"Szwedzi mają w sobie pierwiastek walki, Włosi kombinowania.". Polski trener tłumaczy jak drużyna bez gwiazd wyeliminowała faworytów

14.11.2017 21:40

ANTONIO CALANNI/AP

- Jest euforia, samochody z flagami, ale na świętowanie przyjdzie czas w weekend - relacjonuje Sport.pl Jerzy Kruszczyński, trener od lat mieszkający w Szwecji. - Awans był tu zaskoczeniem, inaczej wszyscy wzięliby sobie wolne - dodaje z uśmiechem. Szwecja awansowała na MŚ 2018 kosztem Włochów. Zdaniem naszego rozmówcy nie jest wykluczone, że drużyna bez gwiazd wzmocni się o tę świecącą najjaśniej - Zlatana Ibrahimovicia.

Jerzy Kruszczyński to były gracz m.in. Pogoni Szczecin, Lechii Gdańsk i Lecha Poznań. Po zakończeniu kariery piłkarskiej został trenerem. Od 1989 roku mieszka i pracuje w Szwecji. Nadal jest szkoleniowcem.

Kacper Sosnowski: Patrząc na radość piłkarzy Szwecji, to dzień wyeliminowania Włochów i awansu na mundial powinien być świętem narodowym.

Jerzy Kruszczyński: Święta narodowego jeszcze nie ma, ale jest duża euforia. Widziałem samochody z flagami, ludzi w koszulkach reprezentacji. Prawdziwa celebracja zacznie się w weekend. W tygodniu nikt nie zaniedba tu pracy. Jakby to był hokej, to pewnie część osób wzięłaby sobie wolne. Awans piłkarzy był jednak zaskoczeniem. Bardzo miłym. Ludzie tu są szczęśliwi, że pierwszy raz od 12 lat udało się zakwalifikować do mundialu drużynie, która nie miała gwiazd, a  pokonała słynnych Włochów. Bo kto tu jest znany? Marcus Berg czy Ola Toivonen, który zresztą zagrał słabo? Tu zawsze był jakiś Dahlin, Schwarz, Kallstrom, Ibrahimović, a teraz po prostu jest drużyna.

Awans bez Ibrahimovicia, ale w mediach pojawił się wątek jego powrotu. To rzeczywiście teraz główny temat w kontekście mundialu?

- Trener Jan Olof Andersson trochę się zdenerwował na media, że od razu po awansie wyciągnęli temat Zlatana. Spokojnie poprosił dziennikarzy, by zajęli się sukcesem młodych chłopaków, którzy ten awans zrobili. Przypomniał, że Ibrahimović zakończył karierę ponad rok temu. Podejrzewam, że wtedy „Ibra” nie przypuszczał, że reprezentacja jego kraju zakwalifikuje się na te MŚ. Co będzie teraz? Sam jestem ciekaw. Warto jednak wziąć pod uwagę, że Szwecja nie ma z przodu nikogo kto może poważnie zagrozić bramce rywala. Berg i Toivonen to nie ten kaliber. Jest jeszcze John Guidetti, taki boiskowy chuligan. On też tak jak Zlatan, nie miał oporów by kogoś uderzyć czy kopnąć. Tylko, że Ibrahimović był dużo lepszy piłkarsko. Dyskutowałem o tym nawet z kolegami czy nie skończy się tak, że głodny gry Zlatan, nagle wróci do kadry. Pamiętajmy, że on miał półroczną kontuzję. Teraz powoli zdrowieje, a jego narodowa drużyna jedzie na mundial.

Tylko, że na tym mundialu nawet przy dobrej obronie, to trzy remisy nic jej nie dadzą. Tu ktoś musi się wziąć za strzelanie. Myślę, że w związku to przekalkulują. Z drugiej strony muszą rozważyć też ryzyko, że drużynę trzeba będzie sformatować na Zlatata i znów wprowadzić go do drużyny. On też by musiał się trochę zmienić, jego czasy rządzenia i chuligaństwa w kadrze już się skończyły.

Powrót typa niepokornego? Może lepiej nie ruszać dobrze funkcjonującej grupy?

- Ale on teraz jest już chyba trochę spokojniejszy. Żeby nie było. Żadnego konfliktu w kadrze z nim nie było. On był akceptowany przez praktycznie wszystkich trenerów. Mówimy przecież o człowieku, który od kilkunastu lat wygrywa tu Guldbollen, czyli zostaje piłkarzem roku. Myślę, że jeszcze w tej kwestii będzie ciekawie. Wszystko zależy od tego czy „Ibra” dogada się z Anderssonem. On na pewno byłby wzmocnieniem drużyny.

Wrócę do awansu. Na ostatnich ME Szwedzi grali, ale o wyjazd na mundial było trudno. Teraz osiągnęli go po wygranej z takim przeciwnikiem jak Włochy. To niezwykle umocni drużynę.

