Ekstraklasa. Legia-Górnik. Klasyk powraca. Czas na hit pierwszej części sezonu

18.11.2017 23:49
Dominik Nagy podczas meczu piłki nożnej Górnik Zabrze - Legia Warszawa

Dominik Nagy podczas meczu piłki nożnej Górnik Zabrze - Legia Warszawa (GRZEGORZ CELEJEWSKI)

Kiedyś mecze obydwu drużyn elektryzowały całą Polskę. Później przyszedł kryzys i oczekiwanie, oczekiwanie na grupę ludzi tworzących zespół, który znów porwie za sobą kibiców i pokaże, że nie trzeba głośnych nazwisk i zagranicznych transferów, aby z powodzeniem rywalizować o mistrzostwo kraju. Po latach banicji na piłkarskim marginesie Górnik Zabrze wraca, i w niedzielę zmierzy się w Warszawie z Legią w meczu, który naszpikowany będzie pojedynkami, zarówno tymi na murawie, jak i na ławce trenerskiej. Relacja spotkania o godz. 18 na żywo w Sport.pl

- Wiem, że to prestiżowy mecz. Nie tylko dlatego, że Górnik to lider. Czuję, że miasto i kibice są zjednoczeni, wytwarzają pozytywną energię. W końcu w niedzielę na trybunach zasiądzie komplet. Natomiast to, co mnie martwi to fakt, że mieliśmy dwutygodniową przerwę, bo byliśmy „w gazie”. W poprzednim miesiącu ta przerwa była dla nas oddechem, teraz to nowa sytuacja. To będzie ekstremalnie trudny mecz. Mamy wielki szacunek do Górnika, ale wszystko zależy od nas – powiedział na przedmeczowej konferencji prasowej trener gospodarzy, Romeo Jozak.

- Górnik i Legia to taki kawał najlepszej historii polskiej piłki, że dla kibców i fachowców zawsze będzie to mecz szczególny. Tym bardziej teraz, kiedy jesteśmy tak wysoko w tabeli. Słyszę, że na trybunach ma być komplet, nasi kibice blisko 2000 biletów na sektor gości wykupili chyba w dwa dni. Bardzo liczymy na ich wsparcie […] Chcemy grać swoją piłkę, mamy swój pomysł na mecz. – mówił natomiast szkoleniowiec gości, Marcin Brosz.

Wypowiedzi obydwu menedżerów pokazują, jak ważne będzie hitowe spotkanie 16. kolejki Lotto Ekstraklasy.

Dyscyplina i chłodne myślenie kontra polot i radość z gry

Mecz Legii z Górnikiem będzie prawdziwym zderzeniem dwóch różnych myśli szkoleniowych. Marcina Brosza stawiającego przede wszystkim na ofensywę, i Romeo Jozaka, dla którego gra z kontry i dyscyplina taktyczna to oczko w głowie.

Jozak vs BroszJozak vs Brosz Sport.pl

Przed przyjściem Jozaka do Legii, linia defensywna mistrzów Polski bardziej przypominała szwajcarski ser, niż szczelne zasieki, przez które żaden rywal nie będzie mógł się przebić. Od pierwszego spotkania ligowego z Górnikiem Zabrze do momentu zmiany trenera, warszawska drużyna we wszystkich rozgrywkach straciła 14 bramek. Średnia goli zdobywanych przez rywali  wynosiła równe 1. Wynik na tle innych ekstraklasowych drużyn przeciętny, ale słowo przeciętny nie powinno charakteryzować klubu, który co roku jest głównym faworytem do tytułu mistrzowskiego.

- Musimy odzyskać stabilizację i nauczyć się rozpoznawać styl gry, zarówno rywali, jak i nasz własny – mówił Romeo Jozak na swojej pierwszej konferencji prasowej w Warszawie.

I ten styl udało się znaleźć. Okazało się, że mimo dużych problemów w obronie, jest to styl nastawiony na grę z kontry. Właśnie tak Legia teraz gra. Czeka, spokojnie i mozolnie konstruuje akcje, a kiedy nadarza się okazja – wykorzystuje błędy rywali.

Poza spotkaniami w Pucharze Polski, właśnie tak prezentowały się mecze Legionistów. Zazwyczaj się udawało. Siedem zwycięstw i tylko dwie porażki. Nie wyszło z Jagiellonią (0-1) i Lechem Poznań (0-3). Poza tym udawało się za każdym razem. Nie licząc wspomnianych przegranych mistrzowie Polski pod wodzą nowego szkoleniowca dali sobie strzelić zaledwie dwa gole – w meczu z Bytovią (3-1) i Pogonią (3-1).

Zupełnie odmienny styl prezentuje Górnik, który pod wodzą Marcina Brosza stawia przede wszystkim na ofensywę. Tylu bramek, ile zabrzanie zdobyli w tym sezonie (33) nie zdobył nikt, nikt również nie zbliżył się nawet do tego osiągnięcia (druga pod tym względem Korona Kielce zdobyła ich 25). Śmiałe stawianie na atak odbija się jednak na grze defensywnej, a tam problemy już są. Beniaminek daje sobie strzelać wiele goli po bardzo prostych błędach. W obecnych rozgrywkach dał sobie wbić ich aż 22, bardziej dziurawą defensywą „wykazuje się” jedynie drużyna Lechii – 24, oraz kluby zamykające ligową stawkę: Cracovia – 23, Piast – 25, Pogoń – 26.

Dużą cenę Górnicy płacą też za wysoką intensywność, z jaką rozpoczynają spotkania. Piłkarze beniaminka często w końcówkach po prostu nie mają już sił na bronienie. W lidze w ostatnim kwadransie więcej bramek niż Górnik stracił tylko Piast Gliwice i Cracovia, a więc ponownie – zespoły bijące się o utrzymanie.

- Musimy mieć na uwadze to, że na takiej intensywności nie można grać ciągle. Pewne rzeczy niwelujemy właśnie liczbą przebiegniętych kilometrów. Ale to wszystko ma swoje granice i w pewnym momencie organizm jednego, drugiego, trzeciego zawodnika powie „stop”. Przyjdzie albo kontuzja, albo regres formy. I wtedy trzeba będzie mieć następcę. Tu się kryje tajemnica dobrej kadry: dwóch rywalizujących ze sobą chłopaków na każdej pozycji plus jeszcze zdolny junior w odwodzie – mówił na początku sezonu Marcin Brosz w „Przeglądzie Sportowym".

I to właśnie na tych dwóch rywalizujących ze sobą zawodnikach na każdej pozycji, a także juniorach i młodych piłkarzach czekających na swoją szansę oparty jest Górnik, który powoli staje się zapleczem reprezentacji Polski, co pokazują ostatnie powołania i mecze drużyn narodowych.

„Reprezentacyjny” beniaminek kontra ligowy rutyniarz

Rafał Kurzawa, Damian Kądzior, Tomasz Loska, Mateusz Wieteska, Szymon Żurkowski – tych zawodników jeszcze kilka miesięcy temu, poza kibicami Górnika Zabrze, kojarzył mało kto. Teraz coraz śmielej wchodzą oni do drużyn narodowych, tej pierwszej – Adama Nawałki, oraz tej drugiej – Czesława Michniewicza, dając o sobie znać szerszemu gronu publiczności.

- W zeszłym roku w listopadzie grałem przeciwko zespołom w pierwszej lidze, teraz jestem w reprezentacji Polski – mówił po przyjeździe na listopadowe zgrupowanie pierwszej kadry Damian Kądzior.

W podobnym tonie mogą wypowiadać się jego wymienieni koledzy, którzy ostatnio prezentują się coraz lepiej. Mateusz Wieteska i Szymon Żurkowski stanowią o sile drużyny biało-czerwonych do lat 21, co widoczne było w ostatnich spotkaniach kadry prowadzonej przez trenera Michniewicza – z Wyspami Owczymi (2-2) i z Danią (3-1). Wieteska dwukrotnie przebywał na boisku  po 90 minut, Żurkowski raz 90 i raz 75. Dodatkowo w wyjazdowym starciu bramki Polaków strzegł Tomasz Loska.

Do pierwszej, tej najważniejszej reprezentacji coraz mocniej dobijają się natomiast Damian Kądzior oraz Rafał Kurzawa. Pierwszy z nich był już na dwóch zgrupowaniach, ale szansy debiutu jeszcze nie otrzymał, drugi był na jednym i od razu zadebiutował, wchodząc na końcówkę meczu z Meksykiem (0-1). Po wejściu na plac gry, co prawda nie zrobił zbyt wiele, ale sam fakt występu to wystarczająco duże wyróżnienie.

Rafał Kurzawa to zdecydowanie jedno z największych objawień obecnego sezonu Lotto Ekstraklasy. 24-latek  statystykami przebija nie tylko swoich kolegów z drużyny, ale również piłkarzy etatowo powoływanych do reprezentacji Polski. Zawodnik Górnika ma więcej asyst i większy udział przy wszystkich zdobywanych bramkach niż m.in. Kamil Grosicki w Hull, czy Jakub Błaszczykowski w Wolfsburgu.

W lidze mało kto dorównuje Kurzawie. Pomocnik Górnika w obecnych rozgrywkach miał udział w 12 zdobytych przez swoją drużynę bramkach, za każdym razem popisując się kluczowym podaniem. Jednym z zawodników depczących po piętach Kurzawie jest Michał Kucharczyk.

Kucharczyk vs KurzawaKucharczyk vs Kurzawa Sport.pl

 W 13 meczach ligowych Kucharczyk trzykrotnie wpisywał się na listę strzelców i pięciokrotnie asystował przy trafieniach kolegów. Łącznie miał więc udział w ośmiu akcjach bramkowych (4 mniej niż Kurzawa). Jednak biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki  skrzydłowy Legii wpływ na gole strzelane przez swój zespół ma identyczny jak Rafał Kurzawa. 26-latek zdobył bowiem pięć bramek i zaliczył siedem asyst.

W niedzielę okaże się, który z liderów wypadnie lepiej i poprowadzi swój zespół do zwycięstwa.

Liczyć na Niezgodę, zatrzymać Angulo

- Indywidualności strzelają gole lub chybiają celu, ale to drużyna wygrywa lub przegrywa. Szanujemy Igora Angulo, ale w Legii jest kilku piłkarzy takich jak on, i to rywale muszą przemyśleć jak ich zatrzymać – mówił kilka dni temu Romeo Jozak w rozmowie z „TVP Sport”.

Potwierdzenia słów chorwackiego trenera Legii w statystykach piłkarzy jego drużyny próżno jednak szukać. Mistrzowie Polski w obecnych rozgrywkach Lotto Ekstraklasy zdobyli 19 bramek, dla porównania sam Angulo dla Górnika strzelił aż 16 goli.

Czterech najlepszych strzelców warszawskiego zespołu ma łącznie na swoim koncie zaledwie 12 trafień – Thibault Moulin (2), Armando Sadiku (2), Michał Kucharczyk (3) oraz Jarosław Niezgoda (5).  I to właśnie ostatni z nich ma być główną bronią gospodarzy w niedzielnym meczu.

Niezgoda vs AnguloNiezgoda vs Angulo Sport.pl

- Już rok temu czułem się gotowy na Legię, ale czy faktycznie byłbym wtedy wzmocnieniem dla mistrzów Polski? Tego nie wiem. Wypożyczenie dało mi jednak bardzo dużo. Zdobyłem cenne doświadczenie i udowodniłem, ze mogę strzelać gole na poziomie Lotto Ekstraklasy. Sprawiłem, że Legia mogła we mnie uwierzyć – mówił jakiś czas temu Niezgoda w rozmowie ze Sport.pl.

A gole strzelane przez Niezgodę, Legii potrzebne są niczym tlen. Młody napastnik ma szanse wreszcie załatać – przynajmniej w pewnym stopniu – ogromną wyrwę powstałą po odejściu Aleksandara Prijovicia i Nemanji Nikolicia. Na razie bowiem nie zdołał tego zrobić ani Tomas Necid, ani Daniel Chima Chukwu, ani nawet jeden z najdroższych piłkarzy w historii ekstraklasy  - Armando Sadiku, który jest chyba największym rozczarowaniem ostatniego okna transferowego w Polsce.

Górnik natomiast problemów ze zdobywaniem bramek nie ma żadnych. Jak wcześniej wspomnieliśmy nikt w lidze nie strzela tylu goli, ile zespół z Zabrza, a żaden napastnik nie robi tego częściej niż Igor Angulo, snajper, który zadziwia całą Polskę.

Doświadczony Hiszpan trafił do Górnika w sierpniu 2016 roku. Już w pierwszym sezonie grając na zapleczu Lotto Ekstraklasy pokazał, że ma instynkt strzelca. Zagrał w 32 meczach, w których zdobył 17 bramek. Z drużyną wywalczył awans, a sam zgarnął koronę króla strzelców.

Na podobne wyróżnienie indywidualne Angulo będzie mógł liczyć również w tym sezonie, o ile utrzyma obecną dyspozycję – jak na razie strzelił 16 goli w 14 meczach, a na listę strzelców wpisuje się średnio co 78 minut.

- Tym co odróżnia go od innych napastników jest wyszkolenie techniczne. Z perspektywy telewizora czy trybun tylko wydaje się, że sytuacja jeden na jednego jest prosta do wykorzystania, ale  w rzeczywistości tak nie jest. Piłkarz musi kontrolować nie tylko bramkarza, ale także goniących go zawodników. Angulo pokazał, że chociaż nie ma wielkiej szybkości, to umie tak ustawiać sobie piłkę, że jest w stanie kontrolować sytuację – charakteryzuje napastnika Górnika Andrzej Juskowiak.

Do tej pory sposób na zatrzymanie 33-letniego hiszpańskiego killera znaleźli obrońcy czterech drużyn – Arki Gdynia, Cracovii, Pogoni Szczecin i Zagłębia Lubin. W rundzie rewanżowej być może dołączą do nich defensorzy Legii. – Będziemy musieli mieć na niego oko. Kryć go krótko i nie dopuszczać do sytuacji bramkowych. Musimy być od niego sprytniejsi – mówi przed niedzielnym meczem Inaki Astiz na łamach portalu „polskatimes.pl”.

Jedno jest pewne. Mecz Legii Warszawa z Górnikiem Zabrze zwykłym meczem nie będzie, w końcu. Będzie spotkaniem o prestiż, o potwierdzenie słuszności własnych wizji, o pierwsze miejsce w tabeli, o przewagę psychologiczną nad bezpośrednim konkurentem oraz o „pole position” w wyścigu o mistrzostwo Polski.

Bundesliga. Bayern - Augsburg 3:0. Lewandowski ustala wynik spotkania [ELEVEN SPORTS]

Skomentuj:
Ekstraklasa. Legia-Górnik. Klasyk powraca. Czas na hit pierwszej części sezonu
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje