Sport.pl

Beniaminek znów zabrał punkty faworytowi. Tym razem zaskoczony Lech

Kacper Sosnowski
16.07.2017 20:20
A A A

JEDRZEJ NOWICKI

Początek sezonu 2017/18 Lotto Ekstraklasy dla beniaminków miał być trudny. Był udany. Po Górniku Zabrze, który u siebie pokonał Legię 3:1, Sandecja w Poznaniu odebrała punkty Lechowi. Głownie dzięki znakomitej grze swego bramkarza Michała Gliwy, gole w tym meczu nie padły.

16.07.2017, godzina 18:00

Lech Poznań

  • na żywo

W starciu z ekipą z Nowego Sącza to Lech dominował i miał więcej z gry. Goście w pierwszej połowie dwa razy przed polem karnym, musieli ratować się zdecydowanymi faulami. Gospodarzom niewiele to dało. Najlepszą okazję do strzelenia gola miał Radosław Majewski. Na 10 metr piłkę klatką zgrał mu Mario Situm. Były reprezentant Polski uderzył mocno, ale w miejsce gdzie stał Michał Gliwa. Bramkarz zdołał odbić futbolówkę. Nie licząc groźnego dośrodkowania Sandecji, po którym Emil Dilaver chciał wybić piłkę, a uderzył ją w stronę Buricia, w pierwszej połowie niewiele się działo.

20 centymetrów od gola

Drugą część spotkania Lech zaczął od dwóch prób Macieja Makuszewskiego i pięknej akcji Roberta Gumnego. Obrońca Kolejorza zagrał do Nickiego Bille Nielsena, a ten miał przed sobą pusta bramkę. Minął się jednak z piłką.

Kibice Lecha jeszcze mocniej przeżywali akcję swej drużyny w przedostatniej minucie spotkania. Do radości zabrakło około 20 centymetrów.

Po strzale wprowadzonego w drugiej części gry Christian Gytkjaera, Gliwa przepuścił piłkę między nogami. Odwrócił się jednak szybko i złapał ją tuż przed linią bramkową. To jedyny moment spotkania, w którym grającemu niegdyś w Polonii Warszawa czy Zagłębiu Lubin bramkarzowi, zadrżały ręce. Chwilę później sędzia zakończył spotkanie. Goście mieli powody do zadowolenia, ich trener też. Radosław Mroczkowski grał przeciw Lechowi piąty raz. Do wygranej i dwóch porażek zapisał na swym koncie drugi remis.

Zobacz więcej na temat:

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Terminarz