- Powiem tak. Po losowaniu baraży nikt tu nie był zadowolony. Szwedzi woleli już nawet Duńczyków. Bali się Włochów. Po pierwszym meczu i zwycięstwie 1:0, kibice i media podkreślali, że w kontekście rewanżu na San Siro to niewiele daje. 60 czy 70 procent Szwedów nie wierzyła w ten awans.

Trener Andersson przygotowywał się do rewanżu w ciszy. Nie wyizolował drużyny, ale zapewnił jej pewien spokój. Tak jak do tej pory systematycznie stawiał na swoich sprawdzonych piłkarzy, również tych młodszych, którzy niedawno grali jeszcze na Euro U21. Atmosfera wokół kadry była znakomita. Do tego doszło wielkie, skandynawskie serce do walki. Szwedzi postawili na obronę. Lepiej to im wyszło niż włoskie Catenaccio. Andreas Granqvist znakomicie dyrygował defensywą. To ważny zawodnik także w szatni. To on przejął pałeczkę po Zlatanie. Swoje wybronił też bramkarz Robin Olsen i wyszedł dobry wynik.

Jest pan bliżej opinii „mocni Szwedzi” czy „słabi Włosi”?

- U nas jasno mówi się, że Włosi nieco w tym awansie pomogli. Pojechali do Szwecji i wiedząc, że gospodarze mają znakomitą wysoką obronę, grali górą. Przez ponad godzinę wrzucali piłkę i z uporem maniaka szukali wykończeń. Tylko czasem wychodziło z tego jakieś zamieszanie. Było to jednak dziwne. Zamiast rozciągnąć akcje do boku, poszukać gry jeden na jeden, może jakiegoś faulu, to oni wciąż forsowali swój pomysł na grę. Oczywiście sytuacje z rękami w polu karnym były w tym dwumeczu niejednoznaczne, ale u nas chwalą arbitrów tych zawodów. Nie dali się „kupić” i nabrać na te włoskie sztuczki, symulacje, czy udawane faule.

Mówi pan to jakby z lekką pogardą do włoskiej piłki

- W Szwecji najbardziej popularna z lig zagranicznych jest liga angielska. Potem holenderska i hiszpańska. Na Serie A nikt nie patrzy. Wynika to z tego, że Szwedzi traktują włoski futbol jako piłkę oszustów. To pokłosie kupowanie i sprzedawania tam meczów. Przekupnych sędziów. Szwedzi mają w sobie pierwiastek walki, Włosi kombinowania. Jak tu kogoś popchnąć, gdzie przy kontakcie się za głowę złapać, oszukać. Dodajmy, że sami grają bardzo brutalnie. Pamiętam jak z Lechią pojechałem do Turynu na mecz z Juventusem i potem na tournee po Włoszech. Graliśmy tam parę meczów, a ich zawodnicy właśnie tak kombinowali. Tu ktoś podszedł uszczypnął, inny kopnął, trzeci niby pomógł wstać, a coś zrobił. Tam od małego uczą takich trików. Niby błyszczą w oczach sędziego, ale swoje za uszami mają. W Szwecji to się nie podoba, bo tu jest zupełnie inne wychowanie. Oni jak się przewrócą, to wstaną i walczą dalej. Przemawia przez nich wola walki. Jakbyśmy my taką mieli, to już prosta droga do mistrzostwa.

Nim te mistrzostwo zdobędziemy chciałby pan by na mundialu Polska spotkała się ze Szwecją?

- Dlaczego nie? Łatwiej by było wygrać Polakom ze Szwedami, niż kilkoma innymi rywalami. Na papierze jesteśmy lepszym zespołem. Włosi co prawda też byli, ale co to jest ta szwedzka wola walki już mówiłem. Ja co prawda ćwierć wieku mieszkam w Szwecji, ale jestem Polakiem. Jak grają Szwedzi to kibicuję Szwedom, jak Polacy to naszym. Jak grają przeciwko sobie, to oczywiście biało-czerwonym. Tak jak cała moja rodzina. Tylko zięciów na razie jedynie do polskiego jedzenia przekonałem.  

Andrzej Strejlau w "Wilkowicz Sam na Sam": Za moich czasów reprezentacja nie miała w czym grać. Krążyła opinia, że sprzedała mecz za moimi plecami

Quiz dla długodystansowców. 100 pytań ze sportu, zaproś rodzinę i znajomych do rozwiązywania!
1/100Ile wyścigów Formuły 1 wygrał Robert Kubica?
Skomentuj:
"Szwedzi mają w sobie pierwiastek walki, Włosi kombinowania.". Polski trener tłumaczy jak drużyna bez gwiazd wyeliminowała faworytów
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje