego zrobić centrum biegów narciarskich. Wielkich gór tam nie ma, ale jest pasja. I w sobotę w Lahti Tomaszów wbiegnie do Pucharu Świata.

Zdjęcie jest sprzed niespełna pięciu lat: Monika Skinder stoi obok Justyny Kowalczyk trochę zawstydzona, ubrana elegancko jak na zakończenie roku w szkole. Jak mówi trener Waldemar Kołcun: taka nasza niunia mała. Miała wtedy niespełna 12 lat, przyjechała do Warszawy jako finalistka „Biegu na igrzyska”. Przy stawaniu do zdjęć z gwiazdami może speszona, ale na trasach – znów cytując trenera – mały diabełek. Zaprawiona w rywalizacji, bo na wrotkach ściga się od zerówki, na nartach od drugiej klasy. W „Biegu na igrzyska”, który miał pomóc wyszukać następczynie i następców Justyny, debiutowała jako dziesięciolatka. A mistrzostwa Polski w sprincie wygrała jako piętnastolatka. I tytuł obroniła rok później.

Niedoszła panczenistka

Na igrzyska jeszcze nie dobiegła. Ale w sobotę w Lahti zadebiutuje w Pucharze Świata w sprincie stylem łyżwowym (eliminacje o 10:45, wyścigi od 13.15). Niespełna cztery miesiące po szesnastych urodzinach, niespełna pięć lat po zdjęciu z Justyną Kowalczyk. I w sezonie, który zapewne będzie ostatnim w karierze Kowalczyk.

Była jako ten mały diabełek w Justynę wpatrzona, ale szła zupełnie inną drogą. Na nartach jeździ od dziecka, a Justyna była lekkoatletycznym talentem i na bieganie na nartach dała się na dobre namówić dopiero jako czternastolatka. Justyna mocniejsza jest stylu klasycznym, Monika w łyżwowym, choć w klasycznym też potrafi pokazać szybkość. Uwielbia walkę ramię w ramię, przeskakiwanie, ściganie się o najlepszy tor. Oswoiła się z tym jeżdżąc na wrotkach w wyścigach ze startu wspólnego. Miała zresztą
propozycje trenowania panczenów. Znają ją tam właśnie z wyścigów na torach letnich. Wygrywała na łyżworolkach z Karoliną Bosiek, olimpijką z Pjongczangu. Ale wybrała narty i od 2017 jest w szkole mistrzostwa sportowego w Zakopanem.

Wydolnościowa perła

– Może gdyby hala łyżwiarska w Tomaszowie Mazowieckim powstała za dwa lata wcześniej, to kto wie? To jest talent, po prostu talent. Wydolnościowa perła. I na łyżwach też mogłaby się zrealizować. Ona ma wszystko. Charakter walczaka. Profesjonalne podejście. Gimnazjum ukończone z wyróżnieniem. Wielki talent wydolnościowy. VO2 max 67 (to wskaźnik zdolności pochłaniania tlenu przez organizm – red.), bardzo wysokie w kobiecym sporcie. Do tego piękne relacje z rodzicami, którzy
od początku chcieli żeby się realizowała w sporcie. Robili to mądrze, a dziś pytają: czy trochę nie za dużo szumu się robi wokół Moniki przy okazji tego Pucharu Świata? To jest rodzina żyjąca sportem, choć bez sportowych tradycji, poza tym że tata grał trochę w piłkę. Brat i siostra Moniki nie mają nic wspólnego ze sportem. A najmłodsze dziecko się Skinderom trafiło wybitne – mówi trener Kołcun. Trener, nauczyciel w szkole podstawowej numer 3, prezes Lubelskiego Okręgowego Związku Narciarskiego, prezes klubu MULKS Grupa Oscar Tomaszów Lubelski i wiceprezes wrotkarskiego TUKS Roztocze w jednej osobie.

Na wuef można chodzić na narty

Tomaszów Lubelski ma 20 tysięcy mieszkańców i aż 120 dzieci trenujących narciarstwo i wrotkarstwo. Ma profesjonalny tor wrotkarski, do niedawna jedyny w Polsce (drugi powstał na World Games we Wrocławiu), ma szkołę podstawową numer 3 im dr Janusza Petera, nazywaną najlepszą szkołą narciarstwa biegowego w Polsce. I przede wszystkim: ma trasy w Siwej Dolinie, na obrzeżach miasta. Ze sztucznym oświetleniem, sztucznym naśnieżaniem. – Są bardzo blisko miasta, to jest unikat. Jakuszyce są kilkanaście kilometrów od Szklarskiej Poręby. Na Jamrozową Polanę też trzeba
dojechać z Dusznik. Tak jak na Kubalonkę z Wisły. Trasy w Ustianowej są kilka kilometrów od Ustrzyk. A w Tomaszowie dzieci nie trzeba dowozić, przychodzą na trening z miasta spacerem. Ze szkoły mam do Siwej Doliny 800 metrów. W szkole są dwie klasy sportowe. Można chodzić na wuefy na narty. Dwukilometrowa trasa jest oświetlona i mogę prowadzić treningi o 17 czy 18 – mówi Waldemar Kołcun.

Tradycje były od dawna. Ale system – dopiero od 1999

W Tomaszowie mają system szkolenia od sześciolatka do pełnoletności, organizują w sezonie tyle zawodów, że tylko w Jakuszycach dzieje się w zimie więcej. I pokazują, że do biegów narciarskich nie trzeba gór, wystarczą pagórki. Nie trzeba się też oglądać w każdej sprawie na PZN, nie trzeba robić igrzysk w narzekaniu. Wystarczy pomysł, wytrwałość. I wsparcie lokalnych władz.

W Tomaszowie Lubelskim tradycje biegania na nartach były od dawna, trener Kołcun pamięta, że biegano tu w latach 60 i 70.. On też, ale po skończeniu AWF na dwadzieścia lat wciągnął go futbol i miejscowa Tomasovia. A dzisiejszy tomaszowski cud biegowy ma początki w całkiem niedalekiej przeszłości. To Ryszard Koprowski, burmistrz Tomaszowa z lat 1994-2002, w przeszłości biegacz narciarski, do dziś wygrywający biegi seniorów, za swoich rządów reaktywował w 1999 roku Lubelski Okręgowy Związek Narciarski. A w 2003 stworzył klub, który dziś nazywa się MULKS Grupa Oscar Tomaszów Lubelski i od czterech lat ma sponsora tytularnego.

Trener z Ukrainy nie dojechał

Trener Kołcun najważniejszą postacią narciarskiego i wrotkarskiego szkolenia w Tomaszowie stał się, jak to opisuje, dzięki zbiegowi kilku okoliczności. Najważniejsza była taka, że klub widząc duże zainteresowanie dzieci i rodziców chciał zatrudnić specjalistę od biegów narciarskich z Ukrainy. Trener Kołcun miał być jego asystentem. Ale specjalista z Ukrainy nie dogadał się ostatecznie z władzami Tomaszowa. Nazywał się Mikołaj Panitkin i dziś jest trenerem w polskiej kadrze biathlonu. A trener Kołcun zamiast asystentem został głównym trenerem i stworzył klub, który wygrywał klasyfikację „Biegu na igrzyska” już osiem razy. A Monika Skinder, starsza od klubu o niespełna dwa lata, rosła razem z tomaszowskimi biegami.

- Na początku było sukcesem, gdy ktoś z naszych wchodził w ogólnopolskich zawodach do czołowej piętnastki. Byliśmy drugą ligą. Na klub są potrzebne duże pieniądze: na narty, smary. Bez pomocy miasta by to się nie udało. I cały czas trzeba walczyć o utrzymanie poziomu, bo piłka nożna zżera to wszystko. Jeśli chłopak ma wybór: biegać na nartach czy grać w piłkę, to wiadomo co razem z rodzicami wybierze. Mimo, że my zapewniamy system szkolenia, a piłka – różnie bywa. My mamy zawodników w każdej kategorii wiekowej i w olimpiadzie młodzieży byliśmy ostatnio na drugim miejscu. Ale idzie u nas taka fala zawodników, że w najbliższych latach chcemy olimpiady wygrywać. Jan Żółkiewski, przeze mnie szkolony, wygrał olimpiadę młodzieży. Mimo, że nie jest z żadnej szkoły sportowej, jak wielu jego rywali. Jest z normalnej szkoły, w której go ścigają za każdą nieobecność i nie ma żadnych przywilejów. Przygotowuje się do matury jak każdy inny uczeń. A wygrał z zawodnikami z SMS-ów, które stawiają na sport – mówi Waldemar Kołcun. 

Stracone trzy miesiące

Monika Skinder od 2017 też jest w SMS-ie. Wyjechała z Tomaszowa Lubelskiego do Zakopanego. Pierwsze mistrzostwo Polski w sprincie zdobyła jako piętnastolatka wytrenowana tylko w klubie. Drugie, na początku stycznia 2018, już jako zawodniczka kadry. Ale na sprinterskie Puchary Świata tuż po tym zwycięstwie nie została zabrana. Do Drezna na sprinty łyżwą pojechały zawodniczki typowane do kadry olimpijskiej. Ją wysłano na mistrzostwa Czech. Wygrała tam sprint. Na Puchar Świata w Planicy, też ze sprintem, ale klasycznym, nie pojechała. Jedzie dopiero do Lahti, choć w styczniu była
w dużo lepszej formie niż dziś, a i płaskie trasy w Dreźnie pasowały jej dużo bardziej niż trudna pętla w Lahti.

–Teraz jest już mocno zmęczona, bo to był długi i trudny sezon. Kończy się dla niej rok zmian i zawirowań. Przenosiny do SMS Zakopane, rozstanie z Tomaszowem, choć jako klub i miasto nadal ją wspieramy stypendialnie i sprzętowo. Trafiła w 2017 do kadry, ale w kadrze młodzieżowej aż do września nie było wiodącego trenera. Tylko trenerzy z okręgów dzielili się zawodnikami i obowiązkami. To miało być ułatwieniem, ale nie było. Grupa zakopiańska, małopolska i Monika zostali przez to na lodzie. Monika musiała w końcu wybrać trenera sama i trafiła do Tadeusza Krężeloka z Istebnej. Wcześniej trzy miesiące szkolenia letniego przeciekły między palcami, co dziś widać po jej wynikach na dystansach. Są gorsze niż rok temu. A sprint na półtora kilometra z dużym podbiegiem to sprint tylko z nazwy. W żadnym innym sporcie wysiłek czterominutowy nie jest sprintem. Zwłaszcza gdy trzeba cztery razy żeby dojść do finału – mówi trener Kołcun.

„Lahti się trochę boimy”

– Ona chyba jeszcze tej wytrzymałości nie ma. Ma szybkość, predyspozycje siłowe, ale trzeba to poprzeć właśnie wytrzymałością. W Lahti obsada będzie bardzo dobra i trudno liczyć, że Monika awansuje do trzydziestki i ćwierćfinałów. Większą szansą będzie następny Puchar Świata, w Drammen. Wprawdzie stylem klasycznym, a nie łyżwowym, ale ona szybka jest też klasykiem. Trochę się o to Lahti boimy. Jeszcze niedawno trenerzy kadry mówili, że ona na Drezno nie jest gotowa, że ma czas, a teraz ją puszczają na trudną trasę. Monika też się trochę obawia, że ją fala krytyki zaleje. Że tak wszyscy ją chcieli wysyłać na igrzyska, a ona w Lahti nie umie awansować. Ale musi to znieść. Byle do końca sezonu. Potem będzie cisza do zimy – mówi trener Kołcun.

„Kiedyś Justyna spotkała trenera Wierietielnego. Chciałoby się, żeby i Monika tak dobrze trafiła”

Był za tym, żeby Monikę wysłać do Pucharu Świata od razu po mistrzostwie Polski, właśnie do Drezna. Nie rozumie, dlaczego wtedy usłyszeli: jeszcze ma czas. Dlaczego wszyscy w polskich biegach mówią młodym zawodnikom: macie czas. Jego zdaniem – nie mają czasu. Muszą mocniej pracować, rywalizować. - Ja obserwowałem karierę Maćka Staręgi. On też był wożony przez tatę po wszystkich imprezach, rywalizował ze starszymi. Mówili, że będzie zajechany. Mówili, że „Bieg na igrzyska” zajedzie dzieci. A jednak nie zajechał. Monika Skinder, Eliza Rucka, Iza Marcisz, najzdolniejsze polskie
biegaczki, rywalizują od lat w „Biegu” i nie są zajechane. To może trzeba zweryfikować poglądy? Może  za mało pracujemy? Może jednak specjalizacja nie szkodzi? Ja uważam, że mistrz się rodzi od początku i albo umie wygrywać, albo nie i trudno mu będzie to nadrobić – tłumaczy. I nie chodzi o zazdrość trenera, który swój największy talent musiał oddać do szkolenia centralnego. Bo Kołcun wie, że w Tomaszowie jeśli chodzi o szkolenie już nic więcej dla Moniki Skinder zrobić nie mogli. – My w klubach jesteśmy po to, żeby wyłapywać takich wybitnych. I to można robić wszędzie. W Tomaszowie, w Białymstoku, gdzie w klubie Kubal mają świetną zawodniczkę, Hannę Popko. My mamy wyłowić i otoczyć taką opieką, żeby oni wszyscy trafili do szkolenia centralnego bez żadnych zaległości. A skoro Monika wygrała pierwsze mistrzostwo Polski będąc tylko pod naszą ręką, to raczej zaległości nie miała. Byle tego tylko teraz nie zmarnować – mówi Kołcun. - Kiedyś trener Aleksander Wierietielny spotkał Justynę Kowalczyk i on uwierzył w nią, a ona w niego. Chciałoby się, żeby i Monika kogoś takiego spotkała.

Martin Lewandowski w "Wilkowicz Sam na Sam": Z Anią Lewandowską rozmawiamy, nie mówię że zawalczy w KSW, ale... Tylko Robert, z tego co słyszałem, lekko się skrzywił

Więcej o:
Komentarze (21)
Puchar Świata w biegach w Lahti. Debiutantka Monika Skinder, czyli narciarski cud z Siwej Doliny
Zaloguj się
  • bezidei

    Oceniono 5 razy 5

    I to jest kolejny błąd systemu. Nic nie mam do Skinder ale dziennikarze zupełnie świadomie zasypują dół jaki zostanie po zakończeniu kariery Kowalczyk. Budują kolejną superbohaterkę. Po pierwsze, dajcie jej spokój; po drugie, piszcie analityczne artykuły o systemie szkoleniowym, nie chcę kolejnego "kwiata" na pustyni tylko armię zdolnych sportowców.

  • 0

    Hubal Białystok 😉 Nie Kubal. Nazwa klubu pochodzi od pseudonimu Henryka Dobrzańskiego #żołnierzewykleci

  • sfrf

    0

    Nie pompujcie juz...dajcie jej czas, oddech...zycue jej ogromnych sukcesow , ale na ta chwile nic nie wiadomo...

  • raku

    0

    Justyna, przestan biegac i rozmieniac sie na drobne - zajmij sie trenowaniem takich perełek!

  • terianasa

    0

    Dlaczego w Polsce nie uczy się młodych dziewczyn łyżwiarstwa figurowego?
    Właśnie takie i podobne konkurencje są najlepsze dla nastolatek. Typowo siłowe są właśnie dla starszych.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX